Cyberpunk. Odrodzenie – Andrzej Ziemiański

Ostatnie dwa dni obfitowały w sierpniowe Słońce i kojący, lekko jesienny powiew wiatru! Tak, zdecydowanie było to coś, czego mi trzeba!
Wykorzystałam ten czas i przeczytałam kilka książek, a wśród nich znalazła się najnowsza powieść Andrzeja Ziemiańskiego „Cyberpunk. Odrodzenie”. Od razu dodam, że Sci-Fi nie jest gatunkiem, po który sięgam częściej niż raz w roku. Po lekturze uważam, że najwyższy czas to zmienić!

ZARYS FABUŁY

Malcolm Scott ps. Shey to expolicjant chory na śmiertelną chorobę, na którą nie ma skutecznego lekarstwa, a terapie spowalniające jej rozwój są zarezerwowane dla wpływowych i bogatych ludzi. Dlatego propozycja powrotu do służby, która związana jest z rządową refundacją leku, wydaje się opcją najlepszą z możliwych. Jest jednak pewien problem – Scott musi wytropić siostrę bliźniaczkę bezwzględnej morderczyni…

Odnalezienie Alex okazuje się łatwiejsze niż mogłoby się wydawać, jednak podczas ich pierwszego spotkania dziewczyna zostaje poważnie postrzelona w głowę. Życie bohaterki ratuje szybka operacja, która polega na wszczepieniu czipa, który zastępuje brakującą część mózgu. Dopiero po czasie okazuje się, że czip w głowie Alex to zaawansowana sztuczna inteligencja, która z nieznanych powodów nie została wprowadzona do masowej produkcji.

TECHNOLOGIA, KTÓRA ZACHWYCA I PRZERAŻA

Autor zaprasza do świata naszpikowanego technologią, o jakiej nawet się nie śni! Mikrokamery, czipy, urządzenia wielkości ziarenka piasku, które zbierają i analizują zapachy… ten świat jednocześnie zafascynował mnie i przestraszył. U Ziemiańskiego technologia niebezpiecznie mocno związana jest z człowiekiem. Do pewnego stopnia można nią sterować, jednak w pewnych sytuacjach wymyka się spod kontroli i żyje własnym…”życiem”.

ZAKAZANE MIASTO I JEGO MIESZKAŃCY

Opis Zakazanego Miasta wprawia w osłupienie! Kompletny odjazd! Świat przyszłości rozłożył mnie na łopatki – z jednej strony kompletnie zniszczony, brudny, śmierdzący, a z drugiej pełen robotów i nowoczesnych rozwiązań, które trudno sobie zwizualizować.

Wyobraźcie sobie miasto, które rządzi się swoimi prawami (swoją drogą, na świecie znajdziemy kilka takich przykładów), a służby mundurowe nie mają tam nic do powiedzenia. Gangi walczą między sobą o terytorium, które mogą kontrolować, jednocześnie starają się wprowadzać tam swoisty porządek i zasady, do których należy się dostosować. Zakazane Miasto to twór niedoskonale perfekcyjny! Jest jak żywy organizm, który funkcjonuje dzięki skomplikowanej nici ściśle zależnych od siebie elementów.

Kolejną mocną stroną powieści są bohaterowie! Ziemiański wykreował fantastyczne postaci, nadając im mocne charaktery i obdarzając niezwykłymi umiejętnościami. Bohaterowie są jednocześnie nieidealni – mają swoje słabości, lęki i przemyślenia – to właśnie odróżnia ich od maszyn. I to sprawia, że zachowują swoje człowieczeństwo.

PODSUMOWANIE

Cyberpunk. Odrodzenie” to świetna odskocznia od dobrze znanych mi kryminałów, klasyków i reportaży. To świetnie napisana proza science-fiction z rozbudowanym wątkiem kryminalnym w tle! Andrzej Ziemiański śmiało lokuje akcję książki w świecie, który można uznać za przyszłość, nadając jej niesamowity klimat i charakter.

Opisy mrocznego miasta sprawiały, że czułam się jak w naszpikowanej technologią dżungli, gdzie prawo i porządek stanowią typy spod ciemnej gwiazdy. Przerażające i fascynujące jednocześnie!

Jeśli nie jesteście przekonani do tego gatunku – tak jak ja – śmiało polecam! Gwarantuję Wam nieprzespaną noc – uwierzcie, nie będziecie mogli oderwać się od tej lektury!

Moja ocena – 9,5/10!

[Książkę „Cyberpunk. Odrodzenie” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Niewidzialni – Roy Jacobsen

Jak zmieścić niewyobrażalną ilość emocji i przeżyć na niespełna 300 stronach? Nie znam na to przepisu, jednak nie jest on obcy pisarzom skandynawskim, którzy zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Wśród nich znalazł się Roy Jacobsen i jego książki – niesamowite w swej surowości, a jednocześnie piękne i uniwersalne!

ZARYS FABUŁY

Rodzina Barrøy żyje na wysepce tak małej, że mieszczą się na niej tylko Barrøy’owie i kilka zwierząt.
Życie na Barrøy (nazwisko rodziny bierze się od nazwy wyspy) jest do bólu powtarzalne – nudna codzienność sprowadza się do dbania o inwentarz, domowych porządków, ciągłych napraw sieci i codziennych połowów. Nie lada atrakcją jest podróż do miasta, które znajduje się na głównej wyspie – można tam kupić kandyzowany cukier, kury, materiał na ubrania i drewno. Nowinki techniczne są niechętnie przyjmowane przez głowę rodziny, a wszelkie spotkania z cywilizacją są odbierane z dużą dozą podejrzliwości.

W ZGODZIE Z NATURĄ

Jacobsen stwarza codzienność, która jest ścisłe zależna od natury. Pory roku decydują o trybie życia wyspiarzy, dlatego żyją w z góry zaplanowanym porządku. Morze jest dla nich drugim domem, który bywa kapryśny, ale przynosi na falach różnego rodzaju „dary” – beczki, całe drzewa, szklane butelki…znalazca staje się prawowitym właścicielem przedmiotu, z którego musi zrobić jak największy użytek. Nic nie może się zmarnować, a szansa na kolejne znalezisko jest niewielka.

Styl Autora jest oszczędny. Jednocześnie opisy przyrody zawarte w powieści są uderzająco piękne w swojej naturalności. Nie ma tu miejsca na zbędne słowa, tak jak między bohaterami nie ma miejsca na zbędne uczucia. Podglądając (właśnie tak się czułam podczas lektury) życie wyspiarzy byłam zafascynowana swoistą walką, którą codziennie toczą. Wyspa jest ich domem, do którego są silnie przywiązani, ale jest równocześnie jest więzieniem samotności.

NIEWIDZIALNOŚĆ

Kim są tytułowi „Niewidzialni„? Nie wiem o nich praktycznie nic, a jednocześnie mogę domyślać się wszystkiego. W swojej symbiozie z naturą wręcz stają się jej częścią, nie robią absolutnie nic, żeby się od niej uniezależnić. Nie przeszkadza im, że to właśnie kapryśne żywioły decydują o ich komforcie, dobrobycie, a nawet życiu. Strach przed cywilizacją, nieznajomymi i zmianą dotychczasowych przyzwyczajeń sprawia, że bohaterowie wręcz kryją się na swojej wyspie. Ale czy takie wyalienowanie na pewno wychodzi im na dobre? Czy Hans i Maria są pewni, że ich córka Ingrid zawsze będzie mieszkać na wyspie? I czy ewentualne zderzenie z realnym świtem nie okaże się dla niej zbyt brutalne?

PODSUMOWANIE

Roy Jacobsen tworzy rzeczywistość skrajnie inną, niż ta, którą znamy. Jego bohaterowie boją się zewnętrznego świata i w pewien sposób zamykają się na małej wyspie. Mimo zdawkowego stylu, powieść czyta się wspaniale – opisy natury są zachwycające, a nieliczne kwestie, które wypowiadają bohaterowie, pozwalają na stworzenie ich profilu.

Zadaniem czytelnika jest maksymalne skupienie i wyciąganie prostych (choć ukrytych przez Autora) wniosków. Niejednokrotnie rozpływałam się konstrukcją powieści, dzięki której czułam się naocznym światkiem wydarzeń na Barrøy. Proszę, nie oczekujcie od „Niewidzialnych” wartkiej i przyspieszającej tętno akcji – ona toczy się w swoim tempie, które warunkowane jest przez Matkę Naturę, a wszelkie odstępstwa od monotonnej normy uznajcie jako…przypadki. A one chodzą po ludziach, prawda?

Uwielbiam, po prostu uwielbiam!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Niewidzialni” możesz kupić TUTAJ!]

Tajemnica Sary H. – Paulina Wróbel

Żyje się tylko…DWA RAZY!
Ubiegłoroczny debiut Pauliny Wróbel Tajemnica Sary H.” to moje odkrycie miesiąca (a może roku?). Żałuję, że ta książka wpadła mi w ręce tak późno! Ale lepiej tak, niż wcale, prawda?

ZARYS FABUŁY

Małgorzata Lindberg jest czterdziestoczteroletnią aktorką, która swoje pięć minut sławy ma już dawno za sobą. Przykry wypadek z jej odwieczną rywalką zmusił bohaterkę do usunięcia się w cień. Ale ile można tak czekać? Małgorzata stara się wrócić na szczyt – plan jest prosty – musi dostać główną rolę w najnowszym filmie popularnego reżysera. Jednak proste plany mają to do siebie, że ich realizacja wcale nie jest tak łatwa i przyjemna…

Wściekła, upokorzona i zrozpaczona Lindberg topi swoje smutki w alkoholu, po czym wsiada za kierownicę. W tym samym czasie młoda recepcjonistka Sara H. wsiada do swojego małego autka i zadowolona wraca do domu po wyjątkowo ciężkim dniu pracy. To nie może skończyć się dobrze…

SPORA DAWKA CZARNEGO HUMORU

Czarny humor? Yes, please

Perypetie bohaterów są zaskakujące, pełne mocnych i inteligentnych dialogów, szalonych zwrotów akcji, tajemniczych praktyk spirytystycznych. Zabawne były gwiazdorskie humory Małgorzaty, jej nagłe wybuchy złości i niewybredne komentarze. Pewnego rodzaju odskocznią okazały się miłosne rozterki Justyny (były równie zabawne co smutne), która nie radziła sobie z łączeniem „fachu” z próbami założenia wymarzonej rodziny.

BOHATEROWIE Z KINA RODEM

To zdecydowanie najmocniejsza strona książki! Postaci są wyraziste, pełne dramatyzmu, złości, podejrzliwości i wytrwałości. A nawet jeśli są szarymi myszkami – to właśnie takie mają być! W „Tajemnicy Sary H.” każda rola jest ważna, nawet ta najmniejsza. Nie będę oszukiwać – najważniejsi bohaterowie to kobiety. Kobiety silne i wyjątkowe! Kobiety, które nie były oszczędzane przez życie, nawet jeśli było to życie w popularności i błysku fleszy. Małgorzata Lindberg dostaje szansę jakich mało! Czy dobrze ją wykorzysta? Czy zaplanuje sobie swoje (nowe) życie na nowo? Perfekcyjnie i bez wpadek?

Mam spory problem z główną bohaterką! Uwielbiam ją i jej nie znoszę, jednocześnie! W pełni rozumiem jej żal do współpracowników, pragnienie trzymania nowej szansy i rozpoczęcia wszystkiego od zera. Jednak wyrachowanie, działania, które podejmuje w drodze do celu i samolubność sprawiają, że czuję do niej duży dystans. Może właśnie o to chodziło?

HALO, CZY TU STRASZY?

Autorka z niesamowitą łatwością łączy świat żywych ze światem duchów. Była szansa, że ten zabieg się nie powiedzie, a jednak! Wyszło dobrze, a nawet bardzo dobrze! Motyw duchów bardzo do mnie przemówił! Świetnie bawiłam się śledząc losy przenikającej przez ściany Idy, która ze złości potrafi przestawiać duże przedmioty. Duchy obecne w „Tajemnicy Sary H.” to duchy, które znam z komedii telewizyjnych – posiadające ludzkie emocje istoty, które tęsknią za życiem na tyle, że nie potrafią opuścić świata żywych.

PODSUMOWANIE

Pomysł na „Tajemnicę Sary H.” okazał się pierwszorzędny! Aż ciężko uwierzyć, że to debiut. Paulina Wróbel napisała obszerną komedię obyczajową, która ocieka humorem i intrygą! Niebanalna koncepcja i staranna jej realizacja sprawiły, że książkę czyta się przyjemnie i szybko, wielość wątków i bohaterów w niczym nie przeszkadza. Historia o zagubionych duszach urzeka i skłania do refleksji! Tak! W tym morzu humoru znalazło się też miejsce na kilka ważnych kwestii, w tym filozoficznych przemyśleń! Okazuje się, że pieniądze to nie wszystko, a sława nie jest w stanie zagłuszyć prawdziwych uczuć.

Spodziewajcie się bohaterów zabawnych, ale pewnych swoich możliwości i skłonnych poświęcić wiele, aby zrealizować upragniony cel! W końcu do największe gwiazdy kina!

Życzę (sobie i Wam) takich wspaniałych książek! Polecam!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Tajemnica Sary H.” możesz kupić TUTAJ!]

Gruzińskie wino – Anna Pilip

Wczorajszy wieczór pachniał mi kolendrą i szafranem, a w powietrzu unosił się delikatny zapach grzanego wina. Tak bardzo tęsknię za naszymi wakacjami, które odbywaliśmy naszą małą rodzinką rokrocznie! Zafascynowana pierwszymi stronami książki „Gruzińskie winoAnny Pilip stwierdziłam, że dam tej książce szansę, chociaż z tyłu głowy paliła mi się czerwona lampka i przypominała, że z ten gatunek powieści nie jest dla mnie…

ZARYS FABUŁY

Ana to 30-letnia rozwódka, matka dwóch małych dziewczynek i pracowania firmy farmaceutycznej. Niespodziewany wyjazd do Gruzji budzi u niej skrajne emocje, ostatecznie udaje jej się powierzyć opiekę nad dziećmi wiec mężowi i zapakować do samolotu. Wieczorny bankiet u ambasadora kończy się dość nieszczęśliwie – Ana ładuje w szpitalu z poważnym zatruciem organizmu. Opiekę nad chorą sprawuje dwóch lekarzy – różni ich wszystko (łącznie z faktem, że podczas wojny stali po przeciwnych stronach), a jedynym łączącym elementem są oczy – ciemnoczekoladowe, nieprzeniknione i wpatrujące się w Anę.

Czy Ana zdobędzie się na odwagę i zostanie w Gruzji na stałe? Co z jej córkami, które nie chcą już mieszkać u ojca i jego nowej partnerki? Czy doświadczeni wojną i zmagający się z demonami przyszłości lekarze mają szanse założyć nową, polsko-gruzińską rodzinę?

AROMATYCZNA PODRÓŻ DO GRUZJI I JEJ MIESZKAŃCÓW

Tbilisi to miasto pełne małych, ciasnych uliczek, po których unosi się niezliczona ilość różnych zapachów! I to wino, które leje się w powieści strumieniami…

Ale klimat tego miasta stanowią jego mieszkańcy – ludzie tak cudowni, tak szczerzy i tak przyjacielscy, że ciężko o lepszych… Niedawna wojna zmieniła nie tylko wygląd ulic, ale też ich serca – niektórzy do tej pory borykają się z tragicznymi wspomnieniami, są pełni uprzedzeń do swoich rodaków. CHCIAŁABYM NAPISAĆ WIĘCEJ, NIESTETY PORCJA GRUZJI BYŁA SKĄPA.

SŁABA STRONA

Zawirowania sercowe Any bawiły mnie, denerwowały i sprawiły, że szczerze współczułam tej kobiecie. Jej serce, rozdarte na wiele kawałków wciąż potrafiło obdarzać uczuciem tak wiele osób, ale czy doświadczenia z poprzedniego małżeństwa pozwolą jej zaufać kolejnemu mężczyźnie? W zasadzie na tym kończą się nieliczne superlatywy głównej bohaterki. Cały czas miałam nieodparte wrażenie, że czytam o dziewczynce z gimnazjum, której serce trzepocze jak mały koliber, ilekroć spojrzy na nią przystojny mężczyzna. A przecież Ana to doświadczona matka-rozwódka, która z tak dużym bagażem doświadczeń powinna być bardziej rezolutna. A jest – naiwna!

PODSUMOWANIE

Gruzińskie wino” to czytadło, którego klimat ratuje tylko miejsce akcji oraz drugoplanowi (!!) bohaterowie. Opisy Gruzji były kojące, przypominające sielski, wakacyjny klimat, z cudownie nakrytym stołem z mnóstwem przepysznie pachnących potraw. Tak bardzo szkoda, że tych gruzińskich opisów było tak niewiele!

Fabuła rozłożyła mnie na łopatki, niestety nie z zachwytu, a z beznadziejnej bezsilności. Skrajnie naiwna główna bohaterka denerwowała mnie i sprawiała, że co chwila zamykałam książkę z zażenowaniem na twarzy. Zupełnie niepotrzebny (a ciągnący się do samego końca) cień przemocy fizycznej i psychicznej (tutaj mocny ukłon w stronę ubogiej wersji Grey’a) kompletnie zabija kilka ciekawie zapowiadających się wątków…

Liczyłam na dużo Gruzji, sielankowej, wakacyjnej atmosfery i szalonych wypraw. Nie do końca wiem, dlatego spodziewałam się porywającej i czułej opowieści z wątkiem miłosnym w tle. Zamiast tego dostałam irytującą główną bohaterkę, która w przerwach od płaczu, picia, znowu płaczu, dzwoni do swoich córek i zastanawia się którego przystojniaka kocha bardziej.

Moja ocena – 3/10!

Rozgrzeszenie – Yrsa Sigurdardóttir

O tym, że Yrsa Sigurdardóttir jest królową islandzkiego kryminału czytałam nie raz. I dopiero kilka dni temu miałam okazję przekonać się, jak dużo w tym prawdy! „Rozgrzeszenie” to to mroczny, zimny i niespokojny dreszczowiec, który nie pozwolił mi spokojnie zasnąć!

ZARYS FABUŁY

W Rejkiaviku dochodzi do serii brutalnych morderstw nastolatków. Oprawca sam informuje opinię publiczną o swoich czynach – wysyła ogólnodostępne snapy, na których można zobaczyć jak wystraszone dzieci histerycznie łkają i przepraszają… ale za co mają przepraszać?

Stołeczna policja wydaje się nie mieć pomysłu na złapanie przestępcy – czas gra na jego korzyść, a każdy trop okazuje się błędny. W toku śledztwa okazuje się, ofiary nie mają ze sobą prawie nic wspólnego, poza jednym, pomijanym przez wszystkich faktem…

MOC INTERNETU

Internet ma szczególną moc, którą można wykorzystać w różnoraki sposób. Wszystko zależy od intencji! A dzieci bywają szczególnie okrutne…
Sigurdardóttir w doskonały sposób przedstawia problem przemocy w szkole i w mediach społecznościowych. Oprawcy zwykle czują się bezkarni, anonimowi, a przede wszystkim zadowoleni z siebie. A ich ofiary? Często nie wiedzą gdzie szukać pomocy i posuwają się do makabrycznych decyzji.

REJKIAWIK

Klimat „Rozgrzeszenia” jest absolutnie obłędny! Obłędny w swojej surowości, przenikliwym chłodzie i przerażającej intrydze! Niesamowity urok Rejkiawiku jest nie do podrobienia! Ciemne uliczki, góry śniegu, śliskie chodniki oraz pogoda, która jest przytłaczająca, nieprzyjemna i depresyjna. Autorka postarała się, żeby jej powieść była równie surowa, co to tajemnicze miasto!

WYRAZISTE POSTACI

Kolejną mocna stroną powieści są jej bohaterowie – tu każdy jest po coś – ma swoją rolę, choćby niewielką, do odegrania. Freyja i Huldar to mocne i wyraziste postaci, które mają swoje problemy i walczą ze swoimi demonami.

Prześladowania w szkole wywołują problemy psychiczne bezbronnych dzieci. Jednak nie tylko one walczą z piętnem odrzucenia – ich rodzice czują się bezradni i zdesperowani. Autorka w bardzo skrupulatny sposób opisuje przeżycia, którymi kierował się morderca – bardzo głęboko przeświadczony o słuszności swoich działań i przekonany o winie swoich ofiar.

PODSUMOWANIE

Jeśli lubicie zimny, mroczny i przytłaczający klimat – ta książka jest dla Was! Naprawdę warto! Ostrzegam przed karkołomnymi imionami i nazwiskami, których nawet nie próbowałam wymówić! Przenieście się do stolicy odległej Islandii, gdzie śnieg i mróz wkradają się nawet w najgorętsze serca! Jestem pod ogromnym wrażeniem intrygi, którą wymyśliła Autorka! Zakończenie, którego kompletnie się nie spodziewałam sprawiło, że zaczęłam wątpić w swój zmysł detektywa! Po przeczytanie książki i dokładnej analizie jej treści okazuje się, że wszystkie elementy łączą się w całość, element psychologiczny jeszcze bardziej potęguje emocje! Niesamowity klimat Islandii sprawia, że dreszcze same pojawiają się na plecach, a zagadka wydaje się jeszcze bardziej zagmatwana.

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Rozgrzeszenie” możesz kupić TUTAJ]

Kobieta na krawędzi – Samantha M. Bailey

Przepadam za thrillerami! Zwykle sięgam po zagranicznych autorów, tak było i tym razem. „Kobieta na krawędzi” to debiutancka powieść Samanthy M. Bailey, bardzo poprawna, wciągająca, a jednak…

ZARYS FABUŁY

Morgan przez lata żyła jak w bajce – kochany mąż, piękny dom i wygodne życie sprawiły, że jedynym jej zmartwieniem był brak potomstwa. Czar bajki prysł w momencie wyjścia na jaw oszustw finansowych, jakich dopuszczał się Rayan… Od tej pory życie bohaterki to pasmo wstydu, oglądania zdjęć swojej twarzy w prasie i desperackie próby wtopienia się w otoczenie.

Nicole jest właścicielką prężnie rozwijającej się firmy odzieżowo-lifestylowej promującej zdrowy i aktywny tryb życia. Spełniona zawodowo, skupiona na firmie, sobie i mężu zachodzi w nieplanowaną ciążę. Przyszli rodzice z radością przygotowują się na przyjście na świat swojej córeczki Quinn, zastanawiając się w jaki sposób mogą zapewnić jej najlepsze dzieciństwo. Sielanka kończy się w momencie przyjścia na świat dziecka – nieprzespane noce i bolesna rekonwalescencja po cesarce sprawiają, że Nicole nie przypomina dawnej siebie, a jej dawne wspomnienia i lęki powracają… Jakby tego było mało, jej mąż Greg, postanawia od niej odejść – Nicole zostaje sama…prawie sama.

Bohaterki spotykają się na peronie raz, ale tylko jedna z nich wie, że to pierwsze spotkanie jest zarazem ostatnim!

NIEPEWNOŚĆ I PSYCHODELA

Towarzyszyła mi już od pierwszej strony. Dalej było jej jeszcze więcej, podobnie jak pytań, które pojawiały się przy każdej możliwej okazji. Przez cały czas książka trzyma w mocnym napięciu, które chwilami jest nie do wytrzymania – podobnie jak bohaterki, cały czas czekałam na nową, przerażającą poszlakę, która wprawiłaby mnie w jeszcze większe poczucie niepewności. Prawdopodobnie te cechy sprawiły, że nie mogłam oderwać się od czytania i rozprawiłam się z lekturą w jedno upalne popołudnie.

ŚWIETNY POMYSŁ, NIECODZIENNA FORMA

Całą historię poznajemy z perspektywy dwóch narratorów. Pierwszym jest sama bohaterka książki, Megan, która dzieli się swoimi obawami i uczuciami. Jest to bardzo subiektywny obraz widziany oczami bohaterki, uzupełniony głębokimi przemyśleniami, emocjami i niepokojem. Drugim jest podmiot-obserwator, który opisuje życie Nicole. Tutaj forma jest trochę luźniejsza, jednak niepozbawiona emocji.

Zmysł dziennikarski nie zawiódł Samanthy Bailey – doskonała fabuła, zagmatwana do granic możliwości oraz pierwszorzędny research dotyczący depresji (w tym przypadku pourazowej i poporodowej). Autorka wnikliwie analizuje psychikę dwóch bohaterek – obie są w kompletnie innych sytuacjach, żadna z nich nie radzi sobie ze swoją traumą, z którą została sama.

DEPRESJA I SKRAJNY LĘK

Depresja poporodowa jest częstym problemem współczesnych matek. Niezależnie od wieku i sytuacji materialnej. Przychodzi nagle, powodowana szokiem związanym z porodem lub szczególnie stresującą sytuacją, która nastąpiła zaraz po nim.

Nicole, która urodziła dziecko chce być najlepszą matką na świecie. Jako kobieta sukcesu powinna mieć ku temu wszelkie predyspozycje, jednak przeszłość, którą ukrywa prawie przed wszystkim, wraca do niej jak bumerang. Samotna matka, jaką się staje, popada w paranoję, która (choć motywowana matczyną miłością) popycha ją do desperackich kroków.

PRAWIE IDEALNIE

Fabuła doskonała. W końcowej fazie każdy element doskonale pasował. Zaskoczenie było duże… Chociaż czy na pewno? Z jednej strony zostałam wyprowadzona w pole, analizowałam każdy element, zastanawiałam się nad każdą opcją…nie wpadłam na prawidłowe rozwiązanie, jednak nie byłam zaskoczona! A może jednak byłam – zaskoczyło mnie do bólu banalne i oklepane zakończenie! A szkoda…

PODSUMOWANIE

„Kobieta na krawędzi” to wspaniała lektura, pełna szalonych i niespodziewanych zwrotów akcji, głębokich refleksji i pierwszorzędnej formy. Każda postać była przemyślana i dopracowana, ma widoczny udział w fabule. Jednak im bliżej końca, tym częściej towarzyszyło mi niemiłe uczucie: skąd ja to znam? co mi przypomina ta historia? Niestety miałam rację, tak świetnie zbudowane napięcie ustępuje banalnemu rozwiązaniu.

Cóż, może właśnie na tym miała polegać doskonałość tej książki? Mimo delikatnego zawodu polecam tę powieść wszystkim amatorom thrillerów psychologicznych!

Moja ocena – 6,5/10!

[Książkę „Kobieta na krawędzi” możesz kupić TUTAJ!]

Czas zmian – Wiktoria Gische

Powieści obyczajowe – przyznaję z ręką na sercu – niekoniecznie są moją ulubioną kategorią. OK, zdarza się, że wyszperam jakieś cudeńko, z którym ciężko mi się rozstać, jednak takie egzemplarze są zdecydowanie dziełem przypadku…

Jak wiadomo – przypadki chodzą po ludziach i w myśl tej zasady pewnego słonecznego poranka dotarła do mnie przesyłka z najnowszą powieścią Wiktorii Gische „Czas zmian„, drugim tomem serii „Kamienica pod Irysami„.

ZARYS FABUŁY

Eleonora, Stefania i Rozalia to trzy młode kobiety, których marzenia i plany zostały brutalnie zniszczone przez wojnę. Lata rozłąki, troski związane z niepokojem o życie swoje i najbliższych zmieniły ich usposobienie i charaktery. Bohaterki z niewinnych młodych dziewczyn ewoluowały w pewne siebie, niezależne kobiety, które potrafią walczyć o przyszłość. Wojna, która zabrała wielu kobietom chłopaków, narzeczonych i mężów nie oszczędziła również naszych pań- Nora odesłała pierścionek zaręczynowy hrabiemu Michałowskiemu, narzeczony Stefci zginął na froncie, a mąż Rozalii na stałe zadomowił się w Wiedniu, gdzie zaczął układać sobie życie się z inną kobietą.

W 1918 roku, po odzyskaniu przez Polskę sytuacja powoli wraca do normy, jednak w sklepach wciąż brakuje towarów, a dawne niepokoje odżywają w obawie przed wschodnim sąsiadem. Również w sercach bohaterek rodzą się nowe uczucia, a z nimi przychodzą radość, troski i niepokoje. Losy Eleonory i hrabiego Juliana Michałowskiego znów się łączą, jednak ich relacji nie można uznać za pasmo wzruszeń, namiętności i spokoju – związek jest burzliwy – pełen różnorakich uczuć, związanych z trudną przeszłością i niewiadomą przyszłością. Stefania, która wciąż cierpi z powodu śmierci Mikołaja, daje sobie szansę i decyduje się na spotkania z Janem Matulą, jednak i ten związek naznaczony jest niedawnymi wydarzeniami i nową kampanią wojenną. Nieformalna separacja Rozalii przeradza się w sprawę rozwodową, którą nieszczęśliwi małżonkowie chcą szybko doprowadzić do końca, niestety pewna śmierć skutecznie im to uniemożliwia…

MORZE UCZUĆ W POWOJENNYM KRAKOWIE

W „Czasie zmian” spotkałam się z prawdziwą plejadą uczuć. I emocji. A tych ostatnich było bardzo wiele! Nic dziwnego, skoro główni bohaterowie to młode osoby, które w poszukiwaniu miłości i sensu życia decydują się na poważne zmiany. Na każdej stronie skrajne emocji aż kipią – zakochania, zawody i rozczarowania, zranione serca, ckliwe pożegnania i wyczekiwane powroty – ich zmienność sprawia, że akcja książki przyspiesza, żeby za chwilę zwolnić.

Autorka znalazła doskonały sposób na odtworzenie Krakowa sprzed 100 lat. Wnikliwe badania historyczne i społeczne doprowadziły Ją do dokładnego i sumiennego odwzorowania realiów, nastrojów, a nawet strojów oraz rodzajów żywności! Dosłownie, czułam zapach gorącej czekolady i smak słynnej pomarańczówki! A „oglądanie” witryn sklepików sprawiło, że na chwilę zapomniałam o ulewie za oknem!

ŚWIETNY KLIMAT

Klimatem ta książka stoi! Nie tylko ze względu na miejsce akcji, którym jest magiczny, powojenny Kraków. Niebanalne, a wręcz dziwne wątki podkręcają tempo powieści! Jednym z najbardziej nieoczywistych okazała się postać Tekli Schramm – początkowo denerwująca postać zmienia się w pełną sekretów, zafascynowaną mistycyzmem damę, która decyduje się porzucić dom, męża i córki, żeby podążyć za sektą, w którą się zaangażowała.

NIESTANDARDOWE PODEJŚCIE

Co wyróżnia główne bohaterki od innych kobiet? Niestandardowe, jak na tamte czasy, podejście do wszelkich spraw – tych codziennych, jak i tych bardziej intymnych. Nora, Stefcia i Rozalia decydują się omijać konwenanse szerokim łukiem, co budzi powszechne zdziwcie i oburzenie. Dziś spodnie zakładane przez kobiety są zupełnie normalne, ale 100 lat temu były poważnym odstępstwem od normy, zwracały uwagę i przyciągały niepochlebne spojrzenia.

PODSUMOWANIE

Zupełnie niespodziewanie okazało się, że „Czas zmian” to wspaniała pozycja obyczajowo-historyczna. Nie czytając pierwszego tomu „Kamienicy pod Irysami” bez problemu odnalazłam się w akcji – odniesienia do „Niespokojnych lat” są rzadkie, bez problemu domyślałam się wszystkich kontekstów.

Bardzo mocną stroną powieści są jej bohaterowie. Mocne charaktery kobiece są uzupełnione stanowczymi postawami mężczyzn. Tutaj nic nie dzieje się przypadkiem, każde spotkanie ma swój (czasem ukryty) sens, a każda plotka nosi w sobie ziarno prawdy (no, może prawie każda…). Zachwyciły mnie nie tylko postaci głównych bohaterów, ale również opisy krakowskiej arystokracji i mieszczaństwa! Po raz kolejny stwierdzam, że mogłabym na chwilę (!) przenieść się do tamtych czasów, spacerować tamtymi uliczkami, pachnącymi świeżym chlebem, kakao i powidłami…

Doskonały research historyczny Autorki w znakomity sposób odzwierciedlają opisy miasta bogate w detale i ciekawostki. Wspaniale było mi się wybrać na długie spacery śladami bohaterów – zaczarowane Podgórze, zabytkowy Kazimierz i oczywiście Stare Miasto wraz z Kleparzem. Uwierzcie, to wzruszające i niezwykłe przeżycie!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Czas zmian” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z