Tuż za ścianą – Louise Candlish

Perypetie związane z sąsiadami są elementem rzeczywistości każdej rodziny. W związku z tym są idealnym pomysłem na fabułę powieści, zarówno zabawnej komedii, tkliwej historii miłosnej lub mrożącego w żyłach kryminału. Jakąkolwiek formę przybrałaby taka historia nie mam wątpliwości co do jednego – sąsiedzi potrafią dać w kość!

ZARYS FABUŁY

Dzielnica Lowland Way od lat uchodziła za symbol sielanki, sąsiedzkiej przyjaźni i rodzinnej atmosfery. Ale wiadomo, że nic nie byli bardziej niż pozory! Kiedy do odziedziczonego po starszej krewnej domu numer 1 wprowadzają się nowi lokatorzy wszyscy sąsiedzi są podekscytowani – nowe osoby oznaczają spotkania, wspólne grille i spacery. Ale cudowna nieświadomość kończy się już pierwszego poranka, kiedy nowi sąsiedzi burzą zabytkowy mur (znak rozpoznawczy dzielnicy). Od tego dnia zaczyna się głośny remont, który jest tylko zapowiedzią niekończących się problemów, które kończą się tragicznie…

Prowadzone na wielu płaszczyznach policyjne śledztwo zakłada różne warianty, a każdy mieszaniec Lowland Way staje się podejrzany. Nic dziwnego, skoro za każdymi drzwiami kryją się sekrety i wstydliwe problemy, a jedyną nadzieją detektywów jest przerwanie wspólnego sąsiedzkiego frontu!

NAWET NAJLEPSZY SĄSIAD MA SWOJE SEKRETY

Bez wątpienia Louise Candlish jest mistrzynią budowania napięcia! Już na początku powieści wyłania się obraz sielskiego przedmieścia, które żyje własnym, niezmąconym spokojem z dala od ożywionego centrum Londynu. Kto by nie chciał tak mieszkać? Dumni właściciele posesji są przekonani wyjątkowości swojej dzielnicy (co nie przeszkadza im mieć również szczególnie wysokie mniemanie o sobie) i dokładają wszelkich starań, żeby ich idylla została niezachwiana. Problem pojawia się szybciej niż ktokolwiek przypuszcza, a złe emocje początkowo kumulowane na nowych sąsiadach zaczynają eskalować w poważny, wielopłaszczyznowy konflikt.

Jacy są bohaterowie? Różni! Przeróżni! Łączy ich na pewno troska o wygląd ulicy, przy której mieszkają oraz przesadna dbałość o przyjacielskie relacje z sąsiadami. I o ile pierwsza kwestia nie podlega jakiejkolwiek wątpliwości i wydaje się być nie do ruszenia, o tyle druga pozostaje bardzo otwarta i zależna od wielu czynników. Bo jak dbać o dobre i przyjacielskie relacje, jeśli do późnych godzin nocnych ciszę zakłóca hard rockowa muzyka, a unoszący się wszędzie pył z remontu skutecznie brudzi wszystkie pobliskie okna?

Kiedy konflikt jest nieunikniony bohaterowie pokazują swoje prawdziwe oblicza, a na jaw wychodzą tajemnice, które każdy woli trzymać za zamkniętymi drzwiami. Autorka w umiejętny sposób podzieliła książkę na niezliczoną ilość relacji ukazanych z perspektywy kilku bohaterów, którzy patrzą na ogólny problem z subiektywnej, bardzo wąskiej strony. Po pewnym czasie okazuje się, że dawne grono przyjaciół nie ma ze sobą zbyt wiele wspólnego, a maski życzliwości znikają szybciej niż się pojawiły. Zostaje jednak wspólny mianownik – sąsiad z piekła rodem – którego należy się jak najszybciej pozbyć…

PODSUMOWANIE

Uwielbiam thrillery psychologiczne! Kiedy zobaczyłam okładkę i opis najnowszej powieści Louise Candlish (British Book Awards) już wiedziałam, że będzie to książka, która nie pozwoli mi zasnąć! I dokładnie tak było – poszłam spać grubo po 3 nad ranem, ale jedno posiedzenie wystarczyło, żeby pochłonąć tę nieco ponad 400 stronicową historię! A uwierzcie mi, działo się! Autorka buduje świetny klimat niepewności, który udziela się wszystkim mieszkańcom spokojnej ulicy. Ale wbrew podróżom to nie sąsiedzi z piekła rodem są głównym problemem. Są jedynie punktem zapalnym, który wznieca wszystkie intrygi, pozwala wyjść na jaw prawdziwej naturze pozornie idealnych ludzi…
Narracja z różnych punktów widzenia to zawsze dobry pomysł, Autorka pokusiła się o liczne retrospekcje i fragmenty policyjnych wywiadów. Dzięki temu prostemu, ale przemyślanymi zabiegowi książka nabiera dodatkowych walorów, a rozwiązanie zagadki nie wydaje się już tak oczywiste! Szczególnie podkreślone są wszelkie stereotypy, które można spotkać już od samego początku; być może dlatego ta historia wydaje się tak bardzo realna!

Tuż za ścianą” to dobry thriller, który mogę śmiało polecić każdemu! Jedno jedyne „ale”, które mam z tylu głowy – rozwiązanie głównej zagadki poznajemy zdecydowanie za szybko, chociaż w pewnym stopniu rekompensuje to nagły zwrot akcji, którego sama się nie spodziewałam! Wnioski wyciągnięte z powieści nasuwają się same, a zakończenie, chociaż w pewnym stopniu otwarte ma mocny morał – nigdy nie wiesz, kto może być twoim sąsiadem!

Moja ocena –7/10!

[Książkę „Tuż za ścianą” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Jak leczyć się czekoladą? – prof. Henri Joyeux & Jean Claude Berton

Czy są tu fani czekolady? Och, znam Was już jakiś czas i jestem przekonana, że to cudo ma swoich zagorzałych wielbicieli! Przyznaję – jestem wierną fanką mlecznej czekolady z wiórkami kokosowymi!

ENCYKLOPEDIA WIEDZY O CZEKOLADZIE

Jak leczyć się czekoladą” to istna encyklopedia! Po lekturze tej fascynującej książki autorstwa profesora Henriego Joyeux i mistrza czekoladnictwa Jeana Claude’a Bertona jestem bogatsza o ogrom wiedzy z tej smacznej dziedziny!

Zachęcam! Lektura obfituje w liczne ciekawostki (w tym dokładną historię czekolady), dokładny opis zbierania owoców drzewa kakaowego, przepisy na przyrządzanie napojów czekoladowych, rytuał picia czekolady… mogłabym wymieniać w nieskończoność! Książka ma charakter naukowy, jednak daleko jej do nudnych podręczników! Całość ubogacona jest przepięknymi zdjęciami!

Polecam!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Jak leczyć się czekoladą?” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

data:image/jpeg;base64,/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD/2wCEAAkGBxMHBhUIBxEWFRUXFRoaGBgYFxYZFxoaFxoWHxUYGRYaHSogJB0lHh0eJjEiJiktOjouGCMzOD8sOig5MCsBCgoKBQUFDgUFDisZExkrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrKysrK//AABEIALYAtgMBIgACEQEDEQH/xAAcAAEAAQUBAQAAAAAAAAAAAAAABQMEBgcIAQL/xAA9EAABAwIEBAIFCQgDAQAAAAABAAIDBBEFBhIhEzFBUQdhFCIycYEVGCNSVWKCk9NCcpGSobGy0RZDwTP/xAAUAQEAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA/8QAFBEBAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAP/aAAwDAQACEQMRAD8A3iiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiAiIgItYeMefn5V4FFhLhxnPbK8domHZh/fcLe5p7rPcv4xHj+DR4rQm7JG6h3B5OafNpuD5hBJIi+JX8NheeiD7RWtHUcUFr+YV0gIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiArDGcUjwbC5MSrnaY42lzj7uQHmTYW7lX6588es6fKOIf8aw930cRvMRydJ0Zfs3/I+SDW2acckzJj0uLVntSOJDejWjZjR5AWHwWxvAXOPyZihy7XutFMbxE8my/Vv2eB/Fo7rUd19RyGKQSRkgg3BBsQRyIPdB3Ao6vm1u4benNYz4c51GacrNqJCOPHZkw+8Bs8Ds4b++46KbO5uUH1E8xP1N6KYjdxGam8lCK9oJtJ4buvJBIIiICIiAiIgIiICIiAiIgIiICIiD5cNTbLk7xKydLlHHTHOXSRSkuildzdv6wcfrgnfvcHqus1BZwy1FmvAn4XXDnux3Vjx7Lx7u3UEoOOUUjjuES4Fi0mGYi3TJG7SR0PYjuCLEeRUcgyfIGaHZVzA2rNzE71ZWjqzuB3adx8R1XTkEzaiBs8BDmuALSORBHP3Ljxbq8Es38WL/jeIO3aC6AnqP2o79xzHlcdAg24vQbG4XiIJalm40dzzHNV1D00vBk1dOqlwbi4QeoiICIiAiIgIiICIiAiIgoVVUyjpzUVj2sY3dznENaB3JOywjEPGDCqKXhtqHSEbHhxuLf5jYH4ErSPifnaXNmOPY15FNG8tiYPZIB/+jh1c7n5DZYQg6swjxWwrFZBEyq4bj0la6Mfzkaf6rNGOD26mEEHqP8Aa4fW3PAzO8tFjTMuVzy6GW4j1G/DeBcAfdda1u5B73DL/HfJwxfBvl+ib9NA317Dd8X7V/Nm7vdq8lzou4JIxLGY5ACCLEHkQeYI7LjrOmDjAM11GFM9mOUhvfQd2X89JCCEVxRVT6KrZVUri17HBzSOYI3BCt0QdTZGzOzNWAtro7B49WVo/ZeBv8DzHkSsgXMXh7mt2VMcFSbmF9mzNHVvRw+807j4jqumKSpZWUzamlcHMcAWuB2IIuCCgrK9oJ/+p3w/0rFeg2NwgnEVCln40d+vVV0BERAREQEREBERAREQcb5uwGTLWYJcLqgRocdJ6OYfYeD2I/8AR0UIuw82ZQpM20ogxiO5F9MjTpkZe19Lu3kQQtVYh4AOEpOG1w09BJGQQP3mnf8AgEGkVn/gtgEmMZ3hqo2nh054kjugtfhj3l1tuwPZZvhHgExkofjNaXD6sTNJP43E/wCK2vgeBwZfwz5PwSNsTRy2Ju7Yanm93HzvyQMx49DlvCn4lij9LG/xc7oxg6uPb48gbcjZlxd2P49NitQLOlkLrdh+y34Cw+C35mjwomzVXel4zir3kbNaIAGMB5BrOJt/c9VDfN+j+0X/AJLf1EGiEW9/m/R/aD/yW/qJ836P7Qf+S39RBohbC8NfEJ2WX/J+JXfTE/GInclv3T1b8Rvsc1+b9H9oP/Jb+onzfo/tF/5I/UQbIoK6PEqRtXQyNex24c0ggj/fv+KrrB8A8JJsuzcXCMWkZc3c3gtLHW+swvsfetg0mGvZAG1coe7q5rCwH8Op390FGKQxP1MUpBUCZu3PsqHyf97+iCgsbhxQXqKnG0tFnOv8LKogIiICIiAiIgIiINc+IOOTYNjWmmkeGvZTOADjYcKoe6oIHnHYHuBYqxxbE6qDLtPX088mqqkqoG+s6wfUyPNG8b7aA0Bp7FT2fcrSY/iUE9KLhkFYx24G80OmHmejifcq82ATDLGHYfG0F8EtI6Xduwi08U87HryughsxVc+H5qdU09TMGU4w8GLVeORtTPLFMXMPNxGkg9wpk4pI/wASnYZrIhNHYC5txg4OJt34bx/KrLMOA1WI5qc2nhb6PN6GZJTI0aRSzSyvYI93FzrtF9gjMuVbc7fL5cdBq3Xi+jsITS8IS6vavqa31b+dkGNYBmSpra+HDpJ5LkUEZOs3LoXOfVdeb221dxzUrgOOzz56OGzyvLW11VZuo2MRjeImkX5NfG8gdLqpgeSZqHNEWIyN9RlbWyn1m+xMxjKfrfax26eSuMNyrPT5zjxdzLM9Jq3P9Zu7JGn0d1r35uft01dEFEVk+JYDR4a2olY+pr6mN8rXkSiKGSreWtfzBtG1oI6bKRkoHN8QYoPS6nR6G55ZxjoLo3RRglvI3DiT57q3dgNXRYFS1FHCH1FNWzzcLW1uuOaSpDmteTpDiyUHc9O6nWUMsubosUlj0sFE+N3rNOmR8sDtGx32adxtsg19gGZKmtxCHDpJ5CT6BGTrNy6Fzn1V9+b221dxzU3hOIzvzm2rkqJDHNWVlNwS76JraZjjG5rbbOvE6566vJeYHkmahzRFiMjfUZWVsp9ZvsTMYyn632aDt/ZXWF5eqoM3gzRNFNFU1NSyXW0l7qlmkR8P2hpL33J7CyCQ8S8WkwjL7Z6Jxa7jMNwSDpiDppRt0LInA+RXmZsYfR5tw+mgeRG90hlAOzg4Njhv+OQH8KZ7y9PmF0NNRPMbGtnL3jhnd8RjYzS8H2myPBNthfkVB4nlmvxCWGu3Y+Cnovo7wkSyxy8Sdped26dLdwRc9wgzjHMYZglEKqoa993NY1kbdb3ucdmtb1PM+4FVcSxFmGYW/EawlrI2F7tjcAC5253UZnegkxHLklNRQmWQkGPTI2NzHg3ZK155FrrHnyB9yo5joanFcAqMKEbdRp2aJNYtJL6xczTa7Rdrdz9fyQTuH1XptGyp0PZqbfTI0te2/RzTyKuVHUNVPNJGKqm4YdEXPJkY4xyXbaKzfauCTqBt6vmpFAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREBERAREQEREH//Z

Historia świata na czterech łapach – Mackenzi Lee

Nie ma co – jestem psiarą, która kocha każdego wesołego czworonoga! Psy były obecne w moim życiu od zawsze, a każdy z nich był w pewien sposób niezwykły i niepowtarzalny. Kiedy przeczytałam o polskim wydaniu książki Mackenzi LeeHistoria świata na czterech łapach” wiedziałam, że będzie to jedna z najciekawszych pozycji w mojej biblioteczce!

KSIĄŻKA DO HISTORII

Historia świata na czterech łapach” to zabawnie i sprytnie napisana książka do historii! Tak, tak, dobrze widzicie! Autorka w kilkudziesięciu opowiadaniach przemyca całkiem sporą ilość dat i związanych z nimi postaci – polityków, władców, odkrywców. O czym są te opowiadania? O psach i związanych z nimi historiami, które śmieszą, ciekawią, szokują, a nawet przerażają!

OSTRY JĘZYK I NIEBANALNY STYL

Mackenzi Lee w szczególny dla siebie sposób opisuje pozornie zwyczajne historie, które pod jej piórem okazują się niezwykłe! Zabawa słowem nie należy do najprostszych, jednak w tym wypadku widać wypracowany i dopracowany (!) warsztat.

Autorka nie szczędzi słów krytyki pod adresem… i tu pojawia się jedyny minus książki. Mackenzi Lee bez pardonu wplata w ciekawe historie swoje poglądy i uprzedzenia. Z częścią z nich się zgadzam i jestem za nimi całym sercem, jednak w książce skierowanej dla młodszych (czy na pewno dla młodszych – o tym za chwilę) mogła darować sobie polityczne wstawki.

Z kolei bardzo podobały mi się niekoniecznie eleganckie, a wręcz chwilami wulgarne i ekspresyjne opinie dotyczące ohydnych i sadystycznych postępowań niektórych naukowców, żołnierzy, filozofów i zwykłych obywateli – zdecydowanie nie powinni mieć żadnych żywych stworzeń pod swoją kuratelą! I tutaj wrócę na moment do kwestii, o której wspomniałam wcześniej

PRZEPIĘKNE WYDANIE

Wydanie „Historii na czterech łapach” jest jednym z najpiękniejszych wydań jakie ostatnio widziałam – bez przesady! Przepięknym i niesamowicie dopracowanym! Każda ilustracja idealnie pasuje do dedykowanej historii, ciekawostki są wyszczególnione, a „PSYPISY” opatrzone uroczym znaczkiem (przyznam, że właśnie na te ciekawostki na końcu każdej historii czekałam najbardziej!).

Och, nie mogę się na nią napatrzeć!

PODSUMOWANIE

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak miał na imię pierwszy corgi królowej Elżbiety, dlaczego Ivan Pawłow był ohydnym i bezdusznym sadystą (szok, prawda?) albo kiedy po raz pierwszy nazwano psa – ta książka jest dla Was! Wzrusza, rozśmiesza, zaciekawia i złości! Książka opiera się na ciekawostkach z różnych epok i różnych stron świata i stanowi swoistą encyklopedię psich osobistości!

Polecam! Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Historia świata na czterech łapach” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Darmowy obiad – Rex Ogle

Bieda i ubóstwo to odwieczny problem każdego społeczeństwa. Brak środków do życia nie oznacza tylko głodowania, noszenia starych ubrań czy braku prezentów pod świąteczną choinką. Oznacza też życie w ciągłym wstydzie i zażenowaniu. Właśnie takie dzieciństwo wspomina Rex Ogle w swojej krótkiej książce „Darmowy obiad” („Free Lunch„). Bardzo, bardzo cieszę się, że miałam okazję przeczytać te 250 stron akurat przed Świętami – takie opowieści zawsze skłaniają mnie do refleksji, a w tym szczególnym czasie jest ona jeszcze poważniejsza!

ZARYS FABUŁY

Rex Ogle nie miał beztroskiego dzieciństwa – razem z mamą, ojczymem i młodszym bratem mieszkał w średnio przyjemnej okolicy teksańskiego miasteczka. Jego biologiczny ojciec zostawił rodzinę krótko po narodzinach syna, ograniczał się jedynie do wysyłania alimentów i corocznego spotkania. Mimo biedy, która niewątpliwie towarzyszyła rodzinie, Rex był lubiany w szkole i bardzo dobrze się uczył.

Bieda nie był największym problemem Rexa. Znacznie gorsza była agresja, z jaką spotykał się w domu – mama chłopca cierpiała na załapanie nerwowe, a swoje frustracje rozładowywała na starszym synu. Dlatego chłopiec często chodzić posiniaczony, cichy i poddenerwowany. Największym problemem było jednak ukrycie przed kolegami złej sytuacji domowej – każde wyjście na stołówkę wiązało się z odhaczeniem nazwiska na specjalnej liście osób, którym przysługują darmowe obiady szkole. Zażenowanie, które towarzyszyło mu każdego dnia odbierało nie tylko pewność siebie, ale też budziło niechęć do rodziny i siebie samego.

SZCZEROŚĆ

Właśnie szczerość ujęła mnie w „Darmowym obiedzie” najbardziej! Szczerość, na którą może sobie pozwolić tylko dziecko znajdujące się w złej sytuacji. Przez wszystkie 31 rozdziałów uważnie śledziłam wewnętrzną zmianę, która zachodziła w bohaterze. „Free Lunch” to właściwie zbiór krótkich historii z życia Autora, które najbardziej zapadły mu w pamięć i które w pewnym sensie go ukształtowały. Znalazły się tu wspominki o wyprawie po przybory szkolne, karmieniu boa białym królikiem, przeczytaniu pierwszego komiksu z bohaterami Marvella!

WALKA Z SAMYM SOBĄ

Rex Ogle był jednym z najbiedniejszych dzieciaków w szkole, jednak szybko nauczył się to kamuflować. Nie mógł jednak nic poradzić na kolor swojej skóry, który niejednokrotnie stawał się pośmiewiskiem i powodem uprzedzeń. Nie zawsze radził sobie z nienawiścią do matki i jej partnera, nie chodziło w niej tylko o przemoc, ale przede wszystkim o brak podjęcia działań, które mogłyby prowadzić do znalezienia pracy. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że w głębi serca kocha rodzicielkę i oczekuje od niej przede wszystkim miłości i matczynej czułości. Tak niewiele dałoby mu odrobinę szczęścia!

KIM JEST REX OGLE?

Autor „Darmowego obiadu” opisał swoje niełatwe dzieciństwo, które nauczyło go patrzeć na życie z wiarą i nadzieją. Mimo początkowych trudności odnalazł swoją drogę i zaczął spełniać marzenia! Pracował jako redaktor książek dla dzieci, mocno związał się z Marvel Comics, gdzie pracuje nad książkami, komiksami i scenariuszami Lego, Gwiezdnych Wojen i X Menów!

Więcej o Rexie możecie przeczytać w jednym z wywiadów, który niedawno udzielił: KLIK!

PODSUMOWANIE

Rex Ogle decydując się na napisanie swojej historii rzucił nową perspektywę na dzieciaki pochodzące z uboższych i skażonych przemocą rodzin. Muszę zaznaczyć, że bieda w pojęciu amerykańskim znaczy zupełnie co innego niż u nas. Biedną matkę Amerykankę stać na wykarmienie swojej rodziny w Maku (mama Rexa miała na to swoje niezawodne sposoby) i cotygodniowe pranie ubrań, żeby pachniały proszkiem i płynem do płukania. Jednak w zestawieniu z „normalnymi” (=bogatymi) rodzinami było to tylko zaspokajanie najbardziej podstawowych potrzeb. Genialne ukazanie pragnień małego chłopca, a z czasem dorastającego mężczyzny wzruszyło mnie i uczuliło na wiele kwestii! Autor w szczery, ale i zabawny sposób spisał swoje wspomnienia – nie tylko smutne i przygnębiające, ale też pełne wzruszeń, miłości i nadziei. Udowadnia, że od stałe pracy może zależeć szczęście całej rodziny, a bieda i problemy często zamykają spoglądanie na życie z wyrozumiałej i pozbawionej uprzedzeń perspektywy!

Polecam! Polecam to piękne świadectwo! „Free Lunch” wzrusza i jest pełen smutku, ale pozostawia po sobie nadzieję na lepszą przyszłość! Uważam że każdy, KAŻDY powinien przeczytać tę książkę! I naprawdę – jeśli czujecie, że macie fatalny dzień, fatalną pracę i jeszcze gorsze perspektywy, uwierzcie – inni mają znacznie gorzej, a i tak są w stanie z uśmiechem powitać nowy dzień!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Darmowy obiad” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Asystentka – S.K. Tremayne

S.K. Tremayne należy do moich ulubionych autorów thrillerów psychologicznych. Niezaprzeczalnie znajduje się w ścisłej czołówce odkąd pięć lat temu jego książka „Bliźnięta z lodu” dosłownie wbiła mnie w fotel. Ostatni dzień listopada, po przeczytaniu ostatniej strony „Asystentki” czuję się dokładnie tak samo…

ZARYS FABUŁY

Jo Ferguson ma poważne przesłanki, żeby uważać się za chorą psychicznie – od pewnego czasu widzi i słyszy rzeczy, o których wolałaby zapomnieć raz na zawsze. W dodatku rozmawia ze szczególnymi domowymi asystorami, które wykazują cechy zaawansowanej sztucznej inteligencji, która wie o Jo dosłownie wszystko. Bohaterka powoli wpada w paranoję, ponieważ nikt z jej bliskich nie jest skłonny uwierzyć w jej wersję. Kobietę martwią nie tylko codzienne symptomy wskazujące na schizofrenię, ale też fakt, że jej nieżyjący dawno ojciec cierpiał właśnie na tę chorobę, która może być warunkowana genetycznie.

ZIMOWY LONDYN

Autor w umiejętny sposób buduje napięcie od samego początku! Zacznę od tego, że akcja „Asystentki” osadzona jest w Londynie, który nawiedziła zimna stulecia – zwykle zatłoczone i gwarne uliczki pustoszeją oraz cichną, co powoduje wewnętrzny niepokój. Opisana w powieści zima robi wrażenie – zasypane ulice, puste parki, zadymi śnieżne i przejmujący mróz – zdecydowanie nie taka pogoda kojarzy mi się z Londynem.

UMIEJĘTNIE DAWKOWANE NAPIĘCIE

Bohaterka, trzydziestokilkuletnia Jo, mieszka w pokoju znajdującym się w zabytkowym domu dzielnicy Camden – jednej z najlepszych miejscówek w mieście. Całe mieszkanie naszpikowane jest różnego rodzaju asystentami, których zadaniem jest ułatwić życie ich właścicielom – zapalać i gasić światła, włączać muzykę, kontrolować temperaturę. I asystenci to właśnie wspomniani przed momentem asystenci (z head asystentką Electrą na czele) stanowią cały problem. Electra ma wszystkie demoniczne cechy, jakie może mieć zaawansowany domowy komputer – widzi i słyszy wszystko, kontroluje każdy, najmniejszy ruch mieszkańców.

Każdy rozdział niósł ze sobą nowe informacje i kolejną dawkę niepewności. Chwilami siedziałam jak na szpilkach i gorączkowo czekałam na kolejną stronę. Tak wiele informacji, tak wiele poszlak! Naładowanie emocjami i niepokojem sprawiło, że kilka razy musiałam odłożyć książkę i przez kilka minut ochłonąć! Strach bohaterki potęgowany fatalną aurą udzielał się również mnie!

PRZESZŁOŚĆ, KTÓRA BOLEŚNIE O SOBIE PRZYPOMINA

Przeszłość to wspólny rzeczownik bohaterów. Każdy z nich jest powiązany siecią trudnych i bolesnych przeżyć, które wpłynęły na późniejsze życie. Thabita i Jo mają sekret, o którym wiedzą tylko ich partnerzy – sekret, który może zniszczyć życie każdej z nich. Kiedy główna bohaterka uważa, że przerażającą festiwalową noc ma już dawno za sobą domowa asystentka jej o tym przypomina i wpędza kobietę w poważne stany lękowe. Zanim Jo odkryje, że kluczem do jej życiowego horror okaże się właśnie przeszłość i dawno minione wydarzenia, sytuacja staje się bardzo poważna…

PODSUMOWANIE

Och, bawiłam się doskonale – czasem lubię się bać historii, które czytam! A ta była naprawdę dająca do myślenia! Należę do grona osób, które do tematu sztucznej inteligencji podchodzą z dużą dozą…ostrożności (?). Jestem wobec nich bardzo sceptyczna – a wszelkie unowocześnienia bazujące na pobieraniu osobistych danych (w telefonie lub laptopie) budzą we mnie umiarkowaną niechęć! Zdecydowanie „Asystentka” utrzyma ten trend!

Świetna fabuła okazała się idealna na listopadowy wieczór, podczas którego padał pierwszy śnieg! Niebezpieczeństwa czające się w każdym pokoju, bezludne ulice, okropna noc z przeszłości – to wszystko złożyło się na dobry thriller psychologiczny! Bardzo dobry!

Co ciekawe, co kilkadziesiąt stron miałam wytypowanych podejrzanych! Dałam się wciągnąć w intrygę Autora i z zaskoczeniem odkryłam, że nie udało mi się rozwiązać zagadki! Kiedy byłam już pewna rozwiązania okazywało się, że jest ono zupełnie inne, ale po chwili znowu nabierałam podejrzeń! To było coś! Finalnie zbierałam z podłogi szczękę – zdecydowanie nie takiego zakończenia się spodziewałam! Zagadka godna mistrza! Po raz kolejny Tremayne udowodnił, jak świetnie pisze i jak świetnie czyta się to co napisał! Ciężko mówić o logice w przypadku tak dużej psychodeli, jednak po przeczytaniu całości uważam, że każdy element tej skomplikowanej układanki idealnie do siebie pasował!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Asystentka” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Cymanowski chłód – Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda

Nigdy nie byłam na Kaszubach. Nie dosłownie. Wielokrotnie przejeżdżałam przez te okolice, ale nigdy nie miałam okazji spędzić tam kilku godzin, nie mówiąc już o weekendowym pobycie. A szkoda! Region słynie z niesamowitych atrakcji regionalnych, pięknych widoków i niezniszczonej natury – nic dziwnego, że pisarski duet Witkiewicz&Darda wybrali właśnie to miejsce i ulokowali w nim akcję swoich powieści.

ZARYS FABUŁY

Listopad 2018. Cymanowski pensjonat na pełnych obrotach przygotowuje się do nadchodzącego sezonu zimowego, który będzie obfitował w przełomowe wydarzenia – ślub, narodziny dziecka, świętowanie rocznic. Pierwsze mrozy nawiedzają kaszubskie lasy i ukryte w nich bagna, wszystko wskazuje na to, że pierwszy atak zimy nastąpi niebawem…

W przedsezonowej krzątaninie każdy ma w co ręce włożyć, nie mówiąc już o własnych sprawach i zmartwieniach. A wiele powodów do zmartwień ma w szczególności Adam Kostuch. Rok wcześniej śmiertelnie potrącił swoją matkę i uciekł z miejsca wypadku, a jedynego świadka zdołał przekupić 50.000 złotych, które zdobył w okrutny sposób. Kiedy wszystko wydawało się wracać na swoje miejsce w życiu bohatera znowu pojawiają się gangsterzy, którzy żądają kolejnej krwawej przysługi…

BOHATEROWIE Z MORZEM TAJEMNIC

W „Cymanowskim młynie” Autorzy prześcigają się w pomysłach jak utrudnić życie bohaterom powieści. Nic nie jest tu proste i oczywiste. Nikt nie ma życia pozbawionego nagłych zmartwień i nieprzewidzianych wydarzeń. Ale każdy sobie z tym radzi, na swój własny sposób. A tych sposobów jest wiele – milczenie, wnikliwe czytanie poradników, przekupstwo, kłamstwo, a nawet zabójstwo. Przecież cel uświęca środki, prawda?

Książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów, które są opowiadane z perspektywy narratora oraz poszczególnych bohaterów. Zabieg ciekawy i udany, czytelnik ma szansę poznać myślenie i uczucia każdej ze stron. Jeśli miałabym wskazać głównego bohatera, byłby to Adaś Kostuch. Niezbyt szczęśliwe nazwisko, jednak pasuje idealnie! Kostuch swoim postępowaniem (głupim, nierozsądnym i pochopnym) zaciska na swojej szyi pętlę, która stopniowo zaczyna go dusić. Fatalna sytuacja, w której się znalazł jest tak naprawdę następstwem jednego, nieszczęśliwego wypadku, po którym następuje seria desperackich prób wyjścia z dramatu.

Nie tylko Adam ma sekrety. Właściwie każdy z bohaterów ukrywa przynajmniej jedną tajemnicę, a cele, do których podąża nie zawsze są szlachetne. Postaci są z krwi i kości – mają swoje pragnienia i obawy, które spędzają im sen z powiek. Szereg bohaterów może denerwować! Z mojej strony wyglądało to dość zabawnie – nie lubiłam większości mieszkańców Cyman, ale jeśli miałabym podać sensowny powód tej niechęci, raczej nie umiałabym go precyzyjnie określić. Najogólniej – większość bohaterów to osoby odpychające, nieprzyjemne i wredne. Ot co!

UPIORNE BAGNA I ZAGUBIONE DUCHY

Książkowe Cymany to tereny w znacznym stopniu zalesione – tylko gdzieniegdzie znajdują się skupiska domów, a pensjonat Jerzego Zawiślaka jest oddalony spory kawałek od nich. Dlatego kiedy w punkcie kulminacyjnym książki nie zdziwił mnie brak zasięgu, Internetu albo jakiegokolwiek zalążka cywilizacji – bohaterowie zostali wrzuceni w mroźne i zapomniane piekiełko.

Szczególnie nastrojowe są okoliczne bagna, które skrywają ciała zaginionych przed laty ludzi i zwierząt. Niejednokrotnie podczas lektury wyobrażałam sobie ciemne zagajniki, wilgotny mech, psujące się kory drzew, między którymi pałętają się zagubione dusze. Co ciekawe, spoczywają tam ciała nie tylko przypadkowych topielców, ale też tych, którzy zginęli w dwuznacznych okolicznościach… Jednak w przyrodzie nic nie ginie – dusze tragicznie zmarłych lub zamordowanych osób co jakiś czas ukazują się poszczególnym bohaterom albo dają im wyraźne znaki swojej obecności. Przyznam, że te liczne (na szczęście!) wątki podobały mi się najbardziej!

PODSUMOWANIE

Cymanowski chłód” to książka, która zaskakiwała mnie już od pierwszej strony! Połączenie thrillera i obyczajówki w tym wydaniu okazało się świetną receptą na miło spędzony wieczór! W powieści aż kipi od regionalnych odniesień związanych z kuchnią, tradycją i…duchami! A te aktywnie uczestniczą w życiu mieszkańców Cyman! Jeśli miałabym wymienić wątki, z którym można byłoby zrezygnować byłyby to te związane z gangsterskimi porachunkami. Jednak i one nie były takie złe! Podczas lektury znajdziecie kilka odniesień do poprzedniej części, co może przeszkadzać osobom, które jej nie czytały.

Pomysł na wielu narratorów? Świetny! Zawsze lubię poznać tę sama historię oczami różnych bohaterów!
Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, w zasadzie strony czytają się same! Akcja okazała się wartka, na tyle, że nie mogłam oderwać się od czytania!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Cymanowski chłód” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Cordelia – Winston Graham

Czasem myślę, że mam duszę rodem z XIX wieku. Wiktoriańską, jeśli mam być dokładna. Tak, chyba właśnie tak jest – dlatego wytrwale i namiętnie zaczytuję się w XIX-wiecznych powieściach. To zdecydowanie mój klimat! Dlatego z niecierpliwością czekałam na premierę „Cordelii„, która pod koniec października ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca. Wręcz ubóstwiany przeze mnie Winston Graham nie tylko mnie nie zawiódł! Po raz kolejny jestem oczarowana! I chociaż pierwsze wydanie „Cordelii” ukazało się w 1949 roku spokojnie można ją uznać za powieść w całości odnoszącą się do poprzedniej epoki.

ZARYS FABUŁY

Frederick Ferguson, jak przystało na szanującą się głowę domu, zmusza swojego niedawno owdowiałego syna Brooka do kolejnego małżeństwa. Wybór padł na jedną z córek miejskiego zegarmistrza Blacke’a – jasnowłosą Cordelię.

Kiedy Cordelia przyjeżdża do posiadłości Fergusonów wpada w zachwyt. Nigdy nie ukrywała, że marzy o bogactwie, służbie i pięknych strojach, jednak wielki domu, jego bogata i gustowna aranżacja wprawiają ją w zakłopotanie i poczucie, że nie do końca pasuje do nowego świata, w którym się znalazła. Sytuacji nie poprawia stary pan Ferguson, którego celem jest zdominowanie wszystkich mieszkańców domu. Początkowe niedomówienia i przepychanki przeradzają się w małą wojenkę, podczas której Cordelia nie może liczyć na pomoc z jakiejkolwiek strony (w tym ze strony swojego męża) i coraz częściej odczuwa potrzebę wyrwania się spod swoistej kurateli teścia.

Małżeństwo Cordelii zostało niespodziewanie zdominowane przez obawę o przyszłość (dziewczyna, wbrew członkom rodziny, nie marzyła o szybkim posiadaniu potomstwa), podobnie nagle i niespodziewanie pojawił się Stephen Crossley, młody, przystojny i szalenie ciekawy mężczyzna…

WIKTORIAŃSKI KLIMAT

Ach, co to była za podróż! Podróż do prężnie rozwijającego się Manchesteru, gdzie manufaktury i fabryki pracowały na najwyższych obrotach, kwitł handel zagraniczny, a kultura i sztuka przeżywały swoje najlepsze lata! Czy można wymarzyć sobie lepszą scenerię?!

Klimat „Cordelii” okazał się lepszy, niż mogłam przypuszczać! Wyobraziłam sobie każdą suknię, każdy mebel i najdrobniejsze szczegóły! Graham w niesamowity sposób oddaje ducha epoki wiktoriańskiej! I to w jakim stylu! Nie wiem jak on to zrobił, naprawdę chciałabym poznać tajemnicę Autora, który odwzorował każdy detal epoki, która skończyłam się na długo przej Jego urodzinami! Mistrzostwo świata! A język – cudowny, płynny, zachęcający!

GOTYCKIE TAJEMNICE

Cordelia” to romans gotycki, który składa się z niezliczonej liczby doskonale pasujących do siebie elementów. Tajemnice czuć na każdej stornie – każdy bohater pilnie strzeże swoich sekretów, każdy pokój ma swoją historię. Frederick Ferguson był dla mnie upiorny – pozornie miły starszy pan, nieco zbyt otyły, ale ze spokojną i radosną twarzą bez mrugnięcia okiem manipuluje mieszkańcami rezydencji – w efekcie wszyscy go szanują, niektórzy nawet się go boją.

Tytułowa Cordelia stawia wszystko na jedną kartę. Długo nie potrafi się zdecydować czy ważniejsza jest dla niej życiowa stabilność, czy miłość, której tak bardzo pragnęła. Wejście do rodziny Fergusonów okazało się dla niej trudniejsze niż myślała; nieznoszący sprzeciwu teść, tęsknota za rodziną, duch pierwszej żony Brooka, który nie daje nikomu o sobie zapomnieć…

PODSUMOWANIE

Jestem zachwycona. Zachwycona! Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autora, ale ta książka wprost zwaliła mnie z nóg! Proszę, nie przestraszcie się jej grubością – czyta się szybciej niż szybko (!), wręcz połyka się ją w całości! Klimat, intryga i styl w jaki została napisana sprawiły, że przeniosłam się do Manchesteru sprzed ponad 200 lat – do miasta przemysłowego, ale nie tylko! To miasta pełnego urokliwych miejsc, niebezpiecznych zaułków, w którym kwitnie zakazane uczucie!

Bohaterowie byli ujmujący! Każdy na swój sposób! Z każdym się polubiłam, każdego starałam się zrozumieć! Grahamowi udało się wykreować postaci silnej, choć chwilami niepewnej młodej kobiety, która targana skrajnymi emocjami postanawia postawić na swoim.

Niepotrzebnie obawiałam się zbyt dużej dozy romansu i dusznej atmosfery z nim związanej! Mnożące się tajemnice i humor to coś, czego nie brakuje tej powieści! Idealna równowaga tych elementów sprawiła, że „Cordelia” stała się jedną z moich ulubionych powieści kostiumowych!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Cordelia” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Odrobina czarów – Michelle Harrison

Kiedy dwa miesiące temu przeczytałam o planowanej premierze „Odrobiny czarów” nie mogłam się doczekać! Michelle Harrison i jej „Szczypta magii” urzekły moje serce, dlatego z wielką niecierpliwością odliczałam dni! I oto jest! 28 października i ona – książka w najpiękniejszej okładce tej jesieni!

ZARYS FABUŁY

Kiedy wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku Charlie, Betty i Fliss planują opuścić Wronoskał i udać się na wyprawę pełną przygód i magii. Podczas wielkiego sprzątania gospody ledwie zauważają przemoczoną, przerażoną i zawstydzoną dziewczynę – Błądkę, uciekinierkę z pobliskiego więzienia, która pragnie uratować swojego ojca.
Niedługo potem Charlie i Bunia zostają porwane przez tajemniczych mężczyzn – Betty i Fliss nie mają wyboru i decydują się wyruszyć w pełną mroku i niebezpieczeństw podróż.

BAŚNIOWY ŚWIAT CZARÓW

Lektura „Odrobiny czarów” sprawiła mi niezwykłą przyjemność! Przeniosłam się w pełen magii świat, który rządzi się swoimi prawami. Prawami, które wymagają zręczności, odwagi i odrobiny szaleństwa!

Uwielbiam baśnie i legendy, a ta książka opiera się właśnie na nich! Okrutni piraci, bardziej i mniej złośliwe duchy oraz prawdziwa magia. I siostrzana miłość, która jest w stanie przetrwać wszystko! Tej książce nie brakuje niczego! Bohaterki są wyraziste, a ich czyny wzbudziły mój podziw! I tak, mam słabość do małej Charlie – jej ostry jak brzytwa język nie traci swojego charakteru nawet wtedy, gdy dziewczynka boi się o życie swoje i ukochanej babci. Potęga miłości – to jest to!

SZALEŃCZE TEMPO AKCJI

Moje serce galopowało w rytm akcji – chwilami byłam bliska palpitacji! Czy w przypadku książki dla dzieci i młodzieży możliwa jest tak duża dawka adrenaliny? Zdecydowanie! Moja wyobraźnia pracowała non-stop! Przy „Odrobinie czarów” nie można nawet wspominać o nudzie, bo oprócz barwnych opisów niebezpiecznych przygód bohaterek spotykamy niepewność i mrok, którego nie powstydziłby się autor powieści grozy.

PODSUMOWANIE

Kocham „Odrobinę czarów”! I wiem, że Wy też ją pokochacie, równie mocno! Powieść dedykowana starszym dzieciom i młodzieży doskonale sprawdzi się jako wieczorny towarzysz długich listopadowych wieczorów, również dla osób dorosłych! Wspaniałe i poruszające opisy prawdziwej przyjaźni i miłości roztopiły moje serce. Totalnie mój klimat!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Odrobina czarów” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Stara zbrodnia nie rdzewieje – Iwona Banach

Wiecie jak kocham kryminały! Mój mózg jest zaprojektowany na pochłanianie tych historii – analizowanie zawikłanych intryg i niejednoznacznych śladów oraz typowanie podejrzanych. Tak, zdecydowanie to uwielbiam!
Sprawa komplikuje się trochę jeśli chodzi o komedie kryminalne…

ZARYS FABUŁY

Głuszyn. A w nim, w środku lasu, prawie niedostępny dla ludzi, stoi on. Pałacyk rodem z architektonicznego piekiełka. Pokraczny (choć z potencjałem), bez grama gustu i smaku (choć widać, że fundusze właściciela są bardzo pokaźne) wita gości i zaprasza do swoich luksusowych, pałacowych wnętrz. Problem w tym, że stwierdzenie „w środku lasu” nie wydaje się ani trochę przesadzone – nie dość, że do hoteu prowadzą tylko dwie mizernej jakości drogi, to jeszcze owy las jest pełen niedźwiedzi i naturalnych pułapek…

Właśnie w tym pałacyku goszczą laureaci konkursu literackiego – najlepsi z najlepszych, chociaż sami dokładnie nie wiedzą co było podstawą selekcji nadesłanych prac. Bo jak można porównywać literackie zmagania mocno początkujących osób, których wypociny to kompletnie różne gatunki? Horror, pikantny erotyk, kryminał i obyczajówka – swoisty misz masz, na dodatek w wykonaniu pisarzy-amatorów. Mocno podejrzane!

W ciągu kilku dni konkursowicze mają okazję poznać osobliwą papugę, zaliczyć całonocny melanż, kilkakrotnie się pokłócić i znaleźć trupa. A to dopiero początek wydarzeń w pałacyku, nad którym ciąży osobliwa klątwa…

ŚWIETNA INTRYGA W NOWOCZESNYM WYDANIU

Stara zbrodnia nie rdzewieje” to świetnie zapowiadająca się komedia kryminalna! Przyznam, że zdziwił mnie młodzieżowy styl, którym posługuje się Autorka – książkę czyta się bardzo płynnie i zadziwiająco dobrze! Kolejna sprawa to intryga – jest świetnie przemyślna, zagadki można spotkać na każdej stronie, wszystko mocno trzyma się kupy i logiki.

Mocną stroną powieści są jej bohaterowie! Mamy do czynienia z plejadą charakterów, skrajnie różnych i bardzo barwnych. Uwierzcie, każdy znajdzie tu swojego ulubieńca – począwszy od wzorowych policjantów kawalerów, przez zdystansowaną członkinię jury, przypominającą Cruellę De Mon, po kiczowato wystrojoną erotomaniaczkę.

CO POSZŁO NIE TAK?

Podczas lektury zdarzyło mi się kilka razy parsknąć ze śmiechu. Trafiałam na fragmenty zabawne i śmieszne, ale również niedorzecznie…głupie? Pospolite? Dziwne?
Nie przemawia do mnie postać papugi o dziwnym imieniu (osobliwym, które w niektórych okolicznościach uznaje się za obraźliwe słowo) oraz wyraz, którym owa papuga się posługuje. Przygotujcie się na intensywne z kur*owanie na każdej (prawie) stronie!

Zdecydowanie nie podobał mi się obraz wsi, który nakreśliła Iwona Banach.
Wsi zapyziałej, w której ludzie ledwie kończą podstawówkę i posługują się językiem przypominającym polski. Nie wspomnę, że opisywana miejscowość jest taką dziurą, że nie ma tam mowy o poprawnie działającym internecie (są takie miejsca, jednak owy brak internetu jest wówczas traktowany in plus!). Rozumiem, ze ma to czemuś służyć. Niestety niekoniecznie odnajduję ten ukryty (naprawdę dobrze zakopany) sens.

PODSUMOWANIE

Tak ciężko ocenić mi tę powieść! Wspaniała fabuła i zabawne wątki przeplatają się w dziwnym humorem i mocnymi schematami. Książka wkurza i bawi jednocześnie! Chyba bardziej bawi, jednak uśmiech na mojej twarzy przypominał skwaszoną grymasik. Miało być zabawnie, wyszło trochę żenująco i przaśnie.

Dalej uważam, że utkana literami intryga to mistrzostwo świata!
Na pewno spodoba się fanom kabaretów i niezobowiązujących komedii z wątkiem kryminalnym.

Moja ocena – 5/10!

[Książkę „Stara zbrodnia nie rdzewieje” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Tamta kobieta – Mary Kubica

Uwielbiam thrillery psychologiczne, w których nic nie jest oczywiste, a najbardziej nierealne scenariusze mają swoją szansę. I oczywiście to ciągłe napięcie, które zmusza do pobudzenia najbardziej zapomnianych szarych komórek. Dawno nie czułam się tak zbita z tropu, jak po książce Mary Kubicy Tamta kobieta„. Bo chociaż morderstwo i śledztwo z nim związane od razu podpowiadało rozwiązanie, to finał sprawy okazał się zupełnym zaskoczeniem.

ZARYS FABUŁY

Sadie i Will Foustowie byli idealnym małżeństwem – miłość od pierwszego wejrzenia, ślub, dziecko, kilka lat później kolejne. Do czasu…
Ze względu na dzieci Sadie decyduje się wybaczyć Willowi zdradę, która jest tylko jednym z wielu problemów rodziny. Nagła wiadomość o śmierci siostry Willa sprawia, że Foustowie decydują się na przeprowadzkę z wielkiego Chicago na małą, senną wysepkę w stanie Maine.


Opieka nad osieroconą bratanicą Willa (szesnastoletnią fanką ostrego rocka, czarnych ubrań i wymyślnych przekleństw), próby renowacji starego domu i nowa praca w przychodni sprawiają, że Sadie powoli przekonuje się do nowego życia, jednak brutalne zabójstwo młodej kobiety burzy sielankę prowincjonalnego miasteczka. Bohaterka nie czuje się bezpiecznie nawet we własnym domu, w którym znajduje dziwne przedmioty…

KLIMAT MROŹNEJ PÓŁNOCY USA

Klimat, w jakim utrzymana jest „Tamta kobieta” jest systematycznie budowany z każdą stroną – sielanka ustępuje miejsca niepewności, a ta z kolei zmienia się w grozę.

Senne miasteczko w stanie Maine to typowa amerykańska prowincja – wszyscy się znają, mieszkają w domach utrzymanych w podobnej tonacji, starają się utrzymywać dobre relacje sąsiedzkie. Życie na jednej wysepce i praca na drugiej wiąże się z pewnymi niedogodnościami – przeprawa promem zwykle uzależniona jest od pogody, której zdarza się płatać figle. To właśnie pogoda i towarzyszące jej zjawiska atmosferyczne w dużym stopniu wpływają na klimat powieści! Przeszywający mróz, zaspy i zamiecie śnieżne sprawiają, że bohaterowie są pozostawieni sami sobie. Tu rodzi się ich niepewność – czy służby porządkowe będą w stanie przedrzeć się przez zaspy, żeby uratować życie?

BOHATERKI I OCH DEMONY

Postać głównej bohaterki Sadie od początku wydaje się być niejednoznaczna. Doświadczona pani doktor jest żywicielką rodziny, z jednej strony bardzo samodzielną, a z drugiej niepewnie stąpającą po nieznanym gruncie. Jest bardzo ostrożna w relacjach z innymi – nie raz darzyło jej się być zawiedzioną postawą współpracowników, męża i syna. Przeprowadzka z Chicago niekoniecznie była spełnieniem jej marzeń, a opieka nad niezdyscyplinowaną nastolatką wydaje się być ponad jej siły. Punktem kulminacyjnym w przemianie bohaterki jest morderstwo popełnione w najbliższym sąsiedztwie – jej lęki odżywają, bezsenne noce sprawiają, że wycieńczona pracą zaczyna tracić panowanie nad sytuacją…

Camille to elegancka, pewna siebie singielka, która ma jeden cel – odzyskać coś, co straciła lata temu. Problem w tym, że tym „czymś” jest ktoś, a konkretnie młody pracownik naukowy, który kilkanaście lat temu uratował jej życie. Kobieta jest bardzo zdeterminowana i gotowa posunąć się bardzo daleko…

Najbardziej zaskakująca okazała się dla mnie postać Myszki – kilkuletniej dziewczynki, która po rozwodzie rodziców została z ojcem. Jej życie było niekończącą się bajką, w którym Myszka była traktowana jak prawdziwa królewna. Sielanka skończyła się w dniu, w którym ojciec dziewczynki przyprowadził młodą i bardzo piękną kobietę…

Bez wątpienia to właśnie bohaterki (i nieliczny bohaterowie) są najmocniejszą stroną powieści. Kubica w ciekawy sposób przedstawia role, które w przypadku rodziny Foustów są odwrócone – to mama pracuje i zajmuje się utrzymaniem domu, a tata opiekuje się dziećmi, robi pranie, sprząta i gotuje. Ciekawy zabieg, ostatnio bardzo modny! Osobiście kupiłam tę historię.

NIEPOKÓJ NA KAŻDEJ STRONIE

Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że Mary Kubica jest prawdziwą mistrzynią budowania napięcia! Robi to w dwojaki sposób: początkowo je dawkuje w małych ilościach, żeby potem wskoczyć na bardzo wysokie obroty i przerazić czytelnika! Z tym przerażeniem delikatnie przyszarżowałam, jednak zdarzały się momenty, w których wstrzymywałam oddech i z niepokojem czekałam na rozwój wypadków! Niepokoją bohaterowie i ich czyny, ale również miasteczko, w którym historia ma miejsce. Dopiero po czasie okazuje się, że każdy dom mieszczący się przy jednej ulicy skrywa swoje sekrety, czasem mroczne i potworne, a ich odkrycie może skończyć się źle.

PODSUMOWANIE

Powieść Mary Kubicy czyta się błyskawicznie! Wszystko za sprawą luźnego stylu, ciekawej fabuły i niezwykłych zbiegów okoliczności. Tempo akcji jest zawrotne, niejednokrotnie zdawałam sobie sprawę, że sytuacja nagle odwróciła się o 180o. Jednocześnie Autorka nie zanudza przydługimi opisami – wszystko jest jasne i konkretne, a napięcie rośnie z każdą kolejną stroną.

Przyznaję! „Tamta kobieta” wciągnęła mnie i nie potrafiłam oderwać się od czytania! Autorka w bardzo zręczny sposób łączy trzy, pozornie niezwiązane ze sobą historie i wprawia w osłupienie! Niepokój, który jest nieodłącznym elementem każdej strony jest fantastyczny, sprawia, że czytelnik MUSI NATYCHMIAST poznać kontynuację tej historii. Tajemnicze i mrożące krew w żyłach morderstwo okazuje się być jednym z elementów tej zagmatwanej opowieści, której pikanterii dodaje przekonanie, że nie można ufać nikomu, nawet sobie!

Jestem pewna, że lektura przypadnie do gustu fanom kryminałów i thrillerów, polecam ją szczególnie na długi jesienny wieczór! Dobra zabawa z nutką dreszczyku gwarantowana!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Tamta kobieta” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z