Jimi Hendrix we Lwowie – Andriej Kurkow

Byliście kiedyś we Lwowie? Jeśli nie, to straciliście naprawdę wiele! Samo stare miasto zapiera dech w piersiach – zabytkowe kamienice, klimatyczne uliczki, urokliwe kawiarnie z najpyszniejszymi słodyczami w tej części Europy i stragany, na których można kupić wszystko (dosłownie!). Ale prawdziwym sercem Lwowa są ludzie – Ukraińcy i Polacy, niektórzy z nich pamiętają naprawdę odległe czasy…
𝗔𝗻𝗱𝗿𝗶𝗲𝗷 𝗞𝘂𝗿𝗸𝗼𝘄 zabrał mnie w niesamowitą, pełną przedziwnych wydarzeń podróż do Lwowa, w której realizm i zwyczajność przeplatają się z fantazją!

ZARYS FABUŁY

We Lwowie dzieją się dziwne rzeczy. I nie mam wcale na myśli nadgarstka Jimiego Hendrixa, który złożono w symbolicznym nagrobku (KGB, hipisi i te sprawy, wiadomo!) na Cmentarzu Łyczakowskim. Nad miastem pojawiają się mewy, które niespodziewanie zaczynają atakować przechodniów, a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach morza… Po pewnym zasie okazuje się, że całe zamieszanie spowodowane jest przez intrygującego marynarza, który szuka swojej ukochanej Osessy. Przed grupką samozwańczych bohaterów miasta nie lada zadanie – należy odszukać wspomnianego marynarza, do którego zaprowadzić może unoszący się w powietrzu „aromat” …

FANTAZJA I ABSURD

Jimi Hendrix we Lwowie” to jednak z najmniej oczywistych książek jakie miałam okazję czytać. I jestem nią zachwycona! Lekkie, zabawne i zamaszyste pióro Autora jest jak magiczna różdżka – wszystko, co wychodzi spod niego wydaje się być na granicy rzeczywistości. Niesamowicie spodobał mi się styl, w jakim Kurkow przedstawia fabułę powieści i kreuje bohaterów. Każdy z nich jest wyjątkowy, to istna plejada charakterów – hipisi, byli oficerowie KGB, typki spod ciemnej gwiazdy. Przyznam, że fabuła jest tak absurdalna, że aż zachwycająca! W żadnym momencie nie byłam pewna czy mam do czynienia z opisem rzeczywistości, czy kolejnej porcji fantazji Autora. Bohaterów również można uznać za pół-prawdziwe i pół-fantastyczne postaci, które bawią, zaskakują i przyprawiają o zawrót głowy. I pomyśleć, że niektórych łączy jedynie miłość do twórczości Jimiego Hendrixa!

LWÓW

I najważniejszy (moim zbadaniem) bohater, Lwów! Miasto, które żyje, którego serce bije w charakterystycznym rytmie. Miasto, które ma szczególna historię – piękną i równocześnie przerażającą, w którego ciemnych uliczkach drzemią sekrety, o jakich nie śniło się nikomu… Czułam zapach ulic, po których przechadzali się bohaterowie; oczami wyobrazi widziałam każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, który został opisany w sposób tak niesamowity, że można pomylić go z obrazem! Bardzo podoba mi się alternatywna kreacja rzeczywistości miasta, trochę baśniowa, trochę fantastyczna i delikatnie sentymentalna.

PODSUMOWANIE

Szaleństwo, prawda? Ale taka właśnie jest powieść „Jimi Hendrix we Lwowie” – jedyna w swoim rodzaju! Piękna w każdy możliwy sposób! Uwielbiam…kocham tę książkę! Bohaterowie są niestandardowi, ich losy w dziwny sposób łączą się ze sobą, aby stworzyć swoistą paczkę bohaterów miasta Lwów. Sam Lwów urzeka i rozkochuje w sobie nawet najbardziej zachowawcze osoby! A zakończenie zaskoczy nie jedną osobę!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Jimi Hendrix we Lwowie” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

W zamknięciu – Kate Simants

Debiuty mają to do siebie, że nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Mogą okazać się hitami na miarę i zapewnić swoim twórcom zaszczytny tytuł literackiego odkrycia roku, ale mogą okazać się też totalnym szmirem, który zostanie źle przyjęty przez większość czytelników. Ach te debiuty, nigdy z nimi nic nie wiadomo… Nie wierzę, że „W zamknięciu” to debiut. A jeśli jednak to prawda – zasługuje na miano debiutu roku (tak, wiem, że jest dopiero marzec)!

ZARYS FABUŁY

Strach jest nieodłącznym elementem życia każdej istoty. Pojawia się nagle, niespostrzeżenie wychodzi z najciemniejszego kąta, podpełza cicho i bezszelestnie, żeby w mgnieniu oka sparaliżować i przyprawić o brak oddechu… Najgorzej jest, gdy ktoś boi się samego siebie, a raczej kogoś, kto w nim drzemie.

Dziewiętnastoletnia Ellie Power mieszka z kochającą mamą, spotkała się z uroczym chłopakiem, jest wolontariuszem w szpitalu i wydaje się być taka, jak tysiące innych dziewczyn. W tym wypadku pozory mylą jak mało kiedy! Zdarzają się noce, podczas których Ellie przemienia się w Siggy, która niszczy wszystko, co stanie jej na drodze. Dlatego każdej nocy dziewczyna zamykana jest w swoim pokoju i marzy tylko o tym, żeby po przebudzeniu wszystkie zamki były dalej zamknięte. Ellie nie jest do końca pewna kiedy zmienia się w Siggy, która przejmuje władzę nad jej ciałem i umysłem – po przebudzeniu nie jest w stanie przypomnieć sobie nie więcej niż kilka urwanych obrazów z minionej nocy… Dlatego kiedy Matt znika w tajemniczy sposób dziewczyna obawia się najgorszego!

AKCJA, AKCJA, AKCJA

Pierwsza strona i… dzieje się! Tempo akcji jest zawrotne i przyprawia o szybsze bicie serca! Nagłe wydarzenia zaskakują oraz przerażają, a jednocześnie sprawiają, że nie sposób oderwać się od książki! Historię poznajemy z dwóch perspektyw – chorej na zaburzenia osobowości Ellie oraz detektywa Mae prowadzącego śledztwo; spodobało mi się zestawienie tak różnych narratorów i ich perspektyw! Kate Simants mąci, plącze w wyprowadza w pole. W mistrzowski sposób zostawia wiele śladów, które nagle urywa lub zmienia ich kierunek. Atmosfera gęstnieje i wydaje się, że zmierza w jasnym kierunku, ale nagle trop okazuje się błędny!

ELLIE, MAE I SPÓŁKA

Muszę podkreślić, że bohaterowie są mocną stroną tej książki! To silne i pewne siebie postaci, które nie cofają się przed niczym. Nie tylko główni bohaterowie zasługują na fanfary; tutaj każdy jest ważny i ma swoją misję. Czasem wydawało mi się, że każda z postaci ma coś, co skrzętnie i pieczołowicie ukrywa, nawet przed najbliższymi – wspomnienia przeszłości powracają do nich jak rozpędzony bumerang. „W zamknięciu” to thriller psychologiczny wyróżniający się utrzymaniem ciągłego napięcia oraz dużą ilością nieprawdopodobnej sieci skomplikowanych wątków, ale jest w nim co jeszcze! Autorka opisuje skomplikowaną relację matki z córką, opartą wyłącznie na miłości i jednostronnym zaufaniu – Christine nigdy nie może do końca zaufać Ellie!

Skupmy się jednak na głównych bohaterach. Ellie Power jest przede wszystkim zagubioną i przerażoną młodą kobietą, która nie może w pełni korzystać z uroków codzienności i żyje w obawie, że może skrzywdzić najbliższe sobie osoby. Jej skomplikowana kreacja wzbudza ciekawość i popycha do zgłębienia się w trudną sytuację – Ellie jest niejednoznaczna i niezwykła; jej silny charakter czasem ustępuje paraliżującemu strachowi, który w każdym momencie może przemienić się w złość lub w… Siggy. Ta druga jest z kolei wielką tajemnicą, nieznaną zawodniczką, która sieje spustoszenie, zniszczenie i śmierć. I nikt do końca nie wie skąd się wzięła!

Detektyw B. Mae jest dobiegającym wieku średniego rozwodnikiem, którego kariera w policji chwilowo stoi w miejscu. A wszystko przez zdarzenie z przeszłości, która natrętnie go męczy. Mężczyzna wydaje się być znudzony życiem i pracą, a jednym światełkiem w jego codzienności jest ukochana córka Miś oraz sprawa Ellie, która niespodziewanie przywraca policjantowi chęć do pracy i działania; jest jak paliwo napędowe, dzięki któremu kroczy naprzód.

PODSUMOWANIE

Kate Simants ambitnie i w wielkim stylu wkroczyła na literackie salony, mam nadzieję, że rozgości się w nich na długo! Świetny styl, fantastyczny pomysł na fabułę (zakończenie mnie zaskoczyło, jak mało które) i niepokój, który udziela się już od pierwszej strony – tu nic nie jest pewne! Książkę czyta się w oka mgnieniu, a kolejne tropy nie pozwalają oderwać się od lektury. „W zamknięciu” to świetny thriller – dreszczowiec, który zachwyci wszystkich fanów tego gatunku! Miejmy nadzieję, że to dopiero początek wspaniałej kariery literackiej Autorki!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „W zamknięciu” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Przypadkowy narzeczony – Denise Grover Swank

Moja przygoda z powieściami romantycznymi ma swoje wzloty i upadki, rzadko zdarza mi się trafić na taką, która w pełni spełni moje oczekiwania. Jednak tegoroczna walentynkowa propozycja Wydawnictwa Kobiecego idealnie wpasowała się w mój romantyczny gust! Denise Grover Swank i jej „Przypadkowy narzeczony” to wspaniała i błyskotliwa komedia romantyczna, która jest pierwszą częścią romantycznej serii „Cztery wesela„!

ZARYS FABUŁY

Megan ma duży problem – jej wesele (za 25 tysięcy dolarów) odbędzie się za cztery dni, a ona w obawie przed reakcją swojej dziwnej mamy nie poinformowała nikogo (oprócz dwóch przyjaciółek) o fakcie, że kilka miesięcy wcześniej zakończyła swój związek. Josh i jego firma stoją na progu bankructwa, a patent, który miał być ostatnią deską ratunku niedawno został skradziony – mężczyzna postanawia ze wszelką cenę udowodnić przestępstwo, którego dopuściła się konkurencyjna firma.

Megan i Josh wpadają na siebie w samolocie i w konsekwencji różnych wydarzeń wysiadają z pokładu jako…udawana para! Czy ich plan może się udać? Przecież każde z nich kieruje się swoimi pobudkami, które skrajnie się różnią!

ŚWIETNA ZABAWA

Przypadkowy narzeczony” do szalona komedia romantyczna, przy której bawiłam się świetnie! Zabawna, błyskotliwa i intrygująca! Autorka nie pozwala czytelnikowi się nudzić – na każdej stronie śledzimy perypetie Megan i Josha, którzy – raz lepiej, raz gorzej – udają parę. Główni bohaterowie to osoby z krwi i kości – trochę zagubieni, doświadczeni przez życie i niepewni swojej przyszłości. Uczucie, które rodzi się między nimi dojrzewa w ekspresowym tempie jest świadome i dojrzałe,a jednocześnie pełne młodzieńczej fantazji. Oprócz udawanego narzeczeństwa mamy władczą i nieznoszącą sprzeciwu matkę panny młodej, babcię nudystkę. Bohaterowie są najmocniejszą stroną książki, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Błyskotliwe i zabawne dialogi przyspieszają tempo akcji i nadają jej pikanterii, a opisy przyjęć, które można uznać za bardzo oryginalne, są idealną wisienką na tym weselnym torcie. Całość napisana jest w bardzo przystępny sposób, który zaciekawia i nie pozwala oderwać się od lektury, która czyta się w nieprawdopodobnie szybkim tempie!

PODSUMOWANIE

Było zabawnie, rozkosznie, a czasem smutno – dla mnie bomba! Autorka idealnie wyważyła balans, między gorącym romansem a zabawną komedią, w którą wplotła wątpi obyczajówki. Z zaangażowaniem śledziłam losy Megan i Josha, którzy poznawali się i odkrywali swoje najgłębsze uczucia, a wszystko pod czujnym okiem matki-terminatorki. Każda z postaci była dokładnie przemyślana i miała ważną rolę do odegrania, dialogi bawiły, a wystawne przyjęcia zachwycały. Dla mnie bomba!

Polecam! Świetna komedia z wątkiem romantycznym! Genialny pomysł Autorki przypadł mi w pełni do gustu! Z niecierpliwością czekam na kolejne części serii „Cztery wesela”, a te już niebawem!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Przypadkowy narzeczony” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Rozgrywka – Allie Reynolds

Kojarzycie film „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”? Wszystko zapowiadało się świetnie – James Bond wyrusza w kolejną misję, boskie widoki ośnieżonych szczytów, ciekawa koncepcja, niezły scenariusz. W skrócie: duży potencjał. Ale film okazał się klapą, najmniej lubianą częścią, a George Lazenby Bondem więcej nie został.
Z „Rozgrywką” jest podobnie – wielki potencjał, świetny zamysł, mroźny klimat górskich szczytów… w efekcie ten „porywający i mrożony krew w żyłam thriller” okazał się rozwodnioną klapą, nigdy więcej!

ZARYS FABUŁY

Dziesięć lat po tajemniczym zaginięciu młodej snowboardzistki piątka jej przyjaciół spotyka się w sportowym kurorcie mieszczącym się na szczycie lodowca. Seria dziwnych zdarzeń uzmysławia bohaterom, że znaleźli się w pułapce, która jest częścią przerażającej gry mającej rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia sprzed lat. Uwięzieni w schronisku zaczynają podejrzewać się wzajemnie, a każde z nich ma sporo do ukrycia. Problem polega na tym, że telefony komórkowe i wszelki sprzęt elektroniczny zostały skradzionego, a kolejka górska, która przetransportowała bohaterów na szczyt jest zepsuta. Sytuacji nie poprawia fakt, że niektórzy z obecnych mają dziwne wrażenie, że w niektórych miejscach czują perfumy, których używała uznana za zmarłą Saskia.

ZMARNOWANY POTENCJAŁ I DZIWNI BOHATEROWIE

Szkoda! Szkoda, że tak wspaniały potencjał został w zupełności niewykorzystany. Początkowo byłam mocno zaintrygowana pomysłem na fabułę, licznymi retrospekcjami, ogólnym zamysłem. Ale im bardziej zagłębiłam się w historię, tym mniej byłam zaciekawiona. Bohaterowie okazali się sztuczni, dziecinni, naiwni. Narratorka, Milla, to trzydziestokilkulatka zwracają szczególną uwagę na owłosienie męskich rąk i nóg, rozmiar klatki piersiowej i wyczekującą najbardziej odpowiedniego momentu, żeby zadać przeciwnikowi cios, najlepiej w krocze (powtórzone kilkukrotnie). Pozostali bohaterowie nie byli lepsi, zdawali się być jak nastolatki uwięzione w ciałach dorosłych. Typowo szczeniackie zachowania zupełnie nie pasowały do kreacji, która wyłaniała się ze szczegółowych opisów wyglądu.

Główny problem „Rozgrywki” polegał na zupełnej nierealności. O ile snowboardowe sztuczki mogły niektórych ciekawić, to pomysł na umieszczenie ultra ekskluzywnego ekspresu do kawy w młodzieżowych schronisku wydawał się co najmniej dziwny. Podobnie z naciąganą naiwnością i skrajną głupotą bohaterów – niestety tu nic nie trzymało się kupy.

PODSUMOWANIE

Niestety nie czułam tu przerażającego klimatu, mrocznych tajemnic i nagłych zwrotów akcji; zamiast tego dostałam liczne wspomnienia o zabarwieniu erotycznym, ciągle powtarzające się podejrzenia i dziwne rozkminy dotyczące zejścia pieszo ze szczytu lodowca. Szczerze się zawiodłam.
Nie było to dobre, a zapowiadało się na thriller półrocza!

Moja ocena – 3/10!

[Książkę „Rozgrywka” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Wybór Charlotty – Agnieszka Olejnik

Niedługa, przyjemna, błyskotliwa – czy można chcesz więcej od romantycznej opowieści nawiązującej do XIX-wiecznych angielskich klasyków? Moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Olejnik było dość niespodziewane, dlatego do „Wyboru Charlotty” podchodziłam powoli i z dystansem. Wystarczyło jednak tylko kilka stron, żebym całkowicie przepadła w urokliwych angielskich ogrodach i klimatycznych rezydencjach.

ZARYS FABUŁY

Osiemnastoletnia Charlotta marzy o szczęśliwym małżeństwie, gromadce dzieci oraz pięknym domu otoczonym kwiatowym ogrodem. Jej nadzieje i marzenia umierają wraz z przyjściem wiadomości, że jej ukochany bierze ślub z inną… Na domiar złego dziewczyna traci ojca i swoi przed dylematem: ma wybrać życie z macochą, czy małżeństwo z rozsądku? Ostatecznie decyduje się na to drugie, nie ma jednak zielonego pojęcia, że jej życie diametralnie się zmieni, a chęć niesienia pomocy przyjaciółce wepchnie ją samą w studnię cierpienia i troski.

OPOWIEŚĆ O TRUDNEJ MIŁOŚCI

Wybór Charlotty” to delikatna i romantyczna opowieść o miłości, która rozkwita powoli i nieśmiało, jak pierwsze wiosenne kwiaty. Autorka nawiązuje do tradycyjnych angielskich romansów i tworzy świat pełen piękna, miłości (i jej siostry nienawiści) oraz intryg, zdrad i skomplikowanych konwenansów – delikatnie stylizowany język od razu przypomina romanse z XIX wieku. Kreacja bohaterów jest jasna i przejrzysta; tytułową Charlottę można uznać za romantycznego podlotka, który stawia pierwsze kroki w kierunku świadomego uczucia, natomiast postać Cerdika wyróżnia się niedostępnością, zdystansowaniem, a jednocześnie głęboko ukrawanym pragnieniem akceptacji. Polubiłam bohaterkę – jej młodość, naiwności oraz wewnętrzną wolę walki.

PODSUMOWANIE

Agnieszka Olejnik napisała całkiem przystępną i miłą w obcowaniu powieść romantyczną. Co prawda bliżej jej do twórczości Julii Quinn (nawet lubię), niż Jane Austen. Czyta się ją szybko, przyjemnie i z zaangażowaniem! Obawiałam się romansu w wątkami erotycznymi (jeśli już jakieś są to bardzo sensualne), a dostałam subtelną i ciekawą opowieść o miłości, a z każdą stroną bardzo się zaprzyjaźniłam! Dodatkowy plus należy przyznać za bohaterki, które wbrew tradycji starają się walczyć o swoje prawa i nie poddają się roli przypisanej im przez społeczeństwo! Polecam wszystkim wielbicielom klasycznych angielskich romansów, to lektura idealna na jeden wieczór spędzony w wygodnym fotelu!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Wybór Charlotty” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Rzeczy, które spadają z nieba – Selja Ahava

Ale to było świetne! Wzruszające, zaskakujące, a chwilami rozśmieszające! O powieści fińskiej pisarki mogłabym napisać tysiące wspaniałych słów, jednak jeśli miałabym użyć jednego, określiłabym ją jako PRAWDZIWĄ.

Podobny w życiu każdego zapalonego Czytelnika co jakiś czas pojawiają się książki, które zmieniają nastawienie do niektórych spraw. W tym pierwszym kwartale tego roku za taką książkę uznaję „Rzeczy, które spadają z nieba” !

ZARYS FABUŁY

Różne rzeczy spadają z nieba – ryby, pająki, meteoryty, drzwi samolotów, pioruny. Nie sposób stwierdzić w jakim momencie dnia w i jakim miejscu coś spadnie komuś na głowę, zmieni czyjeś życie lub je zakończy. Równocześnie los okazuje się łaskawszy dla innych i zsyła im niesamowitą porcję szczęścia i powodzenia.

Na „Rzeczy, które spadają z nieba” składa się kilka opowieści, z których za najciekawszą można uznać narrację kilkuletniej dziewczyny Saary, której matka ginie od uderzenia bryły lodu spadającej z nieba. Poza tym poznajemy historię dwukrotnej zwyciężczyni loterii pieniężnej, człowieka pięciokrotnie trafionego przez piorun oraz kobietę noszącą w sobie dziecko ze zdeformowanymi kończynami.

DZIECIĘCY PUNKT WIDZENIA

Historia od początku porusza swoją szczerością, chociaż Autorka opowiada o nieprawdopodobnych przypadkach, które jednocześnie przerażają i fascynują!
Najbardziej ujęła mnie relacja opowiadana z perspektywy kilkuletniej Saary. Dziewczynka wykazuje się nadzwyczajną spostrzegawczością i ciekawością. Jak każde dziecko opisuje świat z wrodzoną szczerością, prostotą i rozbrajającym zachwytem nad najprostszymi rzeczami. Jej myśli są pełne bólu i tęsknoty za mamą, która uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, które dziecko tłumaczy sobie na swój sposób. Miałam łzy w oczach, kiedy czytałam fragmenty, w których Saara opisuje mamę, która zapadła jej w pamięci. Ze strzępków wspomnień wyłania się portret kobiety, żony i matki, która daje się zapamiętać w różnych sytuacjach i niczym obrazki w stopklatce przewija się w myślach córki.

TRAGEDIA I KOMIZM

Selja Ahava łączy elementy tragedii i komizmu – z niespotykaną zręcznością i błyskotliwością urywa strzępki uczuć i stawia je w jednej linii. Rozbrajająca szczerość to znak rozpoznawczy Autorki i jej bohaterów, którzy namacalnie zetknęli się ze śmiercią, bólem i tęsknotą, żyją w pół-świecie, w którym starają radzić sobie z silnymi emocjami, żeby po pewnym czasie móc wrócić do realnego świata, w którym na nowo mogą czerpać radość z życia.

Nieoczywista forma potęguje ciągle powracające pytanie: czy los bawi się naszym życiem? W jaki sposób wyjść z głębi cierpienia i bólu? I czy z tragedii może wyniknąć coś dobrego? W świecie przedstawionym w powieści nic nie jest proste! Dom, który ma być oazą spokoju i zapewniać bezpieczeństwo staje się miejscem śmierci, stary dwój ciotki okazuje się być przyjemną kryjówką, w której można się zaszyć i pozostać w ukryciu przez wiele godzin, a bogactwo wcale nie upraszcza życia, tylko skłania do trudnych refleksji. I tylko od bohatera zależy w jaki sposób zinterpretuje otaczające go znaki.

PODSUMOWANIE

Rzeczy, które spadają z nieba” to powieść o nieskończenie dużej ilości wątków, które kryją w sobie niezmierzone pokłady emocji. To od czytelnika zależy które drzwi otworzy, nad którym nieszczęściem będzie się zastanawiał – czy zacznie myśleć o psychice dziewczynki, która straciła mamę i pielęgnuje w głowie wspomnienia o niej, a możne o baranku Bunie, który wesoło biegał z małą Saarą, a w konsekwencji skończył jako kotlet na jej talerzu? A co z ciotką Annu, która z dnia na dzień stała się milionerką kochającą wełniane rękodzieło? Właśnie to jest najpiękniejsze w Ahavy! Niejednoznaczność, która skłania do daleko idących (a jednocześnie niewymuszonych) wniosków.

Przez „Rzeczy, które spadają z nieba” się płynie. Każde zdanie głęboko odciska się w głowie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Chaos, który można spotkać na każdym kroku niesie ze sobą radość, szczęście, ból i stratę! I właśnie za to kocham literaturę skandynawską – minimalizm i pozornie prosta i surowa forma, która jest pełna magnetyzmu!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Rzeczy, które spadają z nieba” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z