Bardzo długie popołudnie – Inga Vesper

Retro kryminały to mój konik. Od zawsze; dlatego z tak dużą ochotą sięgnęłam po powieść Ingi Vesper zapewniam Was – lepszego nie przeczytacie!

Kocham ją! Kocham powieść „Bardzo długie popołudnie” i bez zawahania napiszę, ze jest to jedna z powieści mojego życia! Doskonały, wyrafinowany kryminał, który w niezwykły sposób nawiązuje do końcówki lat ’50. Wiecie, jak uwielbiam retro kryminały i zapewniam Was – lepszego nie przeczytacie!

ZARYS FABUŁY

Joyce Haney znika w niewyjaśnionych okolicznościach i bez śladu…prawie, bo po jej zaginięciu pomoc domowa znajduje w wielkiej ekskluzywnej kuchni ogromną plamę krwi niewiadomego pochodzenia. Panna Ruby Wright nie tylko powiadomiła policję o zaginięciu swojej pracodawczyni (i ukrytej przyjaciółki), ale też zaopiekowała się dwójką jej dzieci. Niestety jej starania zostają niedocenione i młoda Afroamerykanka trafia za kratki – bez szczególnej przyczyny, głównie ze względu na kolor skóry. Dzięki wrodzonemu poczuciu sprawiedliwości detektywa Micka Blanke’a szybko zostaje wypuszczona i zaczyna swoje własne, ukryte śledztwo, które okaże się trudniejsze niż ktokolwiek przypuszcza…

ACH TEN STYL!

W tej powieści podobało mi się wszystko. Absolutnie wszystko! Delikatnie nonszalancki styl Ingi Vesper od razu mnie do siebie przekonał – trafione epitety, idealnie dobrane słowa, doskonale dialogi, a do tego niesamowity klimat południa. Właśnie ten styl, luźny (luzacki?) tak bardzo pasujący do mentalności Kalifornijczyków urzekł mnie najbardziej! Przez powieść płynie lekko, przyjemnie, ale z dreszczykiem na plecach, który towarzyszy już od pierwszego zdania. Świetnie skonstruowana, nieoczywiste intryga, która biegnie w kilku kierunkach równocześnie i porusza niezliczoną ilość wątków. Ale uwaga! Tu każdy, najdrobniejszy szczegół ma znaczenie, podpowiada w którym kierunku powinno podążać czytelnicze śledztwo. Wielokrotnie zostałam zwiedziona na manowce, dzięki czemu co kilka stron z dumą odkrywałam w jak złym kierunku podążała moja dedukcja!

TAJEMNICE BOHATERÓW

Główna bohaterka, Joyce, jest ekskluzywną panią domu, która prowadzi swoje domowe królestwo i w pełni oddaje się roli matki i żony. W tym przypadku pozory mylą jak żadne inne! Samej Joyce jest w powieści niewiele, a jej portret wyjaśnia się raczej ze spostrzeżeń innych bohaterów. Podobał mi się pomysł na mieszaną narrację, dzięki której mogłam śledzić akcje z różnych punktów widzenia. Szczególnie polubiłam Ruby – młodą, zadziorną, a jednocześnie znająca swoje miejsce Afroamerykanką, która okazała się piekielnie inteligentną i ambitną młodą dziewczyna o wielkim sercu i głowie pełnej marzeń.
Bohaterów jest cała masa, a łączy ich misternie tkana sieć pozorów i lepkich kłamstw, w której odnaleźć się może tylko wytrawny umysł!

A propos tajemnic! Każdy, dosłownie każdy bohater ukrywał swoje sekrety. Jedne były niewinne, zabawne, dziecinne, ale niektóre z nich okazywały się naprawdę mroczne. Sielanka bogatego osiedla w Santa Monica była jedynie słodką zasłoną, która skrywała okrucieństwo, niespełnione ambicje i tęsknotę za marzeniami. Będę szczera – Autorka wykreowała postaci, które są mistrzami kłamstwa, manipulacji i zacierania śladów!

50s

Sercem powieści jest jej klimat. Duszny, upalny, jak nieznośne kalifornijskie Słońce! Autorka w doskonały sposób oddała ducha lat pięćdziesiątych – zapracowanych, wiecznie nieobecni w domu mężczyźni, którzy pracują na dobrobyt swoich rodzin; rozmarzonych, idealnych pań domu; raczkujących praw kobiet oraz głębokich nierówności rasowych; a przy tym klasycznych samochodów, idealnych ogródków w lepszych dzielnicach oraz brudnych, zaśmieconych ulic „czarnych” dzielnic. Absolutne mistrzostwo świata!

Inga Vesper porusza dwa istotne problemy, z którymi mierzyła się Ameryka w połowie minionego stulecia. Po pierwsze prawa kobiet, które nie były tak szerokie jak obecnie i zawężone do społecznych oczekiwań oraz wszechobecny rasizm. Doskonale opisane zostały przykłady ohydnego traktowania Afroamerykanów przez białych właścicieli pięknych, bogatych posesji – niejednokrotnie otwierałam oczy ze zdumienia śledząc dialogi między bohaterami (Autorka pokusiła się również o dokładne opisanie mowy ciała, co dodatkowo potęgowało zamierzony efekt). Podobało mi się tak dokładane odwzorowanie realiów panujących w latach pięćdziesiątych! Bez zbędnego koloryzowania, bez upiększania. Było brutalnie, był ogień, pot i łzy!

PODSUMOWANIE

Czytajcie! Najdrożsi, czytajcie „Bardzo długie popołudnie”! To najlepszy retro kryminał, jaki czytałam i jedna z najlepszych powieści jakie kiedykolwiek miałam w dłoniach! Wspaniały debiut kryminalny, doskonale zaplanowany, świetnie napisany i cudownie wydany (ta okładka to kwintesencja American Dream!)! Inga Vesper w sposób najlepszy z możliwych zaprasza nas do minionej epoki i cudownej Kalifornii, gdzie każdy starannie strzeże swoich tajemnic!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Bardzo długie popołudnie” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Poszukiwaczka dzieci – Rene Denfeld

Jak często zdarza Wam się czytać powieści, które już po kilku stronach bardzo pozytywnie zaskakują? Mnie zdarza się to coraz częściej, na szczęście! „Poszukiwaczka dzieci” to fascynujący i trzymający w napięci thriller, który ma do zaoferowania bardzo wiele! A co jest w nim najlepsze? Otwiera zupełnie nową, niebanalną serię o Naomi Cottle!

ZARYS FABUŁY

Madison Culver zaginęła trzy lata temu podczas rodzinnej wyprawy po świąteczną choinkę. Słuch po pięciolatce zaginął, jednak w ciągu kolejnych lat nie odnaleziono jej ciała, dlatego zrozpaczeni rodzice zdecydowali się prosić o pomoc słynną poszukiwaczkę dzieci, Naomi Cottle, która zasłynęła niesamowitymi umiejętnościami. Młoda detektyw wraca do ukochanego stanu Oregon i zaczyna poszukiwania w krainie pełnej gęstych, zaśnieżonych lasów… Równocześnie decyduje się na duże odstępstwo od reguły – poszukuje kolejnego zaginionego dziecka, którego mama przebywa w więzieniu, chociaż jest przekonana o swojej niewinności.

NATURA, BAŚNIOWOŚĆ, A MIĘDZY NIMI CZŁOWIEK

Poszukiwaczka dzieci” to zaskakująca, ale i przejmująca historia o wieku płaszczyznach. Tu rzeczywistość miesza się z magią, a teraźniejszość ustępuje miejsca przeszłości. Rene Denfeld w wyjątkowy sposób opisuje naturę, która czasem wydaje się być magiczną, baśniową krainą, w której czas płynie w swoim tempie, naturalny cykl życia zamyka się w porach roku, a człowiek jest tylko jednym z wielu trybików. Uwielbiam sposób, w jaki Autorka opisuje przyrodę i jej naturalną potęgę! Ośnieżone lasy wydają się niedostępne, nietknięte człowieczymi palcami, a czas płynie w nich na swój osobny, pradawny sposób. Była w tym też pewna doza magii, baśniowej krainy skąpanej w płatkach śnieżnobiałego śniegu. Być może właśnie dzięki temu (a może: przez to) niektóre okrutne, niesprawiedliwe z punktu widzenia bohaterów fragmenty zdawały się być delikatnie lżejsze, dziejące się w zupełnie innej rzeczywistości.

DWUTOROWOŚĆ

Akcja poprowadzona jest z dwóch perspektyw – Naomi oraz Madison. Zupełnie nie przeszkadza mi fakt, że Autorka szybko ujawniła tajemnicę zaginionej dziewczynki, zdecydowanie wpłynęło to na plus całej historii. Historii, która wygląda zupełnie inaczej z perspektywy dorosłej kobiety, świadomej zagrożeń czyhających za każdym rogiem; i z perspektywy kilkuletniego dziecka, które nie rozumie otaczającej rzeczywistości i stara się w każdym człowiek odszukać iskierkę dobra.

Główna bohaterka, Naomi, z nieustępliwością i nadzwyczajną cierpliwością przeczesuje każdy skrawek Rezerwatu Skookum – jej intuicja jest wręcz imponująca, jednak czasem zagłuszana jest przez niejednoznaczne wspomnienia. A wspomnienia w przypadku młodej kobiety są kluczowe; Naomi sama buła zaginionym dzieckiem, które nigdy nie wróciło do rodzinnego domu…

NIEPOKÓJ

Niepokój i niepewność towarzyszyły mi od pierwszej strony. Napięcie zostało zbudowane już od pierwszych stron, stopniowo wzrastało, żeby na końcu osiągnąć moment kulminacyjny. Ale nie tylko opisów rozwoju wydarzeń się obawiałam; przerażały mnie fragmenty skupiające się na zaginionej Madison i okresie jej niewoli. Nastrój grozy potęgowany był przez częste opisy niedostępnej przyrody – te fragmenty szczególnie mi się podobały! Autorka porusza niesamowicie ważny, a jednocześnie przemilczany temat zaginięć i porwań dzieci.

PODSUMOWANIE

Przemyślana, piękna, naturalna, a jednocześnie baśniowa! Taka jest „Poszukiwaczka dzieci”. Książka niezwykła, szalenie niejednoznaczna i przejmująca. Uwielbiam! Uwielbiam ją całym sercem i na pewno kiedyś wrócę do tej historii, która zamknięta jest w przepięknej okładce! Zakończenie, które pozostaje otwarte sugeruje dalszą część perypetii Noemi, na które niecierpliwie czekam.

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Poszukiwaczka dzieci” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Ostatnia iluzja – Rhys Bowen

Mam słabość do retro kryminałów! Ostatnio miałam przyjemność czytać „Ostatnią iluzję” autorstwa Rhys Bowen – zupełnie nie umiem wyjaśnić jak to się stało, że dopiero teraz poznałam postać Molly Murphy. Nie dość, że zauroczyła mnie postać rudowłosej krzepkiej i delikatnie krnąbrnej Irlandki, to jeszcze klimat Nowego Jorku sprawił, że nie chciałam kończyć ten wspaniałej historii!

ZARYS FABUŁY

Młoda i ambitna detektyw Molly Murphy nie może narzekać na nadmiar zleceń; w dodatku narzeczony naciska ją, żeby po ślubie porzuciła pracę i zajęła się czymś przyjemniejszym – szyciem, gotowaniem i planowaniem dzieci. Młoda Irlandka woli jednak cieszyć się urokami teraźniejszości, dlatego z radością przyjmuje zaproszenie na występ iluzjonistów. Przedstawienie kończy się kompletną klęską – jedna z asystentek magika zostaje poważnie ranna, skutek czego dyrektor tematu odwołuje występny kolejnych artystów. Czy tragiczny wypadek był jedynie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności? Kiedy w Nowym Jorku zaczyna krążyć plotka o klątwie, Molly dostaje upragnione zlecenie… od tej pory wciela się w rolę asystentki słynnego mistrza iluzji!

MOLLY MURPHY

Och Molly, polubiłam Cię od pierwszej strony! Jesteś ciekawską, krnąbrną i czasami nieznośną dziewczyną, która wtyka nos w nie swoje sprawy!

Zdecydowanie polubiłam postać rudowłosej detektyw, która wyróżnia się nie tylko irlandzką urodą, ale również inteligencją, specyficznym humorem i niespotykaną błyskotliwością! Jej cięty język jest jej cechą rozpoznawczą, która budzi w jej narzeczonym mieszane uczucia. Ale Molly ma w sobie coś jeszcze! Empatia i chęć zrozumienia innych sprawiają, że zawsze stara się wysłuchać każdej ze stron, co sprawa, że jako detektyw odznacza się obiektywizmem. Byłam pod wrażeniem zaangażowania w rozwiązanie sprawy, która niejednokrotnie okazywała się niebezpieczna. Dalej zachwycam się tą młodą bohaterką, która przypłynęła z odległej Irlandii z jedną sukienką i malutkim bagażem najbardziej potrzebnych rzeczy – jej przedsiębiorczość i gotowość do pracy zaowocowała własną działalnością, mieszkaniem (skromnym, ale uroczym) oraz kilkoma przyjaźniami.

KLIMAT

Cała historia okazała się bardzo zagmatwana, liczne wątki niejednokrotnie wyprowadzały mnie w pole – właśnie na taki kryminał czekałam! Szalenie spodobał mi się retro klimat – Nowy Jork na początku XX wieku; pełen cudzoziemców pragnących lepszego życia, pachnący świeżym rogalika francuskimi, składający się z tysięcy urokliwych uliczek i niebezpiecznych zakamarków…

Autorka pisze nie tylko ciekawie, ale też w świetnym stylu, od którego nie można się oderwać! Wątki rozwijają się w niespodziewany sposób, a na końcu łączą się w logiczną całość. Przyznam, że intryga była niejednoznaczna i nieoczywista, a dwutorowo prowadzone śledztwo (śledztwo Molly i policyjne śledztwo jej narzeczonego) wydaje się nie mieć końca. Spodobało mi się nawiązanie do iluzji i magii – książka aż kipi od ciekawostek związanych z występami iluzjonistów, opisami szalonych sztuczek i nieprawdopodobnych pokazów.

PODSUMOWANIE

Rhys Bowen to druga Agatha Christie, nie przesadzam! Musicie sięgnąć po jedną z historii o Molly! Na pewno dacie się porwać jej energii i osobistemu urokowi oraz zagadki, nad którymi pracuje! Książka napisana jest w doskonałym stylu, akcja jej dość statyczna, ale ilość wątków i opisów otoczenia sprawia, że strony czytają się same! Gorąco polecam!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Ostatnia iluzja” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Gorsza – Jarosław Czechowicz

Ciekawie jest czytać książkę, której akcja dzieje się w dobrze znanym mieście – to naprawdę pomaga w wyobrażaniu sobie poszczególnych scen i przeżywaniu czytanej treści jeszcze mocniej. Kolejne spotkanie z twórczością Jarosława Czechowicza okazało się bardzo udane, na tyle, że chyba zacznę częściej sięgać polskie thrillery psychologiczne.

ZARYS FABUŁY

Magda jest czterdziestokilkuletnią pracowniczką krakowskiego MPK. Jej życie jest monotonne – niedawny rozwód, brak stałej paczki znajomych i zmęczenie po długich zmianach sprawiają, że bohaterka najlepiej czuje się w swoim wielkim domu w ekskluzywny dzielnicy (spokojnie, dostała w spadku). Cały porządek jej codzienności burzy się w ciągu jednego tygodnia, podczas którego spotyka trzy kobiety, dawne „koleżanki” ze szkoły. Stare i głęboko ukryte wspomnienia powracają i z impetem burzą spokój, nad którym pracowała tyle lat. W głowie Magdy rodzi się makabryczny pomysł, który udaje jej się zrealizować z pomogą zaufanego przyjaciela.

Przy okazji – 12 godzin to naprawdę długo…

AUTOBUSEM PO KRAKOWIE

Jak wspomniałam na początku – dobrze czytało się książkę, której akcja dzieje się w moim Krakowie. Doskonale wiedziałam jak wyglądają ulice, po których poruszają się postaci. Jednak nigdy nie przypuszczałam, że akcja powieści będzie się częściowo toczyć w autobusie, którym zdarza mi się jeździć do pracy. Nie wiem czy to doświadczenie okazało się dobre w skutkach – od zakończenia lektury bardzo skrupulatnie unikam linii 144! Wracając do samego Krakowa – biegła znajomość miasta ułatwiła mi poruszanie się w fabule; w gorszej sytuacji mogą znaleźć się czytelnicy, dla których Kraków jest obcy, a opisy tras, ulic i osiedli mogą być nużące.

KONSTRUKCJA I ROZBUDOWANE PODŁOŻE PSYCHOLOGICZNE

Ciekawa konstrukcja zapewnia szersze spojrzenie na sprawę, a liczne retrospekcje ułatwiają zrozumienie motywów, którymi kierowała się główna bohaterka. Powieść zaczyna się dość niecodziennie – relacja trzech, a w zasadzie dwóch zdesperowanych i śmiertelnie przerażonych kobiet wprowadza niepewną atmosferę. Chwilę potem Autor zmienia miejsce, czas i bohaterów, co prowadzi do pewnej konsternacji. I tak przez całą powieść.

Szczególny nacisk położony został na analizę psychologiczną – to było mistrzostwo świata (przy którym, niestety, ucierpiało trochę napięcie thrillera)! Bohaterowie to zwyczajni ludzie nękani przez problemy przeszłości – Jarosław Czechowicz porusza bardzo ważny problem nękania w szkole; dzieci bywają okrutne, ale ich zachowanie nie zawsze wynika wyłącznie ze złej natury. Opisywane sytuacje, które spotkały Magdę w pełni tłumaczą jej późniejsze zachowanie – momentami ciężko było mi pogodzić się z jej losem, jako dziecko doświadczyła rozbudowanej przemocy psychicznej, fizycznej i ekonomicznej, z którą musiała radzić sobie zupełnie sama. Zapewne przez to (dzięki temu) stała się silną, samodzielną, ale również pełną zachowawczości kobietą.

PODSUMOWANIE

Pięknie wydana książka z bardzo ważnym przesłaniem! Przy okazji dobrze przemyślana i napisana, idealna na jednej wieczór – długo zostanie w mojej głowie! Zakończenie, które od początku wydawało się oczywiste – zaskoczyło mnie i tylko w części zgadzało się z moimi przewidywaniami! Polecam szczególnie osobom gustującym w thrillerach psychologicznych, w których brutalność nie odgrywa kluczowej roli.

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Gorsza” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Trzydziestka – Tomasz Żak

Miało być przełomowo, fantastycznie, nowatorsko. Niestety „Trzydziestka” okazała się do bólu przewidywalna, chaotyczna i niezrozumiała. Niestety tego debiutu nie mogę zaliczyć do najbardziej udanych, a szkoda, bo pomysł nie był taki zły!

ZARYS FABUŁY

W dniu swoich 30 urodzin Tomasz Pałecki otrzymuje 30 ciosów nożem, a jego ciało mordercy wyrzucają poza miastem. Niedługo potem zwłoki znajduje przypadkowy przechodzień (a raczej jego pies – przecież to zawsze musi być pies!), a informacja o makabrycznej śmierci syna burmistrza szybko dociera do miejscowych mediów. Wnikliwe śledztwo szybko doprowadza służby do wniosków – wiele osób miało konkretny motyw, żeby zamordować słynącego z hulaszczego trybu życia Pałę. Czy brutalne zabójstwo mogło mieć związek z wyborami? Jak rodzina poradzi sobie z tak dużą tragedią?

CZY TO NA PEWNO KRYMINAŁ?

Muszę złapać oddech, pomyśleć i jak najszybciej zapomnieć o tej dziwnej powieści. Zapowiadało się świetnie – wyszło kiepsko. Język pełen wulgaryzmów, dziwnych slangów (modnych dawno temu), luzacko rzucanych myśli w ogóle mi nie odpowiadał. Oczywiście, czasem takie zabiegi są potrzebne, ale nie w co drugim zdaniu, jakby wtłoczone na siłę i bez większego przekonania. Wątki miały duży potencjał (naprawdę!), ale ciągłe mieszanie polityki, śledztwa, miłości, problemów z akceptacją siebie…chwilami bolała mnie głowa. No i wreszcie przejdę do sedna. Coś mało kryminału w tym kryminale. Oczekiwałam ciągłej akcji, postępującego napięcia, a dostałam garstkę miasteczkowych porachunków i porządkową dawkę psychologicznej obyczajówki.

BOHATEROWIE

Niestety nie tylko fabuła jest słabą stroną tej powieści. Liczne postaci nie wyróżniają się przebiegłością, sprytem czy humorem. Są zblazowane, nudne, wiecznie senne, a przede wszystkim denerwujące. Tomasz Żak poświęcił zdecydowanie za dużo czasu na analizę przeszłości każdego z bohaterów, zamiast skupić się na wprowadzeniu minimalnej dawki adrenaliny. Z zaskoczeniem odkrywałam powiązania każdego (dosłownie) mieszkańca małego miasteczka z władzą, władzy z policja, policji z chuliganami (słowo „mafia” nie będzie adekwatne w tym przykrym wypadku). Owych powiązań jest za dużo, świat polityki jest dziwny i niejednoznaczny, ale chyba nie aż tak. Było jedno światełko w tunelu – całkiem zabawne okazały się fragmenty opisujące „rządy Króla” oraz siatka kontaktów stworzona przez lokalne władze.

PODSUMOWANIE

Świat przedstawiony w „Trzydziestce” jest jednym wielkim chaosem. Bohaterowie oprócz posiadania najgorszych cech nie mają nic do zaoferowania. Irytowały mnie ciągłe przepychanki pseudo detektywów pracujących nad rozwiązaniem zagadki brutalnego morderstwa. W tym kryminale zabrakło właśnie kryminału, który zszedł na drugi, a może nawet trzeci plan. Za to na pierwszym gościły przekleństwa, wulgaryzmy i mocno „wyszukany” język, cały zabieg okazał się zbyt na siłę, sztuczny. Książka taka sobie, niedługo o niej zapomnę, chociaż wy tym wypadku to chyba nawet dobrze!

Moja ocena – 3/10!

[Książkę „Trzydziestka” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

W zamknięciu – Kate Simants

Debiuty mają to do siebie, że nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Mogą okazać się hitami na miarę i zapewnić swoim twórcom zaszczytny tytuł literackiego odkrycia roku, ale mogą okazać się też totalnym szmirem, który zostanie źle przyjęty przez większość czytelników. Ach te debiuty, nigdy z nimi nic nie wiadomo… Nie wierzę, że „W zamknięciu” to debiut. A jeśli jednak to prawda – zasługuje na miano debiutu roku (tak, wiem, że jest dopiero marzec)!

ZARYS FABUŁY

Strach jest nieodłącznym elementem życia każdej istoty. Pojawia się nagle, niespostrzeżenie wychodzi z najciemniejszego kąta, podpełza cicho i bezszelestnie, żeby w mgnieniu oka sparaliżować i przyprawić o brak oddechu… Najgorzej jest, gdy ktoś boi się samego siebie, a raczej kogoś, kto w nim drzemie.

Dziewiętnastoletnia Ellie Power mieszka z kochającą mamą, spotkała się z uroczym chłopakiem, jest wolontariuszem w szpitalu i wydaje się być taka, jak tysiące innych dziewczyn. W tym wypadku pozory mylą jak mało kiedy! Zdarzają się noce, podczas których Ellie przemienia się w Siggy, która niszczy wszystko, co stanie jej na drodze. Dlatego każdej nocy dziewczyna zamykana jest w swoim pokoju i marzy tylko o tym, żeby po przebudzeniu wszystkie zamki były dalej zamknięte. Ellie nie jest do końca pewna kiedy zmienia się w Siggy, która przejmuje władzę nad jej ciałem i umysłem – po przebudzeniu nie jest w stanie przypomnieć sobie nie więcej niż kilka urwanych obrazów z minionej nocy… Dlatego kiedy Matt znika w tajemniczy sposób dziewczyna obawia się najgorszego!

AKCJA, AKCJA, AKCJA

Pierwsza strona i… dzieje się! Tempo akcji jest zawrotne i przyprawia o szybsze bicie serca! Nagłe wydarzenia zaskakują oraz przerażają, a jednocześnie sprawiają, że nie sposób oderwać się od książki! Historię poznajemy z dwóch perspektyw – chorej na zaburzenia osobowości Ellie oraz detektywa Mae prowadzącego śledztwo; spodobało mi się zestawienie tak różnych narratorów i ich perspektyw! Kate Simants mąci, plącze w wyprowadza w pole. W mistrzowski sposób zostawia wiele śladów, które nagle urywa lub zmienia ich kierunek. Atmosfera gęstnieje i wydaje się, że zmierza w jasnym kierunku, ale nagle trop okazuje się błędny!

ELLIE, MAE I SPÓŁKA

Muszę podkreślić, że bohaterowie są mocną stroną tej książki! To silne i pewne siebie postaci, które nie cofają się przed niczym. Nie tylko główni bohaterowie zasługują na fanfary; tutaj każdy jest ważny i ma swoją misję. Czasem wydawało mi się, że każda z postaci ma coś, co skrzętnie i pieczołowicie ukrywa, nawet przed najbliższymi – wspomnienia przeszłości powracają do nich jak rozpędzony bumerang. „W zamknięciu” to thriller psychologiczny wyróżniający się utrzymaniem ciągłego napięcia oraz dużą ilością nieprawdopodobnej sieci skomplikowanych wątków, ale jest w nim co jeszcze! Autorka opisuje skomplikowaną relację matki z córką, opartą wyłącznie na miłości i jednostronnym zaufaniu – Christine nigdy nie może do końca zaufać Ellie!

Skupmy się jednak na głównych bohaterach. Ellie Power jest przede wszystkim zagubioną i przerażoną młodą kobietą, która nie może w pełni korzystać z uroków codzienności i żyje w obawie, że może skrzywdzić najbliższe sobie osoby. Jej skomplikowana kreacja wzbudza ciekawość i popycha do zgłębienia się w trudną sytuację – Ellie jest niejednoznaczna i niezwykła; jej silny charakter czasem ustępuje paraliżującemu strachowi, który w każdym momencie może przemienić się w złość lub w… Siggy. Ta druga jest z kolei wielką tajemnicą, nieznaną zawodniczką, która sieje spustoszenie, zniszczenie i śmierć. I nikt do końca nie wie skąd się wzięła!

Detektyw B. Mae jest dobiegającym wieku średniego rozwodnikiem, którego kariera w policji chwilowo stoi w miejscu. A wszystko przez zdarzenie z przeszłości, która natrętnie go męczy. Mężczyzna wydaje się być znudzony życiem i pracą, a jednym światełkiem w jego codzienności jest ukochana córka Miś oraz sprawa Ellie, która niespodziewanie przywraca policjantowi chęć do pracy i działania; jest jak paliwo napędowe, dzięki któremu kroczy naprzód.

PODSUMOWANIE

Kate Simants ambitnie i w wielkim stylu wkroczyła na literackie salony, mam nadzieję, że rozgości się w nich na długo! Świetny styl, fantastyczny pomysł na fabułę (zakończenie mnie zaskoczyło, jak mało które) i niepokój, który udziela się już od pierwszej strony – tu nic nie jest pewne! Książkę czyta się w oka mgnieniu, a kolejne tropy nie pozwalają oderwać się od lektury. „W zamknięciu” to świetny thriller – dreszczowiec, który zachwyci wszystkich fanów tego gatunku! Miejmy nadzieję, że to dopiero początek wspaniałej kariery literackiej Autorki!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „W zamknięciu” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Rozgrywka – Allie Reynolds

Kojarzycie film „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”? Wszystko zapowiadało się świetnie – James Bond wyrusza w kolejną misję, boskie widoki ośnieżonych szczytów, ciekawa koncepcja, niezły scenariusz. W skrócie: duży potencjał. Ale film okazał się klapą, najmniej lubianą częścią, a George Lazenby Bondem więcej nie został.
Z „Rozgrywką” jest podobnie – wielki potencjał, świetny zamysł, mroźny klimat górskich szczytów… w efekcie ten „porywający i mrożony krew w żyłam thriller” okazał się rozwodnioną klapą, nigdy więcej!

ZARYS FABUŁY

Dziesięć lat po tajemniczym zaginięciu młodej snowboardzistki piątka jej przyjaciół spotyka się w sportowym kurorcie mieszczącym się na szczycie lodowca. Seria dziwnych zdarzeń uzmysławia bohaterom, że znaleźli się w pułapce, która jest częścią przerażającej gry mającej rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia sprzed lat. Uwięzieni w schronisku zaczynają podejrzewać się wzajemnie, a każde z nich ma sporo do ukrycia. Problem polega na tym, że telefony komórkowe i wszelki sprzęt elektroniczny zostały skradzionego, a kolejka górska, która przetransportowała bohaterów na szczyt jest zepsuta. Sytuacji nie poprawia fakt, że niektórzy z obecnych mają dziwne wrażenie, że w niektórych miejscach czują perfumy, których używała uznana za zmarłą Saskia.

ZMARNOWANY POTENCJAŁ I DZIWNI BOHATEROWIE

Szkoda! Szkoda, że tak wspaniały potencjał został w zupełności niewykorzystany. Początkowo byłam mocno zaintrygowana pomysłem na fabułę, licznymi retrospekcjami, ogólnym zamysłem. Ale im bardziej zagłębiłam się w historię, tym mniej byłam zaciekawiona. Bohaterowie okazali się sztuczni, dziecinni, naiwni. Narratorka, Milla, to trzydziestokilkulatka zwracają szczególną uwagę na owłosienie męskich rąk i nóg, rozmiar klatki piersiowej i wyczekującą najbardziej odpowiedniego momentu, żeby zadać przeciwnikowi cios, najlepiej w krocze (powtórzone kilkukrotnie). Pozostali bohaterowie nie byli lepsi, zdawali się być jak nastolatki uwięzione w ciałach dorosłych. Typowo szczeniackie zachowania zupełnie nie pasowały do kreacji, która wyłaniała się ze szczegółowych opisów wyglądu.

Główny problem „Rozgrywki” polegał na zupełnej nierealności. O ile snowboardowe sztuczki mogły niektórych ciekawić, to pomysł na umieszczenie ultra ekskluzywnego ekspresu do kawy w młodzieżowych schronisku wydawał się co najmniej dziwny. Podobnie z naciąganą naiwnością i skrajną głupotą bohaterów – niestety tu nic nie trzymało się kupy.

PODSUMOWANIE

Niestety nie czułam tu przerażającego klimatu, mrocznych tajemnic i nagłych zwrotów akcji; zamiast tego dostałam liczne wspomnienia o zabarwieniu erotycznym, ciągle powtarzające się podejrzenia i dziwne rozkminy dotyczące zejścia pieszo ze szczytu lodowca. Szczerze się zawiodłam.
Nie było to dobre, a zapowiadało się na thriller półrocza!

Moja ocena – 3/10!

[Książkę „Rozgrywka” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Czarny Bałtyk – Maciej Paterczyk

Już kilka razy miałam przyjemność trzymać w swoich rękach przepięknie wydane powieści, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Lira, ale żadna z nich nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak najnowsza powieść Macieja PaterczykaCzarny Bałtyk„.

ZARYS FABUŁY

Hotel Czarny Bałtyk uchodził przed wojną za synonim elegancji, luksusu i dobrego smaku, a w ciągu kilku ciężkich oraz niespokojnych lat po jego dawnej świetności pozostało tylko mgliste wspomnienie. Mimo fatalnych warunków, niepewnej sytuacji politycznej i agresywnych protestów do Kołobrzegu przybywają dziesiątki obywateli spragnionych nadziei na lepszą przyszłość, a oddalony od miasta hotel położony na szczycie stromego klifu jest wypełniony po brzegi, a wolny pozostaje jedynie tajemniczy pokój 108. Wkrótce i on zostaje wynajęty przez młodą śliczną dziewczynę, która następnego dnia rano zostaje znaleziona martwa…

ALTERNATYWNA RZECZYWISTOŚĆ, ZAWIŁA INTRYGA I TAJEMNICZE MORDERSTWA

Czarny Bałtyk” to mistrzowska historia o alternatywnej powojennej rzeczywistości! Dałam się porwać tajemnicom zapyziałego hotelu, który podzielony na część polską i żydowską odzwierciedlał nastroje panujące w społeczeństwie. Zręcznie skonstruowana intryga oraz pomysłowe połączenie kilku wątków składa się na cholernie dobrą książkę, od której nie można się oderwać! Klimat grozy i tajemnicy przeplata się z ruchami i przemianami społecznymi. Autor zadbał, żeby bohaterowie reprezentowali szerokie spektrum charakterów, jednocześnie o nikim nie można powiedzieć, że jest dobry lub zły. Bohaterowie są z krwi i kości, ich nastroje są zmienne jak sztorm na Bałtyku.

Przy okazji muszę wspomnieć o tle powieści – w mieście Kołobrzeg znajdującym się na Ziemiach Odzyskanych panują nieciekawe nastroje społeczne, które w każdej chwili mogą eskalować w poważny konflikt. Zarówno w Czarnym Bałtyku, jaki i poza jego murami nikt nie może czuć się pewnie i bezpiecznie. Atmosfera przyprawia o wypieki na policzkach!

KLIMATYCZNY HOTEL NA STROMYM KLIFIE

Niesamowity klimat nadbałtyckiej miejscowości budzi świetne skojarzenia. Kojący szum fal, zapach sosnowych lasów rosnących na wydmach i pachnące rybami porty. W takich okolicznościach klimat rodzi się sam, w zestawieniu z zimową, nieprzyjemną i złowrogą aurą nie ma lepszej scenerii na tajemnicze i brutalne morderstwa. Sam hotel wydaje się być idealnym miejscem do popełnienia przestępstwa – stary, słabo oświetlony budynek chyli się ku upadkowi, a jego mroczne podziemia skrywają nie jedną przerażającą tajemnicę!

PODSUMOWANIE

Fakt, że tajemnica zostaje rozwiązana na samym końcu (byłam bardzo zaskoczona!) i pozostawia w głowie natłok przeróżnych myśli jest najlepszym, co Autor mógł zafundować czytelnikowi! Do końca nie jestem pewna która z postaci była moją ulubioną i która tajemnica okazała się najciekawsza. „Czarny Bałtyk” to powieść kompletna w każdym calu – trudna zagadka, realistyczni bohaterowie i hotel rodem z horroru!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Czarny Bałtyk” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

W cieniu Babiej Góry – Irena Małys

Pod Babią Górę jeżdżę od małego! Najpierw do zaprzyjaźnionej gospodyni, pani Ani (spędzaliśmy tam całe ferie), a potem na wakacje do Dziadków. Okolice Zawoi, Zubrzycy Górnej i samej Babiej Góry znam całkiem dobrze, a ludzi, którzy tam mieszkają polubiłam za szczerość i miłość do kultury regionalnej! Nie mogłam zatem przegapić książki, której akcja dzieje się na Babiej Górze i w okolicznych miejscowościach! Z najnowszą, debiutancką książką Iwony Małysy W cieniu Babiej Góry” wiązałam wielkie nadzieje – zaczęło się dobrze, potem było jeszcze lepiej, ale na końcu coś poszło nie tak.

ZARYS FABUŁY

Baśka Zajda po nieudanej akcji zostaje zdegradowana i przeniesiona z Krakowa do Zawoi. Jako policjantka małego komisariatu znajdującego się cichej i spokojnej miejscowości nie może narzekać na nadmiar obowiązków. Podczas wieczoru panieńskiego swojej przyjaciółki Izy bierze udział w wycieczce do schroniska Markowe Szczawiny na Babiej Górze i nie ma zielonego pojęcia jak tragicznie skończy się ta wyprawa… Ciało dwudziestodziewięcioletniej Izy znaleziono przy szlaku, tuż obok schroniska – rany na głowie dowodziły morderstwa, a podejrzany był każdy turysta, który minionej nocy był na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego.

DOBRY POMYSŁ

W cieniu Babiej Góry” to pomysłowo wymyślona i napisana książka, która bez problemu zaciekawi każdego czytelnika. Sprytnie poprowadzona narracja skupia się na dwóch wydarzeniach: zabójstwie młodej dziewczyny i prowadzonym śledztwie, które mają miejsce w 2019 roku oraz katastrofie lotniczej z 1969 roku, kiedy na zboczu góry rozbił się samolot z 53 osobami na pokładzie. I zdecydowanie te „historyczne” fragmenty podobały mi się bardziej! Odpowiadał mi schyłek lat ’60, lasy pełne wilków i obfite w opady śniegu zimy – w takich warunkach klimat przychodzi sam, Autorka w ogóle nie musiała się o niego przesadnie starać!
Irena Małysa w ciekawy sposób opisuje społeczność mieszkańców najdłuższej wsi w Polsce – lokalni celebryci, grupki koleżanek-płotkarek i starzy górale, którzy mają niejedno do ukrycia… a przy tym sporo gwary góralskiej i piękne opisy dzikiej przyrody.

PROBLEM Z WARSZTATEM

Co w pierwszej kolejności zrobiło na mnie dziwne wrażenie? Brawura, której tu pełno! Dwa morderstwa w spokojnej miejscowości to aż nadto, kolejne były po prostu zbędne, w dodatku – ręka, noga, mózg na ścianie (tutaj: na szybie samochodu) – niektóre fragmenty ocierały się o absurdalną mało zabawną komedię kryminalną. Wartka akcja i niesamowicie duża ilość wątków sprawia, że bohaterowie giną w natłoku wydarzeń, są ich tłem, dopełniają liczne dziury w fabule, ale czy nie powinno być odwrotnie? Mam wrażenie, że wątek homoseksualny został wciśnięty na siłę – mógł być całkiem ciekawie rozwinięty, tym bardziej, że jego bohater to jedna z najbardziej wyrazistych i lubianych przeze mnie postaci! Nie do końca podoba mi się też obraz Ukraińców, który został przedstawiony w powieści – według mnie jest mocno naciągany i krzywdzący (Autorko, nie każdy gangster musi być Ukraińcem, a takie wrażenie odniosłam po przeczytaniu książki).

PODSUMOWANIE

Debiuty nie są łatwe, dlatego pozostaje nadzieja, że z czasem warsztat Autorki ulegnie poprawie – nie jest źle, jednak do dobrego, przełomowego kryminału tu jeszcze daleko. Mocno drażniący jest fakt, że książka była reklamowana jako zupełna nowość na polskim rynku…cóż, ja tu nowości i przecierania szlaków nie widzę. Jednak mocno trzymam kciuki, seria „Kuna” dopiero się rozkręca, a zakończanie, które pozostało otwarte może okazać się naprawdę ciekawe! Mam duży problem z oceną, ponieważ dysonans między potencjałem, a wykonaniem jest w tym przypadku naprawdę duży. Nic nie zmieni jednak faktu, że fabuła wciąga, a całość czyta się w oka mgnieniu! Dodatkowym, tym razem czysto wizualnym plusem, jest okładka – piękna!

Moja ocena – 5,5/10!

[Książkę „W cieniu Babiej Góry” możesz kupić TUTAJ!]

Schronisko – Sam Lloyd

Sięgając po „SchroniskoSama Lloyda wiedziałam, że mogę spodziewać się rewelacji? Skąd wiedziałam? Intuicja, nic więcej! Nie zawiodłam się na mojej starej przyjaciółce, która podpowiadała mi, że ta debiutancka książka będzie jedną z najlepszych w swoim gatunku! Lubicie napięcie związane z czytaną książką? Jeśli tak – ta pozycja będzie idealna!

ZARYS FABUŁY

Trzynastoletnia Ellisa kocha szachy, które są jej całym światem. Kiedy nadchodzi dzień Młodzieżowego Grand Prix jest skupiona i gotowa, żeby pokonać wszystkich przeciwników. Po pierwszych trzech zwycięstwach następuje krótka przerwa, podczas której dziewczynka idzie do niedaleko zaparkowanego samochodu, jednak nie wraca do sali, w której ma stoczyć kolejny pojedynek – zostaje uprowadzona…a jej gra dopiero się rozpoczyna! Podczas niewoli poznaje rok młodszego Elijaha, który okazuje się jej jedyną nadzieją na odzyskanie wolności. Nic jednak nie jest oczywiste, może poza faktem, że chatka, w której znajduje się nastolatka jest odcięta od świata i znajduje się w środku zapomnianego przez wszystkich lasu.

Równolegle toczące się policyjne śledztwo ujawnia wstrząsające szczegóły porwania. Grupa śledczych stara się przede wszystkim skupić na motywach porwania, tych jednak trudno szukać. Porywacz zostawia dziwne ślady, zdaje się bawić z policją i rodziną Elissy w kotka i myszkę.

GRA TAJEMNIC

Niewątpliwie pomysł na fabułę okazał się strzałem w dziesiątkę! Nastoletnia dziewczyna obdarzona ponadprzeciętną inteligencją zostaje porwana i zdana na łaskę porywacza…oraz własnej taktyki! A tę umiejętność ma opanowaną w najdrobniejszym szczególe. Lloyd tworzy całą sieć tajemnic, które wiążą się z opuszczoną i podniszczoną chatkę w środku lasu. A w niej przerażona mała dziewczynka i chłopiec, który nieudolnie stara się podtrzymać ją na duchu. W pierwszej chwili nasunęła mi się myśl o starej bajce o Jasiu i Małgosi. I rzeczywiście, młodzi bohaterowie zaczęli nazywać się tymi imionami, jednak ich intencje okazały się skrajnie różne – Elissa w mocno wyrafinowany próbowała wykorzystać łatwowiernego Elijaha, a ten tylko szukał przyjaciółki, z którą mógłby rozmawiać na każdy temat. Magłosia chciała jak najszybciej wydostać się z podziemnego więzienia, a Jaś pragnął, żeby została tam już na zawsze.

MROK

Klimat jest jednym z kluczowych elementów tej powieści! Mroczny, wilgotny las, do którego nie zbliżają się turyści. Czy może istnieć lepsze miejsce do realizacji ohydnych, bestialskich i chorych fantazji? Niejednokrotnie czułam przybierający na sile niepokój, który gwałtownie wzrastał, gdy akcja powieści przenosiła się do zatęchłej, niewygodnej i ciemnej piwnicy. Autor doskonale opisał zmianę, która nastąpiła w głównej bohaterce – z uśmiechniętej i szczęśliwej dziewczynka stała się przerażoną, ale równocześnie wyrachowaną zawodniczką, która czeka na jedno małe potknięcie swojego przeciwnika. Mrok wkroczył w duszę Elissy, która zapomniała o wygodach i skupiła się na podstawowych potrzebach, gwarantujących jej przeżycie. Ale ten sam mrok czai się również za drzwiami piwnicy i jest najlepszym przyjacielem zagubionego Elijaha…

PODSUMOWANIE

Dalej nie mogę uwierzyć w to, że „Schronisko” jest debiutem! Najlepszym debiutem z jakim miałam kiedykolwiek do czynienia! Książka nie tylko porywa od pierwszej strony, ale również wprowadza wewnętrzny niepokój związany z niepewnością. Ciarki na plecach towarzyszyły mi przez cały czas, zdarzało się, że odkładałam książkę, kiedy emocje związane z przerażeniem i bólem małej bohaterki były zbyt duże. Kilka oddechów wystarczyło, żebym na nowo wciągnęła się w ten mroczny klimat pełen zagadek i pułapek. Lloyd nie skupia się jedynie na małej, ciemnej piwnicy – wiele wątków związanych jest z przeżyciami rodziny zaginionej oraz pracą policjantów i wyrzeczeniami z nią związanymi.

Pomysł z szachami? Genialny! Dzięki niemu wydawało mi się, że cała fabuła to jedno wielkie pole gry. Gry, w której zwycięzca może być jeden, a przegranego czeka śmierć. Ale gra nie toczy się tylko w książce. Sam Autor zdecydował się zagrać z czytelnikiem – udało się! Wiedziona po cienkiej nitce nie odkryłam rozwiązania zagadki aż do ostatniej strony! Niepewność udzielała mi się co chwila, jednak nie byłam w stanie założyć aż tak nieoczywistego rozwiązania. Duża ilość wątków pchała moje myśli w różnych kierunkach, jednak ani przez pół sekundy nie mogłam podejrzewać, że połączą się one w tak szokującą całość! Absolutnie fantastyczna sprawa! Dla takich thrillerów chce się czytać! A te dwie nieprzespane noce? Było warto!

Pozostaje mi jedynie niecierpliwie czekać na kolejne powieści Sama Lloyda! A Ciebie, Drogi Czytelniku zachęcam do tej lektury!

Moja ocena –10/10!

[Książkę „Schronisko” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z