Historia świata na czterech łapach – Mackenzi Lee

Nie ma co – jestem psiarą, która kocha każdego wesołego czworonoga! Psy były obecne w moim życiu od zawsze, a każdy z nich był w pewien sposób niezwykły i niepowtarzalny. Kiedy przeczytałam o polskim wydaniu książki Mackenzi LeeHistoria świata na czterech łapach” wiedziałam, że będzie to jedna z najciekawszych pozycji w mojej biblioteczce!

KSIĄŻKA DO HISTORII

Historia świata na czterech łapach” to zabawnie i sprytnie napisana książka do historii! Tak, tak, dobrze widzicie! Autorka w kilkudziesięciu opowiadaniach przemyca całkiem sporą ilość dat i związanych z nimi postaci – polityków, władców, odkrywców. O czym są te opowiadania? O psach i związanych z nimi historiami, które śmieszą, ciekawią, szokują, a nawet przerażają!

OSTRY JĘZYK I NIEBANALNY STYL

Mackenzi Lee w szczególny dla siebie sposób opisuje pozornie zwyczajne historie, które pod jej piórem okazują się niezwykłe! Zabawa słowem nie należy do najprostszych, jednak w tym wypadku widać wypracowany i dopracowany (!) warsztat.

Autorka nie szczędzi słów krytyki pod adresem… i tu pojawia się jedyny minus książki. Mackenzi Lee bez pardonu wplata w ciekawe historie swoje poglądy i uprzedzenia. Z częścią z nich się zgadzam i jestem za nimi całym sercem, jednak w książce skierowanej dla młodszych (czy na pewno dla młodszych – o tym za chwilę) mogła darować sobie polityczne wstawki.

Z kolei bardzo podobały mi się niekoniecznie eleganckie, a wręcz chwilami wulgarne i ekspresyjne opinie dotyczące ohydnych i sadystycznych postępowań niektórych naukowców, żołnierzy, filozofów i zwykłych obywateli – zdecydowanie nie powinni mieć żadnych żywych stworzeń pod swoją kuratelą! I tutaj wrócę na moment do kwestii, o której wspomniałam wcześniej

PRZEPIĘKNE WYDANIE

Wydanie „Historii na czterech łapach” jest jednym z najpiękniejszych wydań jakie ostatnio widziałam – bez przesady! Przepięknym i niesamowicie dopracowanym! Każda ilustracja idealnie pasuje do dedykowanej historii, ciekawostki są wyszczególnione, a „PSYPISY” opatrzone uroczym znaczkiem (przyznam, że właśnie na te ciekawostki na końcu każdej historii czekałam najbardziej!).

Och, nie mogę się na nią napatrzeć!

PODSUMOWANIE

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak miał na imię pierwszy corgi królowej Elżbiety, dlaczego Ivan Pawłow był ohydnym i bezdusznym sadystą (szok, prawda?) albo kiedy po raz pierwszy nazwano psa – ta książka jest dla Was! Wzrusza, rozśmiesza, zaciekawia i złości! Książka opiera się na ciekawostkach z różnych epok i różnych stron świata i stanowi swoistą encyklopedię psich osobistości!

Polecam! Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Historia świata na czterech łapach” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Granica – Erika Fatland

Z Eriką Fatland miałam przyjemność już kilka lat wcześniej. Norweska pisarka i antropolożka zdobyła moją sympatię swoim genialnym reportażem Sowietstany, w którym opisała swoją podróż po Turkmenistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Kirgistanie i Uzbekistanie. Zauroczona książką z wielką niecierpliwością czekałam na kolejną. I nie rozczarowałam się – „Granica. Podróż wokół Rosji przez Koreę Północną, Chiny, Azerbejdżan, Gruzję, Ukrainę, Białoruś, Litwę, Polskę, Łotwę, Estonię, Finlandię i Norwegię oraz Przejście Północno-Wschodnie” w polskim przekładzie ukazała się w kwietniu 2019 roku.

EURAZJATYCKA PODRÓŻ

Wielomiesięczna podróż Eriki Fatland rozpoczyna się w Koreańskiej Republice Ludowo-Deokratyczne (gdzie odpowiednie zginanie karku jest umiejętnością niezbędną), a kończy w północno-norweskim Kirkenes (miejsce mocno odludne). Autorka odwiedza czternaście państw – różnie je wiele lub bardzo wiele, a łączy jedno – sąsiadują z Federacją Rosyjską.

W „Granicy” Fatland zabiera nas w niezwykłą podróż. Podróż geograficzną, historyczną, polityczną i kulturoznawczą. W każdym punkcie swojej wyprawy poznaje i nawiązuje bliskie relacje z ludźmi – politykami, dziennikarzami oraz zwyczajnymi tubylcami, którzy chętnie dzielą się z nią opowieściami na temat swojego regionu. Zdarza się, że historie osób zamieszkujących to samo miasto różnią się od siebie diametralnie. Ich spojrzenie na świat ukształtowane jest pozycją społeczną, doświadczeniami i wychowaniem. Ale to właśnie te (czasem skrajnie różne) opowieści stanowią serce tej książki.

SPOTKANIE Z HISTORIĄ

Wielkim walorem lektury jest również jej bogactwo w fakty historyczne. Erika Fatland przypomina nawet bardzo odległe czasy, starając się podkreślić kontekst historyczny i jego wpływ na współczesność. Jest przy tym stosunkowo obiektywna i logiczna, bierze pod uwagę wiele aspektów, które są często pomijane w różnego rodzaju mediach. To ogromny plus, zważywszy na fakt, że wychowała się w kraju tak bardzo różniącym się od tych, które odwiedziła. Autorka idzie też o krok dalej – na wielu stronach zastanawia się nad ich przyszłością i perspektywami; właśnie tu spotkałam się z obszernymi opisami ubóstwa, próbami pozbawienia podstawowych praw a nawet człowieczeństwa. Chwilami wręcz bolało.

• • •

Książka podzielona jest na cztery części: Morze, Kaukaz, Azja, Europa. Krótkie rozdziały urozmaicone są wieloma kolorowymi fotografiami (niektóre zrobione były z ukrycia), które dokładniej obrazują regiony które odwiedziła Autorka. Reportaż połknęłam – sprawna narracja, elastyczny język i wiele dialogów sprawiają, że czyta się go szybko. Niektórych nudzić mogą akapity historyczne, fakt, jest ich naprawdę sporo i jeśli kogoś nie interesuje szczegółowa historia danego miejsca, etymologia nazwy lub rozbudowany opis działań bojowników (i wiele innych!) powinien odpuścić sobie tę lekturę.

PODSUMOWANIE

Nieczęsto zdarza mi się czytać reportaże, w których autor skupia się tak bardzo na zwierzeniach rozmówców i towarzyszących im emocjach. Niejednokrotnie wpatrywałam się z niedowierzaniem w całe akapity i zastanawiałam się „jak to możliwe?„. Erika Fatland przedstawia Rosję jako kraj pełen skrajności i różnorodności – na tym polega jego wyjątkowość. Relacje z krajami sąsiadującymi są równie skrajne, a stosunki polityczne bardzo dynamiczne.

Z całą pewnością nie jest to klasyczny reportaż. Wiele w nim wątków historycznych i dialogów, a „luźny” język sprawia, że czytając miałam chwilami wrażenie, że mam w rękach powieść. To plus i minus jednocześnie. Minusem jest również nieco schematyczne skonstruowanie reportażu, a jednoczesny (również chwilowy) brak konsekwencji – zdarzało mi się zastanawiać w jakim etapie podróży znajduje się Autorka. Na szczęście plusów jest znacznie więcej! Zachwyciły mnie opisy morskich widoków – wzburzony Ocean Arktyczny, wszędobylskie mewy i uroczy staruszkowie, którzy po wynurzeniu się ze swoich kajut ochoczo brali udział w ożywionych dyskusjach. Rozpływałam się nad charakterystyką strojów kobiet, które Fatland spotkała w Mongolii i Korei oraz portretem nadmorskiej Odessy i zakorkowanej stolicy Ułan Bator.

Z ręką na sercu – polecam!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Granica” możesz kupić TUTAJ]