Poszukiwaczka dzieci – Rene Denfeld

Jak często zdarza Wam się czytać powieści, które już po kilku stronach bardzo pozytywnie zaskakują? Mnie zdarza się to coraz częściej, na szczęście! „Poszukiwaczka dzieci” to fascynujący i trzymający w napięci thriller, który ma do zaoferowania bardzo wiele! A co jest w nim najlepsze? Otwiera zupełnie nową, niebanalną serię o Naomi Cottle!

ZARYS FABUŁY

Madison Culver zaginęła trzy lata temu podczas rodzinnej wyprawy po świąteczną choinkę. Słuch po pięciolatce zaginął, jednak w ciągu kolejnych lat nie odnaleziono jej ciała, dlatego zrozpaczeni rodzice zdecydowali się prosić o pomoc słynną poszukiwaczkę dzieci, Naomi Cottle, która zasłynęła niesamowitymi umiejętnościami. Młoda detektyw wraca do ukochanego stanu Oregon i zaczyna poszukiwania w krainie pełnej gęstych, zaśnieżonych lasów… Równocześnie decyduje się na duże odstępstwo od reguły – poszukuje kolejnego zaginionego dziecka, którego mama przebywa w więzieniu, chociaż jest przekonana o swojej niewinności.

NATURA, BAŚNIOWOŚĆ, A MIĘDZY NIMI CZŁOWIEK

Poszukiwaczka dzieci” to zaskakująca, ale i przejmująca historia o wieku płaszczyznach. Tu rzeczywistość miesza się z magią, a teraźniejszość ustępuje miejsca przeszłości. Rene Denfeld w wyjątkowy sposób opisuje naturę, która czasem wydaje się być magiczną, baśniową krainą, w której czas płynie w swoim tempie, naturalny cykl życia zamyka się w porach roku, a człowiek jest tylko jednym z wielu trybików. Uwielbiam sposób, w jaki Autorka opisuje przyrodę i jej naturalną potęgę! Ośnieżone lasy wydają się niedostępne, nietknięte człowieczymi palcami, a czas płynie w nich na swój osobny, pradawny sposób. Była w tym też pewna doza magii, baśniowej krainy skąpanej w płatkach śnieżnobiałego śniegu. Być może właśnie dzięki temu (a może: przez to) niektóre okrutne, niesprawiedliwe z punktu widzenia bohaterów fragmenty zdawały się być delikatnie lżejsze, dziejące się w zupełnie innej rzeczywistości.

DWUTOROWOŚĆ

Akcja poprowadzona jest z dwóch perspektyw – Naomi oraz Madison. Zupełnie nie przeszkadza mi fakt, że Autorka szybko ujawniła tajemnicę zaginionej dziewczynki, zdecydowanie wpłynęło to na plus całej historii. Historii, która wygląda zupełnie inaczej z perspektywy dorosłej kobiety, świadomej zagrożeń czyhających za każdym rogiem; i z perspektywy kilkuletniego dziecka, które nie rozumie otaczającej rzeczywistości i stara się w każdym człowiek odszukać iskierkę dobra.

Główna bohaterka, Naomi, z nieustępliwością i nadzwyczajną cierpliwością przeczesuje każdy skrawek Rezerwatu Skookum – jej intuicja jest wręcz imponująca, jednak czasem zagłuszana jest przez niejednoznaczne wspomnienia. A wspomnienia w przypadku młodej kobiety są kluczowe; Naomi sama buła zaginionym dzieckiem, które nigdy nie wróciło do rodzinnego domu…

NIEPOKÓJ

Niepokój i niepewność towarzyszyły mi od pierwszej strony. Napięcie zostało zbudowane już od pierwszych stron, stopniowo wzrastało, żeby na końcu osiągnąć moment kulminacyjny. Ale nie tylko opisów rozwoju wydarzeń się obawiałam; przerażały mnie fragmenty skupiające się na zaginionej Madison i okresie jej niewoli. Nastrój grozy potęgowany był przez częste opisy niedostępnej przyrody – te fragmenty szczególnie mi się podobały! Autorka porusza niesamowicie ważny, a jednocześnie przemilczany temat zaginięć i porwań dzieci.

PODSUMOWANIE

Przemyślana, piękna, naturalna, a jednocześnie baśniowa! Taka jest „Poszukiwaczka dzieci”. Książka niezwykła, szalenie niejednoznaczna i przejmująca. Uwielbiam! Uwielbiam ją całym sercem i na pewno kiedyś wrócę do tej historii, która zamknięta jest w przepięknej okładce! Zakończenie, które pozostaje otwarte sugeruje dalszą część perypetii Noemi, na które niecierpliwie czekam.

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Poszukiwaczka dzieci” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Cienie Paryża – Paulina Kuzawińska

Moja przygoda z książkami Pauliny Kuzawińskiej trwa już od kilku miesięcy! Pamiętam wieczory, podczas których zaczytywałam się w kryminalno-historycznej serii o przygodach Madeline Hyde… i byłam bardzo dumna, że na naszym literackim podwórku można znaleźć takie perełki. Po lekturze „Cieni Paryża” dalej jestem dumna, bardzo dumna!

ZARYS FABUŁY

Paryż, rok 1889. Właśnie rozpoczyna się Wystawa Światowa, ludzie z całego globu pragną zobaczyć niezwykłe wystawy oraz ją – słynną wieżę Eiffla – która burzy dotychczasowy porządek romantycznego miasta. Wkrótce po otwarciu dochodzi do dziwnych, niewytłumaczalnych i przerażających wydarzeń, w wyniku których młody architekt Victor trafia do szpitala psychiatrycznego.

NIEZWYKŁY KLIMAT PARYSKICH ULIC

Dalej rozpływam się na wspomnienie tej klimatycznej, wielowątkowej opowieści! Nostalgiczna, pełna romantyzmu i entuzjazmu historia stopniowo zmienia się w pełna niepokoju oraz grozy tajemniczą opowieść, w której ciężko odróżnić codzienność od snu. Nie mogłam oderwać się od opisów cudownego Paryża, pełnego podniosłej atmosfery udzielającej się każdemu uczestnikowi niesamowitej wystawy. Gorsetowe, szeleszczące suknie, ciemne meloniki, bogato zdobione powozy…a w tym wszystkim zagubiony genialny architekt Victor, który został uwikłany w nie lada intrygę!

MROK I UPIORY

Podczas lektury miałam wrażenie, że Paryż skąpany jest w nieustającym mroku i cieniu. Fakt, na pewno wpływ na to fabuła i akcja, która w przeważającej części rozgrywa się po zachodzie słońca. Ten mroczny klimat udzielił mi się od razu – książkę zaczęłam czytać rano, jedno po kilku rozdziałach stwierdziłam, że odczekam kilka godzin i wrócę do niech po zmierzchu. Efekt? Cały wieczór i część nocy z wypiekami na twarzy śledziłam przygody bohaterów, a towarzyszyła mi delikatnie pachnąca świeca oraz ciary na plecach! Było warto… Do końca zastanawiałam się kto wyjdzie cało z tej nietuzinkowej historii. Autorka w mistrzowski sposób poprowadziła akcję w kilku kierunkach, które w końcu doprowadziły do zaskakującej puenty. Szalenie spodobał mi się wątek związany z duchami – Paulina Kuzawińska przyzwyczaiła mnie do wplatania w fabułę tego typu „bohaterów”, przyznaję, że ten zabieg jest niezwykle ciekawy.

JĘZYK

„Cienie Paryża” napisane są wyjątkowo smacznie! Delikatnie stylizowany, romantyczny język od razu dodatkowo polepsza komfort czytania. Już w pierwszej chwili nasunęło mi się skojarzenie z gotyckimi, dusznymi powieściami, którym piękny język nadaje charakteru. Nie ma co – Autorka świetnie czuje się w tego typu historiach, wykształcenie w kierunku romanistyki pozwala jej wyjątkowo zwinnie poruszać się w dawno minionej epoce, a to się ceni!

PODSUMOWANIE

Cóż to była za uczta! Cudowny klimat końcówki XIX wieku, w których cuda techniki zaskakiwały i zachwycały nawet najbardziej zagorzałych tradycjonalistów. Do tego mroczne, zapyziałe dworki, kamienice i kapryśne ulice Paryża, które po zmroku zmieniają się nie do poznania. Pomysłowa, intrygująca fabuła wciąga już od pierwszej strony i na długo pozostaje w pamięci. Cudownie czyta się tak świetne napisane i dopracowane książki! Szczerze rekomenduję i serdecznie polecam pozostałe powieści Autorki!

Moja ocena –9/10!

[Książkę „Cienie Paryża możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z