Ostatnia iluzja – Rhys Bowen

Mam słabość do retro kryminałów! Ostatnio miałam przyjemność czytać „Ostatnią iluzję” autorstwa Rhys Bowen – zupełnie nie umiem wyjaśnić jak to się stało, że dopiero teraz poznałam postać Molly Murphy. Nie dość, że zauroczyła mnie postać rudowłosej krzepkiej i delikatnie krnąbrnej Irlandki, to jeszcze klimat Nowego Jorku sprawił, że nie chciałam kończyć ten wspaniałej historii!

ZARYS FABUŁY

Młoda i ambitna detektyw Molly Murphy nie może narzekać na nadmiar zleceń; w dodatku narzeczony naciska ją, żeby po ślubie porzuciła pracę i zajęła się czymś przyjemniejszym – szyciem, gotowaniem i planowaniem dzieci. Młoda Irlandka woli jednak cieszyć się urokami teraźniejszości, dlatego z radością przyjmuje zaproszenie na występ iluzjonistów. Przedstawienie kończy się kompletną klęską – jedna z asystentek magika zostaje poważnie ranna, skutek czego dyrektor tematu odwołuje występny kolejnych artystów. Czy tragiczny wypadek był jedynie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności? Kiedy w Nowym Jorku zaczyna krążyć plotka o klątwie, Molly dostaje upragnione zlecenie… od tej pory wciela się w rolę asystentki słynnego mistrza iluzji!

MOLLY MURPHY

Och Molly, polubiłam Cię od pierwszej strony! Jesteś ciekawską, krnąbrną i czasami nieznośną dziewczyną, która wtyka nos w nie swoje sprawy!

Zdecydowanie polubiłam postać rudowłosej detektyw, która wyróżnia się nie tylko irlandzką urodą, ale również inteligencją, specyficznym humorem i niespotykaną błyskotliwością! Jej cięty język jest jej cechą rozpoznawczą, która budzi w jej narzeczonym mieszane uczucia. Ale Molly ma w sobie coś jeszcze! Empatia i chęć zrozumienia innych sprawiają, że zawsze stara się wysłuchać każdej ze stron, co sprawa, że jako detektyw odznacza się obiektywizmem. Byłam pod wrażeniem zaangażowania w rozwiązanie sprawy, która niejednokrotnie okazywała się niebezpieczna. Dalej zachwycam się tą młodą bohaterką, która przypłynęła z odległej Irlandii z jedną sukienką i malutkim bagażem najbardziej potrzebnych rzeczy – jej przedsiębiorczość i gotowość do pracy zaowocowała własną działalnością, mieszkaniem (skromnym, ale uroczym) oraz kilkoma przyjaźniami.

KLIMAT

Cała historia okazała się bardzo zagmatwana, liczne wątki niejednokrotnie wyprowadzały mnie w pole – właśnie na taki kryminał czekałam! Szalenie spodobał mi się retro klimat – Nowy Jork na początku XX wieku; pełen cudzoziemców pragnących lepszego życia, pachnący świeżym rogalika francuskimi, składający się z tysięcy urokliwych uliczek i niebezpiecznych zakamarków…

Autorka pisze nie tylko ciekawie, ale też w świetnym stylu, od którego nie można się oderwać! Wątki rozwijają się w niespodziewany sposób, a na końcu łączą się w logiczną całość. Przyznam, że intryga była niejednoznaczna i nieoczywista, a dwutorowo prowadzone śledztwo (śledztwo Molly i policyjne śledztwo jej narzeczonego) wydaje się nie mieć końca. Spodobało mi się nawiązanie do iluzji i magii – książka aż kipi od ciekawostek związanych z występami iluzjonistów, opisami szalonych sztuczek i nieprawdopodobnych pokazów.

PODSUMOWANIE

Rhys Bowen to druga Agatha Christie, nie przesadzam! Musicie sięgnąć po jedną z historii o Molly! Na pewno dacie się porwać jej energii i osobistemu urokowi oraz zagadki, nad którymi pracuje! Książka napisana jest w doskonałym stylu, akcja jej dość statyczna, ale ilość wątków i opisów otoczenia sprawia, że strony czytają się same! Gorąco polecam!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Ostatnia iluzja” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Gorsza – Jarosław Czechowicz

Ciekawie jest czytać książkę, której akcja dzieje się w dobrze znanym mieście – to naprawdę pomaga w wyobrażaniu sobie poszczególnych scen i przeżywaniu czytanej treści jeszcze mocniej. Kolejne spotkanie z twórczością Jarosława Czechowicza okazało się bardzo udane, na tyle, że chyba zacznę częściej sięgać polskie thrillery psychologiczne.

ZARYS FABUŁY

Magda jest czterdziestokilkuletnią pracowniczką krakowskiego MPK. Jej życie jest monotonne – niedawny rozwód, brak stałej paczki znajomych i zmęczenie po długich zmianach sprawiają, że bohaterka najlepiej czuje się w swoim wielkim domu w ekskluzywny dzielnicy (spokojnie, dostała w spadku). Cały porządek jej codzienności burzy się w ciągu jednego tygodnia, podczas którego spotyka trzy kobiety, dawne „koleżanki” ze szkoły. Stare i głęboko ukryte wspomnienia powracają i z impetem burzą spokój, nad którym pracowała tyle lat. W głowie Magdy rodzi się makabryczny pomysł, który udaje jej się zrealizować z pomogą zaufanego przyjaciela.

Przy okazji – 12 godzin to naprawdę długo…

AUTOBUSEM PO KRAKOWIE

Jak wspomniałam na początku – dobrze czytało się książkę, której akcja dzieje się w moim Krakowie. Doskonale wiedziałam jak wyglądają ulice, po których poruszają się postaci. Jednak nigdy nie przypuszczałam, że akcja powieści będzie się częściowo toczyć w autobusie, którym zdarza mi się jeździć do pracy. Nie wiem czy to doświadczenie okazało się dobre w skutkach – od zakończenia lektury bardzo skrupulatnie unikam linii 144! Wracając do samego Krakowa – biegła znajomość miasta ułatwiła mi poruszanie się w fabule; w gorszej sytuacji mogą znaleźć się czytelnicy, dla których Kraków jest obcy, a opisy tras, ulic i osiedli mogą być nużące.

KONSTRUKCJA I ROZBUDOWANE PODŁOŻE PSYCHOLOGICZNE

Ciekawa konstrukcja zapewnia szersze spojrzenie na sprawę, a liczne retrospekcje ułatwiają zrozumienie motywów, którymi kierowała się główna bohaterka. Powieść zaczyna się dość niecodziennie – relacja trzech, a w zasadzie dwóch zdesperowanych i śmiertelnie przerażonych kobiet wprowadza niepewną atmosferę. Chwilę potem Autor zmienia miejsce, czas i bohaterów, co prowadzi do pewnej konsternacji. I tak przez całą powieść.

Szczególny nacisk położony został na analizę psychologiczną – to było mistrzostwo świata (przy którym, niestety, ucierpiało trochę napięcie thrillera)! Bohaterowie to zwyczajni ludzie nękani przez problemy przeszłości – 𝗝𝗮𝗿𝗼𝘀𝗹𝗮𝘄 𝗖𝘇𝗲𝗰𝗵𝗼𝘄𝗶𝗰𝘇 porusza bardzo ważny problem nękania w szkole; dzieci bywają okrutne, ale ich zachowanie nie zawsze wynika wyłącznie ze złej natury. Opisywane sytuacje, które spotkały Magdę w pełni tłumaczą jej późniejsze zachowanie – momentami ciężko było mi pogodzić się z jej losem, jako dziecko doświadczyła rozbudowanej przemocy psychicznej, fizycznej i ekonomicznej, z którą musiała radzić sobie zupełnie sama. Zapewne przez to (dzięki temu) stała się silną, samodzielną, ale również pełną zachowawczości kobietą.

PODSUMOWANIE

Pięknie wydana książka z bardzo ważnym przesłaniem! Przy okazji dobrze przemyślana i napisana, idealna na jednej wieczór – długo zostanie w mojej głowie! Zakończenie, które od początku wydawało się oczywiste – zaskoczyło mnie i tylko w części zgadzało się z moimi przewidywaniami! Polecam szczególnie osobom gustującym w thrillerach psychologicznych, w których brutalność nie odgrywa kluczowej roli.

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Gorsza” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Stara miłość nie rdzewieje – Denise Grover Swank

Nie mogłam doczekać się drugiej części serii #czterywesela, z niecierpliwością czekałam na kolejne wesele jednej z przyjaciółek! I nadeszła! W równie pięknym wydaniu, jak pierwsza część; „Stara miłość nie rdzewieje” zachwyca, bawi, zaskakuje…i pozwala wierzyć w magię miłości!

ZARYS FABUŁY

Od szalonego ślubu Megan minęło niespełna dwa miesiące, a kolejna na ślubnym kobiercu ma stanąć Blair. Do ślubu został niecały tydzień, wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik, dlatego prawniczka zamierza szybko doprowadzić sprawę swojej klientki do końca. Niespodziewanie okazuje się, że stronę przeciwną reprezentuje były chłopak Blair, który na pierwszym roku studiów złamał jej serce. Po pewnym czasie wychodzi na jaw, że uczucie do Garretta nigdy nie wygasło, a jedynie tliło się ukryte w najgłębszej otchłani serca. Czy Blair zdecyduje się na szaleństwo w stylu swojej przyjaciółki i postanowi zaryzykować? Prawniczka doskonale wie, że jej dotychczasowy związek był pozbawiony miłości i namiętności, jednak gwarantował bezpieczeństwo i pewną przyszłość…ale czy na pewno?

BLAIR

Przyjaźń Blair, Libby i Megan trwa od dziecka, chociaż ciężko znaleźć trzy tak skrajnie różniące się charaktery. O ile Megan i Libby (szczególnie ta druga) pozwalają sobie na okazjonalne szaleństwa, Blair wytrwale realizuje swój cel i nie powala sobie na odrobinę luzu. Piękną blond prawniczkę charakteryzuje duża pewność siebie, jeszcze większa zachowawczość i marzenie o wielkiej karierze; właśnie dlatego decyduje się na ślub z nudnym i smętnym lekarzem, który będzie bezpieczną i stałą przystanią.

Przez ponad 400 stron z zaangażowaniem i wypiekami na policzkach śledziłam myśli i uczucia, które dosłownie wrzały w głowie Blair. I chociaż zawsze kierowała się rozumem i logiką potrafiła znaleźć w sobie odrobinę dziewczęcej radości i…naiwności. Polubiłam trochę sztywną i idealną Blair, głownie za determinację, ale również za mocy kręgosłup – zawsze wierna swoim przekonaniom nie boi się mówić otwarcie, że sprzeciwia się dyskryminacji i mizoginii. Pod twardą skorupą kryje się skromna i empatyczna dziewczyna, której bliskie są losy najbliższych; szkoda, że nie każdy znał tę drugą stronę.

SZALEŃSTWO, SZALEŃSTWO I JESZCZE RAZ… IMPREZA PRZEDŚLUBNA

Pamiętacie imprezę przedślubną Megan? No to czas na powtórkę z rozrywki! Genialnie bawiłam się czytając opisy przedślubnych imprez – nie zabrakło na nich żywiołowych mamy i babci Megan, które z właściwą sobie szczerością i pewnością siebie rozkręcały wszystkie zabawy. Nie chcę zdradzać za wielu szczegółów, ale wspomnę tylko, że w drugiej części serii pojawia się kolejna wiekowa postać, która również nie znosi sprzeciwu.

DOSKONAŁY WARSZTAT

Po raz kolejny nie zawiodłam się na stylu D.G. Swank. Przemyślana i bardzo pomysłowa fabuła jest opisana w prosty, lekki i przejrzysty sposób. Autorka dokładnie opisała przemyślenia Blair i Garretta, dzięki czemu mogłam wczuć się w rolę dwóch stron, a dodatkowo wplecione ciekawostki prawnicze stanowią naturalną odskocznię od głównego wątku. Dopiero na końcu okazało się, że wszystkie wątki poboczne składają się w logiczną całość – przyznaję, że nie do końca domyśliłam się intrygi Blair, przez co byłam jeszcze bardziej zaskoczona.

Co uwielbiam w serii Cztery Wesela? Dobre zakończenia. I co z tego, że z góry wiadomo jak skończy się cała historia (bo przecież musi, prawda?). Autorka zafundowała mi ponad 400 stron niespiesznej akcji, która prowadzi do romantycznego zakończenia!

PODSUMOWANIE

„Stara miłość nie rdzewieje” to znakomity, lekki i zabawny romans! Dokładnie takiej lektury potrzebowałam po ciężkim dniu pracy! Przygotujcie się ma masę bohaterów, w tym szaloną babcię nudystkę, wredną przyszłą teściową i jej Kiciusia Porządnisia (mój ulubieniec!) oraz burzę uczuć! Rekomenduję tę powieść całym sercem, jestem przekonana, że będziecie zachwyceni!
…i czekam na kolejne tomy!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Stara miłość nie rdzewieje” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Frida Kahlo i kolory życia – Caroline Bernard

Niepokorna, żywiołowa, pełna pasji i wytrwałości. Nosiła barwne stroje, przyozdabiają kruczoczarne włosy pięknymi, pachnącymi kwiatami, a miłością jej życia był niewierny mistrz malarstwa, którego przerosła! Frida Kahlo, jasna z najsłynniejszych malarek świata, której burzliwe życie stało się inspiracją dla wielu twórców! Caroline Bernard napisała wspaniałą powieść z elementami biografii w oparciu o wiele wcześniejszych biografii, zachowanych zdjęć i wspomnień osób związanych z postacią Fridy.

ZARYS FABUŁY

Meksyk, lata 20 XX wieku – przerażający wypadek niszczmy plany i marzenia młodej dziewczyny, która chciała zostać lekarką. Frida nie do końca może pogodzić się z wypadkiem, w którym traci sprawność, oprócz fizycznego bólu odczuwa psychiczny dyskomfort towarzyszący jej do momentu okrycia nowej pasji – malarstwa. Sztuka staje się dla nią najważniejszą odskocznią od trudów choroby, ale też biletem wstępu do świata artystów, który pozostawał zamknięty i nieprzychylny dla młodych talentów. Frida wstępuje do partii komunistycznej, a na jednym ze spotkań poznaje bliżej Diego Riverę (właśnie jemu pokazała wcześniej swoje pierwsze prace), w którym zakochuje się do szaleństwa. W tym momencie życia młoda Meksykanka nie wie, że miłość okaże się jej biletem do sławy, ale również raniącym cierniem, który będzie towarzyszył jej do końca życia.

BARWNE ŻYCIE FRIDY KAHLO

Frida Kahlo i kolory życia” to pełna barw opowieść o życiu Fridy, w którym sztuka zmienia wszystko – dodała mu kolorów, śmiechu, miłości, ale również sprawiła, że anonimowa młoda dziewczyna stała się sławna i doceniona przez najsłynniejszych malarzy epoki (w tym samego Picassa). Los nie był początkowo nie był dla niej łaskawy, ale dzięki wielu próbom akceptacji siebie i determinacji Frida nauczyła się wytrwałości i nieustępliwości. W swoje prace wkładała wszystko co miała w sercu – ukochany Meksyk pełen barw i sprzeczności, zamiłowanie do tradycji oraz miłość, którą szczególnie obdarzała niewiernego męża (sama również nie była wzorem wierności!) oraz zwierzęta. Co było jej znakiem rozpoznawczym? Kolory. Niezliczona ilość barw w każdym odcieniu towarzyszyła jej w każdym momencie życia – od ubrania, przez dodatki oraz domy, w których mieszkała.

SZCZERA I PEŁNA PASJI BIOGRAFIA

𝗖𝗮𝗿𝗼𝗹𝗶𝗻𝗲 𝗕𝗲𝗿𝗻𝗮𝗿𝗱 napisała wspaniałą powieść biograficzną, w której bezosobowy narrator-obserwator dokładnie opisuje życie, myśli oraz uczucia Fridy. Bardzo ciekawy zabieg, który sprawia, że nie opuszczało mnie wrażenie uczestnictwa w życiu bohaterki. Co za tym idzie, głęboko związałam się z tą pełną emocji dziewczyną, która z czasem stała się dojrzałą kobietą dyskutującą z największymi osobowościami artystycznymi świata. Bo umówimy się, ile osób miało szansę uścisnąć rękę P. Picassa? Oczywiście część treści jest fikcją literacką mającą na celu uzupełnienie pewnych fragmentów z życia Kahlo, do których nie miał dostępu nawet najbardziej zaciekły biograf.

Cierpienie towarzyszy Fridzie od wczesnej młodości. Nieszczęśliwy wypadek sprowadza na nią kalectwo, które sprawia, że ma problem z akceptacją siebie. Fizyczny i psychiczny ból zmusza ją do podjęcia działania, odnalezienie nowej pasji oraz sensu życia. Po ślubie bohaterka zmaga się z brakiem pełnej akceptacji ze strony męża – doświadcza poniżenia, zdrady (dotyka ją szczególnie na początku) oraz rozczarowania. Szczególnie wzruszyły mnie momenty słabości i poczucia beznadziei, tak często pojawiające się w głowie Fridy; współczucie dla tej silnej, a jednocześnie kruchej kobiety dopadało mnie za każdym razem, kiedy bohaterka podpadała w zwątpienie.

FRIDA I DIEGO

Cóż to była za para! Pełna sprzeczności, wzajemnej złości i chwilowych niechęci, prób ciągłej kontroli. Ale też momentów pełnych szacunku, uwielbienia i miłości. Młodziutka Frida bez pamięci zakochała się w doświadczonym życiowo mężczyźnie, który stał się nie tylko obiektem jej westchnień, ale też mentorem i mistrzem. Rivera przez długi czas miał wpływ na kierunek, w którym rozwijały się talenty malarskie Fridy, która w pewnym momencie zdecydowała, że chce iść własną drogą. To spotkało się z ogólnym zaskoczeniem, złością, a w efekcie próbami dyskryminacji i podporządkowania sobie krnąbrnej istotki, za którą była uważana. Małżeństwo Fridy i Deiga nie należało do najłatwiejszych, liczne zdrady oraz kłótnie towarzyszył im od samego początku, jednak to właśnie Diego wprowadził swoją żonę do zamkniętego świata artystów, do którego pragnęła należeć.

PODSUMOWANIE

Cóż za wspaniałą historia! Jestem wdzięczna za każdą sekundę spędzoną z tą książką na kolanach! Postać Fridy Kahlo była mi dość dobrze znana, jednak o niektórych elementach jej życia dowiedziałam się dopiero podczas lektury! Nic dziwnego, że sławna malarka stała się ikoną – silna osobowość oraz wielkie orędownictwo na rzecz praw kobiet były jej znakiem rozpoznawczym w świecie pełnym męskich autorytetów. Życie, które nie oszczędzało Fridy nauczyło ją walki o swój głos, nieustępliwości i wytrwałości. Wszystkie te cechy przydały się jej w trudnym małżeństwie, ale również w pracy twórczej – na płótno przelewała wszystkie emocje, dzięki czemu spod jej ręki wychodziły charakterne i niezwykłe obrazy. Powieść jest nad wyraz szczera, pełna rozmaitych uczuć i myśli – cieszę się, że Autorka dała szansę poznać Fridę Kahlo z innej strony! Bardzo zżyłam się z bohaterką, przeżywałam jej smutki i rozczarowania, radości i chwile spełnienia!

Uwielbiam tę książkę, która jest wspaniałym wstępem do serii o niezwykłych kobietach, które ukażą się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont! Nie mogę się doczekać!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Frida Kahlo i kolory życia” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Podróż za horyzont – Sabina Waszut

Sabina Waszut przenosi czytelnika do Galicji sprzed ponad 100 lat. Doświadczenie co najmniej ciekawe – ostatnio rzadko mam okazję czytać powieści obyczajowe z rozległym wątkiem podróżniczym, których bohaterowie są ostro poniewierani przez los. „Podróż za horyzont” to pierwsza część nowej sagi „Emigranci” o niebezpiecznej podróży i życiu w nowym, zupełnie nieznanym miejscu.

ZARYS FABUŁY

Wzmianka o Brazylii od razu zainteresowała ubogiego chłopa Włodka Gajdę. Sama myśl o podróży w nieznane, która zaowocowałaby otrzymaniem własnej ziemi, domu i polepszenia fatalnych warunków życia napawała optymizmem. Po wielu rozmowach, trudnych przeprawach urzędowych i sprzedaży całego dobytku czteroosobowa rodzina z Galicji wyrusza w podróż w nieznane. Już pierwsze dni okazują się uciążliwe, a wizja idyllicznego życia oddała się w zastraszającym tempie. W dodatku niektórzy członkowie rodziny ukrywają sekrety!

W POGODNI ZA MARZENIAMI

To była naprawdę świetna przygoda! Spodobały mi się perypetie rodziny Gajdów – biednych, ale uroczych prostych ludzi, których jedynym marzeniem było zaznanie odrobimy radości. Autorka znakomicie oddała realia życia w Galicji na początku XX wieku – doskonale wyjaśniła jak wyglądało życie na zapomnianej wsi; słowo „ubogi” nabiera zupełnie innego znaczenia! Najmocniejszą stroną opowieści są bohaterowie, którzy okazali się zupełnie nieprzygotowani do trudnej i drugiej podróży, jednak znaleźli siłę, żeby przetrwać pierwsze dni „w dziczy” (bo właśnie tym okazała się wychwalana Brazylia). Moją ulubioną postacią jest Maryśka – zadziorna mądralińska, która pragnie nauczyć się czytać i pisać, a przy okazji jest rozbrajająco szczera!

EMOCJE

Emocje towarzyszyły mi od pierwszych stron książki. Byłam zła na bardziej wykształconych bohaterów, którzy żerowali na analfabetyzmie i naiwności ubogich chłopów, wzruszało mnie przywiązanie do starej, lichej i zimnej chaty, w której mieszkały całe rodziny, podziwiałam determinację bohaterów, którzy tak bardzo pragnęli poprawić swój los i zadbać o przyszłość dzieci. Mogłabym wymieniać bez końca!

ŚWIETNY POMYSŁ OPARTY NA PRAWDZIWEJ HISTORII

Nie raz czytałam o losach polskich emigrantów, którzy tłumnie opuszczali swoje rodzinne strony, wsiadali na pokłady ogromnych okrętów i wyruszali do Ameryki Południowej. Sabina Waszut zręcznie łączy elementy fikcji literackiej z prawdziwymi wydarzeniami, a na dużą pochwałę zasługuje starannie przygotowany research. I może ta ukryta z tyłu głowy myśl, że na początku ubiegłego stulecia setki, a nawet tysiące polskich rodzin stawały przed podobnym dylematem sprawia i tak jak Gajdowie wyruszali w nieznane, powoduje ucisk w klatce piersiowej.

PODSUMOWANIE

Podróż za horyzont” to historia opisująca trudne początki podróży i ciężki start na nowej, obcej ziemi; dogłębnie wzrusza i sprawia, że stosunek do bohaterów od razu staje się emocjonalny! Książkę czyta się szybko i płynnie, a kolejne wątki rozwijają się w nieoczywisty sposób. Polecam! Świetnie zapowiadająca się saga rodzinna opisująca perypetie Polaków w Brazylii! Niecierpliwie czekam na kolejne części!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Podróż za horyzont” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Trzydziestka – Tomasz Żak

Miało być przełomowo, fantastycznie, nowatorsko. Niestety „Trzydziestka” okazała się do bólu przewidywalna, chaotyczna i niezrozumiała. Niestety tego debiutu nie mogę zaliczyć do najbardziej udanych, a szkoda, bo pomysł nie był taki zły!

ZARYS FABUŁY

W dniu swoich 30 urodzin Tomasz Pałecki otrzymuje 30 ciosów nożem, a jego ciało mordercy wyrzucają poza miastem. Niedługo potem zwłoki znajduje przypadkowy przechodzień (a raczej jego pies – przecież to zawsze musi być pies!), a informacja o makabrycznej śmierci syna burmistrza szybko dociera do miejscowych mediów. Wnikliwe śledztwo szybko doprowadza służby do wniosków – wiele osób miało konkretny motyw, żeby zamordować słynącego z hulaszczego trybu życia Pałę. Czy brutalne zabójstwo mogło mieć związek z wyborami? Jak rodzina poradzi sobie z tak dużą tragedią?

CZY TO NA PEWNO KRYMINAŁ?

Muszę złapać oddech, pomyśleć i jak najszybciej zapomnieć o tej dziwnej powieści. Zapowiadało się świetnie – wyszło kiepsko. Język pełen wulgaryzmów, dziwnych slangów (modnych dawno temu), luzacko rzucanych myśli w ogóle mi nie odpowiadał. Oczywiście, czasem takie zabiegi są potrzebne, ale nie w co drugim zdaniu, jakby wtłoczone na siłę i bez większego przekonania. Wątki miały duży potencjał (naprawdę!), ale ciągłe mieszanie polityki, śledztwa, miłości, problemów z akceptacją siebie…chwilami bolała mnie głowa. No i wreszcie przejdę do sedna. Coś mało kryminału w tym kryminale. Oczekiwałam ciągłej akcji, postępującego napięcia, a dostałam garstkę miasteczkowych porachunków i porządkową dawkę psychologicznej obyczajówki.

BOHATEROWIE

Niestety nie tylko fabuła jest słabą stroną tej powieści. Liczne postaci nie wyróżniają się przebiegłością, sprytem czy humorem. Są zblazowane, nudne, wiecznie senne, a przede wszystkim denerwujące. Tomasz Żak poświęcił zdecydowanie za dużo czasu na analizę przeszłości każdego z bohaterów, zamiast skupić się na wprowadzeniu minimalnej dawki adrenaliny. Z zaskoczeniem odkrywałam powiązania każdego (dosłownie) mieszkańca małego miasteczka z władzą, władzy z policja, policji z chuliganami (słowo „mafia” nie będzie adekwatne w tym przykrym wypadku). Owych powiązań jest za dużo, świat polityki jest dziwny i niejednoznaczny, ale chyba nie aż tak. Było jedno światełko w tunelu – całkiem zabawne okazały się fragmenty opisujące „rządy Króla” oraz siatka kontaktów stworzona przez lokalne władze.

PODSUMOWANIE

Świat przedstawiony w „Trzydziestce” jest jednym wielkim chaosem. Bohaterowie oprócz posiadania najgorszych cech nie mają nic do zaoferowania. Irytowały mnie ciągłe przepychanki pseudo detektywów pracujących nad rozwiązaniem zagadki brutalnego morderstwa. W tym kryminale zabrakło właśnie kryminału, który zszedł na drugi, a może nawet trzeci plan. Za to na pierwszym gościły przekleństwa, wulgaryzmy i mocno „wyszukany” język, cały zabieg okazał się zbyt na siłę, sztuczny. Książka taka sobie, niedługo o niej zapomnę, chociaż wy tym wypadku to chyba nawet dobrze!

Moja ocena – 3/10!

[Książkę „Trzydziestka” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Me Time. Zaopiekuj się sobą i zostań swoją najlepszą przyjaciółką – Jessica Sanders

Tak dużo czasu poświęca się na promowanie idei dbania o siebie – komfort psychiczny, ciągły rozwój, zdrowy styl życia, poprawne relacje z najbliższymi. Okej, ale jak te wszystkie cudowne hasła mają się do codzienności? Przyznam szczerze, że dopiero od kilku lat staram się, żeby idea „self-care” towarzyszyła mi codziennie, nie tylko od święta!

O CO CHODZI?

Me Time” to krótki i treściwy przewodnik o tym jak zadbać o siebie na wiele sposobów. Będę szczera – Autorka nie odkryła Ameryki, jednak sposób, w jaki przedstawia swoje propozycje jest niezwykle ciekawy! Wiele z nawyków, które są opisane, stosuję już od dawna, całkowicie nieświadomie! Są również takie, o których nawet nie pomyślałam!
Pastelowa okładka stanowi jedynie wstęp do tej barwnej, graficznej i kompatybilnej z tekstem niezwykłej pozycji, jaką jest ta książka! Hasła zamieszczone są na każdej stronie sprawiają, że czytelnik od razu je zapamiętuje – w moim przypadku taka forma sprawdza się zdecydowanie lepiej, niż nudny poradnik pełen trudnych słów. I te kolory – naprawdę chce się czytać, przeglądać i zapamiętywać!

Jessica Sanders idealnie wstrzela się w ogólnoświatowe tendencje – stres związany z pracą, pogoń za szczęściem i niezdrowy tryb życia sprawiają, że znalezienie chwili dla siebie okazuje się nie lada wyczynem! Jak ważne jest codzienne uśmiechanie się do swojego obicia w lustrze? Czy warto mieć hobby, które niekoniecznie jest modne, ale sprawia frajdę i przyjemność? Właśnie tego typu informacje i przydatne wskazówki znajdują się w tej książce!

PODSUMOWANIE

Bardzo przyjemna pozycja, która sprawiła, że utwierdziłam się w swoich przypuszczeniach dotyczących rozwoju osobistego, asertywności i dbania o własny komfort! „Me Time” szczególnie cenię za skondensowaną formę i sposób przekazywania pomysłów! Podoba mi się, w jak niewielkim stopniu Autorka naruca się czytelnikowi – to wyłącznie od odbiorcy zależy które treści okażą się przydatne! Polecam!!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Odeszło, zostało” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Odeszło, zostało – Jennifer Croft

Czasem życie pisze najlepsze opowiadania i scenariusze. One nie tylko wydają się prawdziwie – są najprawdziwsze! I chociaż „Odeszło, zostałoJennifer Croft to fikcja literacka, cały czas towarzyszyło mi dziwne wrażenie… Jakim cudem Autorka była w stanie wczuć się w uczucia swoich postaci? Czy wiedziała o nich coś więcej, a może nawet je znała?

ZARYS FABUŁY

Amy i Zoe są siostrami dorastającymi w małym miasteczku. Po pierwszym wypadku Zoe wszyscy zgodnie uważają, że był on dziełem przypadku i nieostrożności dziewczynki. Po pewnym czasie okazuje się, że kolejne wypadki są owocem rozrastającego się guza mózgu… Siostry zostają rozdzielone, a przedłużająca się tęsknota powoduje narastającą frustrację, która sprawia, że z każdym dniem dziewczynki oddalają się od siebie. Amy dorasta, na jej drodze pojawiają się pierwsze poważne decyzje, kolejne sympatie łamią jej serce, a niekończące się zainteresowania mają okazję zostać zgłębione. Tymczasem Zoe doświadczona chorobą i związaną z nią rekonwalescencją patrzy na świat zupełnie inaczej!

PRAWDZIWA

Głęboka, prawdziwa i pełna uczuć; właśnie taka jest najnowsza powieść J. Croft. Od początku towarzyszyło mi wrażenie, że każda została napisana ze swoistą troską i miłością. Proste i szczere dziecięce spostrzeżenia obfitują w głębokie emocje, które wraz z dorastaniem stają się bardziej świadome i wyważone. W każdym kolejnym rozdziale śledziłam dorastanie dziewczynek, ich radości i smutki, w końcu chorobę, która kończy dziecięcą sielankę. Po dokładnym przesiedzeniu życiorysu Croft okazuje się, że opisywana w książce Amy jest dokładnym odbiciem Autorki – książka staje się więc zbiorem wspomnień, a może nawet pamiętnikiem.

JĘZYK ŻYCIA

Proste wypowiedzi są kwintesencją tej opowieści. Właśnie dzięki tej nieskrępowanej żadnymi wzniosłymi hasłami formie historia „Odeszło, zostało” okazuje się wielopłaszczyznową opowieścią o życiu. Ciężko jest ubrać we wzniosłe słowa normalność i zwyczajność, a właśnie te kwestie są rdzeniem tej opowieści. Urywki wspomnień, migawki chwil zajmują każdą stronę pamiętnika, którym Autorka dzieli się z czytelnikiem. Ze łzami w oczach śledziłam uczucia dojrzewające w młodym sercu, szczególnie te związane z chorobą najbliższej osoby i próby pogodzenia się z trudną sytuacją. Urzekły mnie również fotografie przedstawiające chwile – randomowe momenty, które Croft uwieczniła ze znanych tylko sobie powodów.

PODSUMOWANIE

Ta niesamowita podróż w głąb siebie i swoich wspomnień oczarowuje! Dawno nie czytałam tak prawdziwej opowieści o życiu, które wiąże się z miłością, radością, ale również tęsknotą, cierpieniem i złością. Autorka raczy czytelnika migawkami wspomnień, z których składa się jej opowieść; osobista, pełna bólu i żalu, ale również pięknych, wzruszających chwil.

Polecam z ręką na sercu! Wspaniała uczta!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Odeszło, zostało” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Dama Kier – Monika Godlewska

Obiecałem sobie, że tego nie zrobię, ale stało się! Znowu nastawiłam się na świetną książkę, która ostatecznie okazała się średnia i mnie zawiodła. Londyn na początku XX wieku, intrygi, arystokratyczne konwenanse – klimat idealny dla mnie, więc co poszło nie tak?

ZARYS FABUŁY

Nora Hardinge po śmierci męża decyduje się na opuszczenie Indii; chce zacząć życie na nowo, a Londyn wydaje się wręcz idealnym miejscem! Kobieta jak najszybciej musi wniknąć do życia towarzyskiego londyńskich wyższych sfer i pozyskać tam wpływowych przyjaciół – właśnie na nich opiera swój plan, który jest jej jedyną nadzieją na luksusowe i bezpieczne życie, do którego przywykła. Zadanie okazuje się dość karkołomne, zważywszy na fakt, że Eleanor jest mistrzynią łamania wszelkich konwenansów; dodatkowo niedługo potem do Londynu przypływają jej teściowa i szwagier…

NORA …I LICZNE BŁĘDY

Do końca nie jestem pewna co powinnam napisać o tej książce. Na pewno czyta się ją szybko i w miarę przyjemnie, co jest w tym wypadku dużą zaletą. Nie wyobrażam sobie męczyć się nad prawie 500 stronami dłużej niż dwa wieczory (tyle zajęło mi przebrnięcie przez tę niewybredną fabułę). Książka budzi we mnie bardzo mieszane uczucia, najdziwniejsi okazali się jej bohaterowie! Przede wszystkim postawa Eleanor Hardinge jest nie do przyjęcia! Pomijam fakt, że ta dziewucha jest krnąbrna i niegrzeczna, przede wszystkim jej aroganckie zachowanie oraz i łamanie wszelkich możliwych zasad. W realiach 1902 roku przez Norą drzwi londyńskiej socjety byłby szczelnie zamknięte. Po prostu nie polubiłam głównej bohaterki, tak się zdarza. Muszę jej oddać jednak, że z niebywałym uporem i determinacją dążyła do swojego celu, zdarzało się jej tez być rezolutną. Mniej więcej w połowie książki zaczęłam się zastanawiać co dzieje się z dwuletnim Willamem, którego Nora trochę jakby „porzuciła”. W skrócie: nie dość, że chłopiec został odesłany (wraz z wkurzającą ciotką) do posiadłości oddalonej o słuszną ilość mil od Londynu, to jeszcze jego biologiczny ojciec uparcie nazywał go bękartem, to się nazywa pech!

Wiecie jak zafiksowana jestem na punkcie XIX i początku XX wieku – niestety w książce doszukałam się sporej ilości błędów. No i muszę o tym wspomnieć (uwaga spoiler!): zastanawiam się jak Nora znalazła się w super-elitarnym klubie, który Autorka opisuje jako nowoczesne kasyno (w Londynie nawet do teraz takie kluby są ekstremalnie klasyczne, do których kobiety nie mają wstępu).

DZIWNY WĄTEK ROMANTYCZNY

Sam wątek romansów przypominał te z twórczości J. Quinn – w przypadku „Damy Kier” trzeba było trochę na niego poczekać (niektóre fragmenty były nużące i przesadnie rozciągnięte), niestety okazał się jednym z wątków pobocznych. Niestety nie czułam w powietrzu wdychanym przez bohaterów zapachu pożądania, nie widziałam tych urywanych spojrzeń, a wyrachowanie Nory (w bohaterce ostatecznie zaszła zmiana, chociaż nie do końca jestem przekonana do jej efektu). W nielicznych scenach romantycznych miałam okazję „podziwiać” desperację i płaczliwe myśli bohaterki, która gotowa jest zrobić z siebie pośmiewisko, byleby tylko puścić stan swojego wdowieństwa, który najwyraźniej jej się już srogo znudził!

PODSUMOWANIE

Chyba tyle. Nie napisałam za dużo o konstrukcji fabuły – podczas lektury zupełnie umykały mi kwestie, na które zwykle zwracam uwagę. Książka być może spodoba się fanom serii „Bridgerton” (spokojnie, daleko jej do „Mojego księcia” i kolejnych!) , dla mnie okazała się taka o (jakkolwiek to brzmi). Aha, będę szczera Drogi Czytelniku! Nie nastawiaj się na romans, bo tu go nie znajdziesz! Będzie to raczej obyczajówka i średniej jakości wątkami romantycznymi. Zero emocji, czyste wyrachowanie, a chyba nie taki był zamysł?

Moja ocena – słabe 4/10!

[Książkę „Dama Kier” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Jimi Hendrix we Lwowie – Andriej Kurkow

Byliście kiedyś we Lwowie? Jeśli nie, to straciliście naprawdę wiele! Samo stare miasto zapiera dech w piersiach – zabytkowe kamienice, klimatyczne uliczki, urokliwe kawiarnie z najpyszniejszymi słodyczami w tej części Europy i stragany, na których można kupić wszystko (dosłownie!). Ale prawdziwym sercem Lwowa są ludzie – Ukraińcy i Polacy, niektórzy z nich pamiętają naprawdę odległe czasy…
𝗔𝗻𝗱𝗿𝗶𝗲𝗷 𝗞𝘂𝗿𝗸𝗼𝘄 zabrał mnie w niesamowitą, pełną przedziwnych wydarzeń podróż do Lwowa, w której realizm i zwyczajność przeplatają się z fantazją!

ZARYS FABUŁY

We Lwowie dzieją się dziwne rzeczy. I nie mam wcale na myśli nadgarstka Jimiego Hendrixa, który złożono w symbolicznym nagrobku (KGB, hipisi i te sprawy, wiadomo!) na Cmentarzu Łyczakowskim. Nad miastem pojawiają się mewy, które niespodziewanie zaczynają atakować przechodniów, a w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach morza… Po pewnym zasie okazuje się, że całe zamieszanie spowodowane jest przez intrygującego marynarza, który szuka swojej ukochanej Osessy. Przed grupką samozwańczych bohaterów miasta nie lada zadanie – należy odszukać wspomnianego marynarza, do którego zaprowadzić może unoszący się w powietrzu „aromat” …

FANTAZJA I ABSURD

Jimi Hendrix we Lwowie” to jednak z najmniej oczywistych książek jakie miałam okazję czytać. I jestem nią zachwycona! Lekkie, zabawne i zamaszyste pióro Autora jest jak magiczna różdżka – wszystko, co wychodzi spod niego wydaje się być na granicy rzeczywistości. Niesamowicie spodobał mi się styl, w jakim Kurkow przedstawia fabułę powieści i kreuje bohaterów. Każdy z nich jest wyjątkowy, to istna plejada charakterów – hipisi, byli oficerowie KGB, typki spod ciemnej gwiazdy. Przyznam, że fabuła jest tak absurdalna, że aż zachwycająca! W żadnym momencie nie byłam pewna czy mam do czynienia z opisem rzeczywistości, czy kolejnej porcji fantazji Autora. Bohaterów również można uznać za pół-prawdziwe i pół-fantastyczne postaci, które bawią, zaskakują i przyprawiają o zawrót głowy. I pomyśleć, że niektórych łączy jedynie miłość do twórczości Jimiego Hendrixa!

LWÓW

I najważniejszy (moim zbadaniem) bohater, Lwów! Miasto, które żyje, którego serce bije w charakterystycznym rytmie. Miasto, które ma szczególna historię – piękną i równocześnie przerażającą, w którego ciemnych uliczkach drzemią sekrety, o jakich nie śniło się nikomu… Czułam zapach ulic, po których przechadzali się bohaterowie; oczami wyobrazi widziałam każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, który został opisany w sposób tak niesamowity, że można pomylić go z obrazem! Bardzo podoba mi się alternatywna kreacja rzeczywistości miasta, trochę baśniowa, trochę fantastyczna i delikatnie sentymentalna.

PODSUMOWANIE

Szaleństwo, prawda? Ale taka właśnie jest powieść „Jimi Hendrix we Lwowie” – jedyna w swoim rodzaju! Piękna w każdy możliwy sposób! Uwielbiam…kocham tę książkę! Bohaterowie są niestandardowi, ich losy w dziwny sposób łączą się ze sobą, aby stworzyć swoistą paczkę bohaterów miasta Lwów. Sam Lwów urzeka i rozkochuje w sobie nawet najbardziej zachowawcze osoby! A zakończenie zaskoczy nie jedną osobę!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Jimi Hendrix we Lwowie” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z