Odeszło, zostało – Jennifer Croft

Czasem życie pisze najlepsze opowiadania i scenariusze. One nie tylko wydają się prawdziwie – są najprawdziwsze! I chociaż „Odeszło, zostałoJennifer Croft to fikcja literacka, cały czas towarzyszyło mi dziwne wrażenie… Jakim cudem Autorka była w stanie wczuć się w uczucia swoich postaci? Czy wiedziała o nich coś więcej, a może nawet je znała?

ZARYS FABUŁY

Amy i Zoe są siostrami dorastającymi w małym miasteczku. Po pierwszym wypadku Zoe wszyscy zgodnie uważają, że był on dziełem przypadku i nieostrożności dziewczynki. Po pewnym czasie okazuje się, że kolejne wypadki są owocem rozrastającego się guza mózgu… Siostry zostają rozdzielone, a przedłużająca się tęsknota powoduje narastającą frustrację, która sprawia, że z każdym dniem dziewczynki oddalają się od siebie. Amy dorasta, na jej drodze pojawiają się pierwsze poważne decyzje, kolejne sympatie łamią jej serce, a niekończące się zainteresowania mają okazję zostać zgłębione. Tymczasem Zoe doświadczona chorobą i związaną z nią rekonwalescencją patrzy na świat zupełnie inaczej!

PRAWDZIWA

Głęboka, prawdziwa i pełna uczuć; właśnie taka jest najnowsza powieść J. Croft. Od początku towarzyszyło mi wrażenie, że każda została napisana ze swoistą troską i miłością. Proste i szczere dziecięce spostrzeżenia obfitują w głębokie emocje, które wraz z dorastaniem stają się bardziej świadome i wyważone. W każdym kolejnym rozdziale śledziłam dorastanie dziewczynek, ich radości i smutki, w końcu chorobę, która kończy dziecięcą sielankę. Po dokładnym przesiedzeniu życiorysu Croft okazuje się, że opisywana w książce Amy jest dokładnym odbiciem Autorki – książka staje się więc zbiorem wspomnień, a może nawet pamiętnikiem.

JĘZYK ŻYCIA

Proste wypowiedzi są kwintesencją tej opowieści. Właśnie dzięki tej nieskrępowanej żadnymi wzniosłymi hasłami formie historia „Odeszło, zostało” okazuje się wielopłaszczyznową opowieścią o życiu. Ciężko jest ubrać we wzniosłe słowa normalność i zwyczajność, a właśnie te kwestie są rdzeniem tej opowieści. Urywki wspomnień, migawki chwil zajmują każdą stronę pamiętnika, którym Autorka dzieli się z czytelnikiem. Ze łzami w oczach śledziłam uczucia dojrzewające w młodym sercu, szczególnie te związane z chorobą najbliższej osoby i próby pogodzenia się z trudną sytuacją. Urzekły mnie również fotografie przedstawiające chwile – randomowe momenty, które Croft uwieczniła ze znanych tylko sobie powodów.

PODSUMOWANIE

Ta niesamowita podróż w głąb siebie i swoich wspomnień oczarowuje! Dawno nie czytałam tak prawdziwej opowieści o życiu, które wiąże się z miłością, radością, ale również tęsknotą, cierpieniem i złością. Autorka raczy czytelnika migawkami wspomnień, z których składa się jej opowieść; osobista, pełna bólu i żalu, ale również pięknych, wzruszających chwil.

Polecam z ręką na sercu! Wspaniała uczta!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Odeszło, zostało” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Rzeczy, które spadają z nieba – Selja Ahava

Ale to było świetne! Wzruszające, zaskakujące, a chwilami rozśmieszające! O powieści fińskiej pisarki mogłabym napisać tysiące wspaniałych słów, jednak jeśli miałabym użyć jednego, określiłabym ją jako PRAWDZIWĄ.

Podobny w życiu każdego zapalonego Czytelnika co jakiś czas pojawiają się książki, które zmieniają nastawienie do niektórych spraw. W tym pierwszym kwartale tego roku za taką książkę uznaję „Rzeczy, które spadają z nieba” !

ZARYS FABUŁY

Różne rzeczy spadają z nieba – ryby, pająki, meteoryty, drzwi samolotów, pioruny. Nie sposób stwierdzić w jakim momencie dnia w i jakim miejscu coś spadnie komuś na głowę, zmieni czyjeś życie lub je zakończy. Równocześnie los okazuje się łaskawszy dla innych i zsyła im niesamowitą porcję szczęścia i powodzenia.

Na „Rzeczy, które spadają z nieba” składa się kilka opowieści, z których za najciekawszą można uznać narrację kilkuletniej dziewczyny Saary, której matka ginie od uderzenia bryły lodu spadającej z nieba. Poza tym poznajemy historię dwukrotnej zwyciężczyni loterii pieniężnej, człowieka pięciokrotnie trafionego przez piorun oraz kobietę noszącą w sobie dziecko ze zdeformowanymi kończynami.

DZIECIĘCY PUNKT WIDZENIA

Historia od początku porusza swoją szczerością, chociaż Autorka opowiada o nieprawdopodobnych przypadkach, które jednocześnie przerażają i fascynują!
Najbardziej ujęła mnie relacja opowiadana z perspektywy kilkuletniej Saary. Dziewczynka wykazuje się nadzwyczajną spostrzegawczością i ciekawością. Jak każde dziecko opisuje świat z wrodzoną szczerością, prostotą i rozbrajającym zachwytem nad najprostszymi rzeczami. Jej myśli są pełne bólu i tęsknoty za mamą, która uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, które dziecko tłumaczy sobie na swój sposób. Miałam łzy w oczach, kiedy czytałam fragmenty, w których Saara opisuje mamę, która zapadła jej w pamięci. Ze strzępków wspomnień wyłania się portret kobiety, żony i matki, która daje się zapamiętać w różnych sytuacjach i niczym obrazki w stopklatce przewija się w myślach córki.

TRAGEDIA I KOMIZM

Selja Ahava łączy elementy tragedii i komizmu – z niespotykaną zręcznością i błyskotliwością urywa strzępki uczuć i stawia je w jednej linii. Rozbrajająca szczerość to znak rozpoznawczy Autorki i jej bohaterów, którzy namacalnie zetknęli się ze śmiercią, bólem i tęsknotą, żyją w pół-świecie, w którym starają radzić sobie z silnymi emocjami, żeby po pewnym czasie móc wrócić do realnego świata, w którym na nowo mogą czerpać radość z życia.

Nieoczywista forma potęguje ciągle powracające pytanie: czy los bawi się naszym życiem? W jaki sposób wyjść z głębi cierpienia i bólu? I czy z tragedii może wyniknąć coś dobrego? W świecie przedstawionym w powieści nic nie jest proste! Dom, który ma być oazą spokoju i zapewniać bezpieczeństwo staje się miejscem śmierci, stary dwój ciotki okazuje się być przyjemną kryjówką, w której można się zaszyć i pozostać w ukryciu przez wiele godzin, a bogactwo wcale nie upraszcza życia, tylko skłania do trudnych refleksji. I tylko od bohatera zależy w jaki sposób zinterpretuje otaczające go znaki.

PODSUMOWANIE

Rzeczy, które spadają z nieba” to powieść o nieskończenie dużej ilości wątków, które kryją w sobie niezmierzone pokłady emocji. To od czytelnika zależy które drzwi otworzy, nad którym nieszczęściem będzie się zastanawiał – czy zacznie myśleć o psychice dziewczynki, która straciła mamę i pielęgnuje w głowie wspomnienia o niej, a możne o baranku Bunie, który wesoło biegał z małą Saarą, a w konsekwencji skończył jako kotlet na jej talerzu? A co z ciotką Annu, która z dnia na dzień stała się milionerką kochającą wełniane rękodzieło? Właśnie to jest najpiękniejsze w Ahavy! Niejednoznaczność, która skłania do daleko idących (a jednocześnie niewymuszonych) wniosków.

Przez „Rzeczy, które spadają z nieba” się płynie. Każde zdanie głęboko odciska się w głowie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Chaos, który można spotkać na każdym kroku niesie ze sobą radość, szczęście, ból i stratę! I właśnie za to kocham literaturę skandynawską – minimalizm i pozornie prosta i surowa forma, która jest pełna magnetyzmu!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Rzeczy, które spadają z nieba” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Trzynasta opowieść – Diane Setterfield

Przepadałam! Zaczytałam się w „Trzynastej opowieści” bez opamiętania! Gotycki klimat, pilnie strzeżone tajemnice, wrzosowiska Yorkshire, po których błąkają się duchy… to absolutnie mój klimat! Po ostatniej powieści Diane SetterfieldByła sobie rzeka” byłam przekonana, że ciężko będzie o piękniej opowiedzianą historię, która porusza i chwyta ze serce co najmniej tak mocno i przejmująco, a jednak!

ZARYS FABUŁY

Margaret Lea od lat pomaga ojcu prowadzić stary antykwariat, a jej głównym zadaniem jest dbanie o porządek na półkach i w archiwach. Kiedy bohaterka znajduje na schodach zaadresowany do siebie list, którego nadawcą okazuje się być znana i ceniona autorka bestsellerów Vida Winter, jest jednocześnie zdumiona i zaniepokojona. Z treści korespondencji jasno wynika, że gwiazda pióra prosi o napisanie biografii, w której autorka ujawni swoją prawdziwą historię. Problem w tym, że Margaret nie zna ani jednej powieści literackiej celebrytki. Kiedy podejmuje decyzję o przeczytaniu wszystkich powieści Winter jej wybór pada na „Trzynaście opowieści”, którą pochłania w ciągu jednej nocy – okazuje się, że zbiór opowiadań zawiera jedynie 12 opowieści…

Jaka tajemnica wiąże się z przeszłością staruszki? Czy Vida Winter jest równie tajemnicza jak jej powieści? Jaką grozę kryje gotycka posiadłość i o czym miała być trzynasta opowieść autorki?

TAJEMNICZA BOHATERKA

Polubiłam postaci Margaret oraz wiekowej Vidy. I chociaż bohaterki różniło prawie (słowo klucz!) wszystko – stworzyły wspaniały duet! Obie kobiety okazały się błyskotliwymi i czujnymi obserwatorkami, niesamowicie wrażliwymi i oddanymi swoim przekonaniom. Setterfield już od pierwszej strony konsekwentnie buduje atmosferę niepewności i tajemnicy, które czają się za każdym regałem. I o ile sekret Margaret znany jest już od początku, o tyle Vida Winter skrywa swoją tajemnicę do samego końca – być może dlatego tak szalenie wytrwale czytałam kolejne rozdziały!

Szczególnie ciekawą osobą okazała się Vida Winter. Wiekowa staruszka zaskakiwała mnie w każdym momencie! Z jednej chwili była niedostępna, złośliwa i schorowana, żeby moment później przeistoczyć się w rezolutną, zabawną i opowiadającą z tęsknotą w głosie staruszką o młodej duszy! Bohaterka świadomie wprowadza w błąd swoją rozmówczynię i utrzymuje ten trend do samego końca; oczywiście oszukała też mnie! Nie domyśliłam się jaką tajemnicę skrywała w czeluściach swojego serca, a relacja, jaka łączyła ją z najbliższymi być zadziwiająca. A może nie było jej wcale?

PRAWDZIWA UCZTA

O czym jest „Trzynasta opowieść”? O miłości do książek, o szacunku do przeszłości, o zbrodni i wielkiej tajemnicy oraz o potędze uczucia, które jest silniejsze niż wszystko inne. Diane Setterfield pisze pięknie, wzniośle i ciekawie – jej język jest subtelny i sensualny, a jednocześnie utrzymuje nutkę tajemniczości. Dawno nie miałam w rękach tak cudownej książki, która tak bardzo przypomina mi ukochane XIX-wieczne dzieła. Rozpływałam się nad każdą stroną, niejednokrotnie wracałam do poprzedniej, żeby jeszcze raz rozpłynąć się nad wspaniałym opisem gotyckiej biblioteki, pięknego angielskiego ogrodu, czy misternie opisanym oknom (naprawdę, to było coś!). A wszystko opowiedziane w starej posiadłości w Yorkshire, przy ciepłym ogniu kominka i sypiącym śniegu na oknem…

PODSUMOWANIE

Z żalem odłożyłam „Trzynastą opowieść” na półkę. Już nie mogę doczekać się dnia, w którym zdecyduję się przeczytać ją ponownie! Chciałabym znowu odpłynąć na długie godziny, błądzić po gotyckiej posiadłości i przechadzać się w najpiękniejszych ogrodach! Ta powieść elektryzuje i rozkochuje czytelnika w swojej treści! Zawiła zagadka, przerażająca przeszłość i niedokończona opowieść, a to wszystko opisane w pięknym i romantycznym języku. Intrygująca historia, która rozczula, zaskakuje i niepokoi, taka właśnie jest „Trzynasta opowieść„. Najpiękniejsza!

Moja ocena –10/10!

[Książkę „Trzynasta opowieść” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Kobieta w lustrze – Eric-Emmanuel Schmitt

Tegoroczny wrzesień obfituje w hitowe premiery. I oto kolejna z nich! W tak pięknej, tak jesiennej okładce kryje się niesamowita historia trzech kobiet! „Kobieta w lustrze” to wspaniała powieść Erica Emmanuela Schmitta, która sprzedała się w ponad 50 000 egzemplarzy, a na zdjęciu możecie zobaczyć jej piąte (!) wydanie!

ZARYS FABUŁY

Anne jest młodą, niezwykle piękną dziewczyną, która lada chwila ma wyjąc za mąż, jednak stłuczone lustro odbiera jako przestrogę i znak, że jej droga wiedzie przez zupełnie inną ścieżkę… Po serii niewyjaśnionych wydarzeń Anne zostaje uznana za mistyczkę wybraną przez Boga, z pomocą znajomego zakonnika trafia do elitarnego zakonu, gdzie pod czujnym okiem przełożonych może zgłębiać tajemnice wiary.

Hanna po kilku miesięcznej podróży poślubnej wraca do Wiednia, gdzie wiedzie wygodne i pełne przepychu pałacowe życie. Po długich staraniach kobieta zachodzi w upragnioną ciążę i jest przekonana, że jej życie ulegnie diametralnej zmianie…

Życie Anny nie przypomina życia klasycznej dwudziestoparolatki. Dawna dziecięca gwiazda filmowa pnie się po drabinie kariery, zdobywa kolejne nagrody, propozycje filmowe. Świat, w którym żyje okazuje się bezlitosny – dziewczyna popada w liczne nałogi, które kończą się wielotygodniową terapią…

ANALIZA KOBIECEJ NATURY NA PRZESTRZENI WIEKÓW

Schmitt doskonale oddaje realia każdej z epok – XVI wiek, początek XX i okolice 2010 roku. Autor dokonuje dogłębnej analizy kobiecej natury, która – jak się okazuje – na przestrzeni wieków wcale nie uległa ogromnej zmianie! Bohaterki podświadomie czują, że ich życie może polegać na zupełnie czymś innym, niż dyktują to narzucone społecznie i kulturowo konwenanse. Każda z nich ma zapewnioną wygodną i stabilną przyszłość, jednak wewnętrzny głos zmusza je, być iść pod prąd i odnaleźć prawdziwą siebie!

FORMA

Kobieta w lustrze” jest powieścią składającą się z trzech (pozornie) oddzielnych opowieści. Historię Anne i Anny opisane są przez narratora, a Hannę poznajemy przez listy, które pisze do swojej krewnej. Nieczęsto zdarza mi się mieć w rękach książki „skonstruowane” w tej sposób, na początku byłam wręcz lekko sceptyczna, czy ta forma okaże się przystępna! I tak! Jestem bardzo zaskoczona jak dobrze i płynnie się ją czytało – wszystko za sprawą świetnej składni i stylu, do którego przyzwyczaiłam się już po kilku stronach!

PODSUMOWANIE

Dawno nie czytałam tak cudownej powieści! Długo zastanawiałam się jak Autor połączy wątki kobiet, które nie żyją nawet w jednej epoce. Efekt tego zabiegu okazał się strzałem w dziesiątkę! Historia jest utrzymana w spokojnej i płynnej narracji, jednak nie brakuje w niej punktów zwrotnych, zabawnych momentów, wzruszających opisów i przejmujących smutkiem wyznań. To książka o kobietach dla kobiet! Jestem pełna podziwu dla Schitta, który tak dogłębnie i dokładnie analizuje składniki kobiecej duszy.

Przeczytajcie „Kobietę w lustrze”! To wspaniała i poruszająca powieść o odwadze i sile przy jednoczesnym braku zrozumienia i niepewności związanej z kreowaną przez siebie przyszłością.

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Kobieta w lustrze” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Świeży – Nico Walker

Dziś o książce, którą wielu określa jako jedną z najbardziej kontrowersyjnych pozycji ostatnich lat. I tak, i nie. Na pewno Wasz pogląd zmieni się delikatnie jeśli założycie, że Nico Walker to odbywający karę więzienia eksżołnierz, który decyduje się przedstawić swoją historię. Historię jakich (wbrew pozorom) wiele, dlatego powinna być ona lekcją i przestrogą zarazem.

ZARYS FABUŁY

Świeży” to historia o wiecznie naćpanym młody chłopaku, który nie ma pomysłu na swoje (wątpliwej jakości, nawet dla niego samego) życie. Decyduje się zaciągnąć do wojska, gdzie odbywa solidne szkolenie z zakresu pierwszej pomocy, po czym zostaje wysłany na misję do Iraku. Trudne losy żołnierskiej niedoli (chwilami hardcore!) umilają mu jedynie rzadkie telefony do Emily i rzadkie wyprawy do miasta. W końcu misja dobiega końca, bohater wraca na stare śmieci i…ma dokładnie ten sam problem – nie ma pomysłu na siebie. Brak pieniędzy i nałogi doprowadzają go do ostateczności – zaczyna kraść i napadać na banki, a to nie wróży nic dobrego…

JĘZYK, TREŚĆ I PRZESŁANIE

Świeży” to historia delikatnie inne niż wszystkie. Inaczej napisana (język jest okrutnie wulgarny, zdania są krótkie i naładowane emocjami), z innymi bohaterami (czytając miałam wrażenie, że są z innej planety) i bardzo ponurym oraz przykrym obrazie rzeczywistości. Jaka jest owa rzeczywistość? Brutalna? Może trochę. Wymagająca? Nie bardziej niż wszystkie inne. Prawdziwa! O tak! I zapewne właśnie to boli najbardziej. Autor nie patyczkuje się z formowaną treścią – jest seksistowski, agresywny i zły. Zły na siebie i cały świat. A przy tym przeraźliwe samotny, pragnący bliskości, szczerego uczucia i akceptacji.

LIFE IS BRUTAL

Najlepsze (a może najgorsze) jest to, że Nico Walker „jedynie” spisał SWOJE doświadczenia i wspomnienia. Autor odsiaduje teraz swój wyrok w więzieniu – historia, którą napisał jest to bólu ociekająca emocjami, a piekło wojny i uzależnienia, o którym wspomina są niewyobrażalne! Chwilami miałam wrażenie, że bohater pęknie z nadmiaru złych emocji i zastanawiałam się jak jeden człowiek jest w stanie udźwignąć tyle złości.

PODSUMOWANIE

Książkę skończyłam szybko, jednak przemyślenie jej treści zajęło mi długie godziny! Lubicie wymagające lektury? Ta książka jest dla Was! Ona wręcz zmusza do przestawienia myślenia na zupełnie inne tory! To co dla nas jest szokujące, ohydne i ordynarne – tam jest codziennością.
Polecam! Zdaję sobie doskonale sprawę, że książka nie przypadnie do gustu wszystkim z uwagi na formę. Jednak warto poświecić jej czas, bo wnioski, które można z niej wyciągnąć są bardzo, bardzo głębokie. Czy książka jest szokująca? Nie dla mnie – uważam, że to coś na kształt „spowiedzi” w mniej klasycznej wersji.

Nietypowa jest też sama okładka! Jej faktura i delikatnie zarysowana czaszka rzucają się w oczy i w przedziwny sposób przyciągają!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Świeży” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Niewidzialni – Roy Jacobsen

Jak zmieścić niewyobrażalną ilość emocji i przeżyć na niespełna 300 stronach? Nie znam na to przepisu, jednak nie jest on obcy pisarzom skandynawskim, którzy zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Wśród nich znalazł się Roy Jacobsen i jego książki – niesamowite w swej surowości, a jednocześnie piękne i uniwersalne!

ZARYS FABUŁY

Rodzina Barrøy żyje na wysepce tak małej, że mieszczą się na niej tylko Barrøy’owie i kilka zwierząt.
Życie na Barrøy (nazwisko rodziny bierze się od nazwy wyspy) jest do bólu powtarzalne – nudna codzienność sprowadza się do dbania o inwentarz, domowych porządków, ciągłych napraw sieci i codziennych połowów. Nie lada atrakcją jest podróż do miasta, które znajduje się na głównej wyspie – można tam kupić kandyzowany cukier, kury, materiał na ubrania i drewno. Nowinki techniczne są niechętnie przyjmowane przez głowę rodziny, a wszelkie spotkania z cywilizacją są odbierane z dużą dozą podejrzliwości.

W ZGODZIE Z NATURĄ

Jacobsen stwarza codzienność, która jest ścisłe zależna od natury. Pory roku decydują o trybie życia wyspiarzy, dlatego żyją w z góry zaplanowanym porządku. Morze jest dla nich drugim domem, który bywa kapryśny, ale przynosi na falach różnego rodzaju „dary” – beczki, całe drzewa, szklane butelki…znalazca staje się prawowitym właścicielem przedmiotu, z którego musi zrobić jak największy użytek. Nic nie może się zmarnować, a szansa na kolejne znalezisko jest niewielka.

Styl Autora jest oszczędny. Jednocześnie opisy przyrody zawarte w powieści są uderzająco piękne w swojej naturalności. Nie ma tu miejsca na zbędne słowa, tak jak między bohaterami nie ma miejsca na zbędne uczucia. Podglądając (właśnie tak się czułam podczas lektury) życie wyspiarzy byłam zafascynowana swoistą walką, którą codziennie toczą. Wyspa jest ich domem, do którego są silnie przywiązani, ale jest równocześnie jest więzieniem samotności.

NIEWIDZIALNOŚĆ

Kim są tytułowi „Niewidzialni„? Nie wiem o nich praktycznie nic, a jednocześnie mogę domyślać się wszystkiego. W swojej symbiozie z naturą wręcz stają się jej częścią, nie robią absolutnie nic, żeby się od niej uniezależnić. Nie przeszkadza im, że to właśnie kapryśne żywioły decydują o ich komforcie, dobrobycie, a nawet życiu. Strach przed cywilizacją, nieznajomymi i zmianą dotychczasowych przyzwyczajeń sprawia, że bohaterowie wręcz kryją się na swojej wyspie. Ale czy takie wyalienowanie na pewno wychodzi im na dobre? Czy Hans i Maria są pewni, że ich córka Ingrid zawsze będzie mieszkać na wyspie? I czy ewentualne zderzenie z realnym świtem nie okaże się dla niej zbyt brutalne?

PODSUMOWANIE

Roy Jacobsen tworzy rzeczywistość skrajnie inną, niż ta, którą znamy. Jego bohaterowie boją się zewnętrznego świata i w pewien sposób zamykają się na małej wyspie. Mimo zdawkowego stylu, powieść czyta się wspaniale – opisy natury są zachwycające, a nieliczne kwestie, które wypowiadają bohaterowie, pozwalają na stworzenie ich profilu.

Zadaniem czytelnika jest maksymalne skupienie i wyciąganie prostych (choć ukrytych przez Autora) wniosków. Niejednokrotnie rozpływałam się konstrukcją powieści, dzięki której czułam się naocznym światkiem wydarzeń na Barrøy. Proszę, nie oczekujcie od „Niewidzialnych” wartkiej i przyspieszającej tętno akcji – ona toczy się w swoim tempie, które warunkowane jest przez Matkę Naturę, a wszelkie odstępstwa od monotonnej normy uznajcie jako…przypadki. A one chodzą po ludziach, prawda?

Uwielbiam, po prostu uwielbiam!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Niewidzialni” możesz kupić TUTAJ!]

Mur Duchów – Sarah Moss

Kochani, czy mieliście kiedyś poczucie, że lektura, którą czytaliście była trudna/ciężka? Czy jakaś książka sprawiła, że z niepokoju nie mogliście spać? Uwierzcie mi, są historie – tak mocno duszne i przytłaczające – po ich lekturze człowiek ma jedynie ochotę na patrzenie w sufit.

ZARYS FABUŁY

Silvie, a właściwie Sulevia, to młoda dziewczyna, która spędza wakacje na obozie antropologicznych, a towarzyszą jej rodzice oraz grupa studentów. Brzmi dobrze? Jest dokładnie odwrotnie – źle, bardzo źle!
Ojciec Silvie, Bill, to kierowca autobusu i antropolog-amator, którego pasją jest historia Wysp Brytyjskich. Jednak Bill nie jest pozytywnie zakręconym wariatem – jego obsesja niejednokrotnie przeradza się w agresję, którą wyładowuje na żonie i córce, a jako jedyny żywiciel rodziny ma nad nią pełną kontrolę i w najbardziej ohydny sposób zaznacza swoją dominację. Przygoda, która miała być wakacyjną zabawą przeradza się w gehennę Silvie – jest zmuszona chodzić w niewygodnej, klującej tunice; odzierać króliki ze skóry; nie ma też możliwości korzystać z telefonu i Internetu oraz podstawowych artykułów higieny osobistej.

BOLESNA HISTORIA

Ta książka boli. Tak. „Mur duchów” Sarah Moss to przerażająca historia o bezradności, strachu, pragnieniu wolności. Sposób, w jaki została napisana jest szczególny – przemyślenia głównej bohaterki mieszają się z jej narracją, a wszystkie dialogi pozostają ukryte w tekście, są (jakby) niezauważalne. Tak jak niezauważalne jest bezgłośne wołanie o pomoc Silvie.

Jednocześnie bohaterka broni swojego ojca, tłumaczy jego zachowanie trudną pracą i poważnym podejściem po historycznej pasji. Na wszelkie próby pomocy reaguje agresją słowną. Dziewczyna nie jest w stanie wyobrazić sobie, że ktoś może być dla niej miły, że może dać jej wybór – lata życia w stresie, pod ostrym spojrzeniem Billa odcisnęły głębokie piętno na jej dojrzewającej psychice.

PODSUMOWANIE

Sarah Moss od dawna należy do moich ulubionych Autorek. Jednak ta proza jest inna. Obdarta z uczuć i miłości, pełna niepokoju i mroku, który potrafi przysłonić otoczenie nawet w najjaśniejszy dzień. Książka wywołuje bardzo przykre uczucia. Smutek towarzyszył mi od pierwszych stron, żeby zmaksymalizować się na ostatnich, a głębokie współczucie powodowało, że odetchnęłam z ulgą patrząc na ostatnią kropkę lektury.


Czy książka o tak małej liczbie stron może wywołać takie emocje? Jeśli jej autorką jest S. Moss – zdecydowanie tak! Tutaj każde słowo jest głęboko przemyślane i niesie ze sobą głębsze przesłanie! Polecam!

Moja ocena – 9,5/10!

[Książkę „Mur duchów” możesz kupić TUTAJ!]

Poparzone Dziecko – Stig Dagerman

Seria Skandynawska to jedna z najwspanialszych kolekcji, z jakimi miałam przyjemność. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się na wieść o premierze powieści „Poparzone dziecko” Stiga Dagermana, która w latach ’40 ubiegłego wieku mocno wpłynęła i podzieliła krytyków literatury.

ZARYS FABUŁY

Bengt to młody mężczyzna, który w dniu pogrzebu swojej ukochanej matki dowiaduje się o romansie ojca. Niedługo potem jego miłosna relacja z narzeczoną gwałtownie się ochładza, a bohater czuje się jeszcze bardziej samotny. Swoją niemoc i traumę postanawia wyładować na kochance ojca, jednak zamiast (jak pierwotnie planował) ją zniszczyć wplątuje się w romans, co dodatkowo komplikuje trudną już sytuację.

CIĘŻKA I GĘSTA ATMOSFERA

Już na samym początku zderzyłam się z ciężką do przebrnięcia atmosferą – grobową (dosłownie i w przenośni), niepozostawiającą miejsca chwilę wytchnienia. Nie raz zdarzało mi się odkładać książkę, zamykać oczy i zastanawiać się nad ilością przeżyć i myśli bohatera, którymi zbombardował mnie Autor. Czułam się jak przejechana przez walec i przyciśnięta do gorącego asfaltu. Były też chwile ulgi, opisy zaśnieżonych części miasta i mizernych witryn sklepików, jednak chwilę później brnęłam już w najgłębsze odmęty zagubionego (i chorego z tęsknoty) umysłu.

PSYCHOANALIZA?

Jak przystało na dzieło skandynawskie „Poparzone dziecko” jest lekturą trudną, której rdzeń stany lękowe i depresyjne bohatera. Stig Dagerman dokonuje wnikliwej analizy umysłu młodego człowieka, który pod wpływem zbyt dużej ilości emocji brnie w kierunku autodestrukcji. Aż trudno uwierzyć, że bohater może dokonywać tak tragicznych wyborów, pozbawionych logiki i sensu.

Bengt w bolesny sposób przekonuje się jak wygląda i na jakich zasadach funkcjonuje świat dorosłych, do którego brutalnie wpycha go los. Świat pozbawiony skrupułów, pełen żalu, kłamstw i kalkulacji. Surowy klimat, w jakim utrzymana jest proza pozwala na szybką analizę kondycji psychicznej bohatera, a listy, które pisze sam do siebie lub do najbliższych osób pozwalają zrozumieć (a przynajmniej próbować zrozumieć) zawiłe motywy jego działania.

PODSUMOWANIE

„Poparzone dziecko” to niespełna 300 stronicowa książka, którą warto przeczytać! Niech nie odpycha Was specyficzny styl Autora – po prostu trzeba się go nauczyć… Gwarantuję Wam ogromną dawkę skrajnych emocji. Nie łudźcie się, że będzie to łatwa lektura! Głęboko ukryty przekaz wymaga pełnego zaangażowania czytelnika, a klimat powieści poruszy nawet najtwardszych zawodników.

Moja ocena 9/10!

[Książkę „Poparzone dziecko” możesz kupić TUTAJ]

Nocne czuwanie – Sarah Moss

Macierzyństwo potrafi powalić na kolana nawet najtrwalsze zawodniczki. Podobno. Tak słyszałam… Jeszcze więcej słyszałam (a w zasadzie czytałam) na temat zmian, jakie zachodzą w świadomości matek, gdy ich pociechy pojawią się na świecie. Mocno zachęcona tytułem, okładką i krótkim opisem wydawcy z zapałem sięgnęłam po książkę „Nocne czuwanie„, po której spodziewałam się sennej historii z delikatnym cieniem zagadki. Dostałam znacznie więcej!

OPOWIEŚĆ O CODZIENNOŚCI

Wyspa Colsay to malutka wysepka położona w Szkocji (dokładniej, jest częścią Szetlandów), oddalona ponad 700 mil od Londynu. Całkiem daleko, jednak jeśli do odległości dodamy brak cywilizacji (nie ma tam zasięgu, sklepów, sąsiadów) miejsce wydaje się jeszcze bardziej nieprzyjazne.

Anna Bennet jest doktorem historii, pisze książkę, ale przede wszystkim jest matką dwóch chłopców i żoną doktora (prawie profesora) Gilesa Cassinghama. Historia Anny i jej najbliższych jest opowieścią o codzienności. A codzienność bywa trudna, szczególnie, jeśli wymaga połączenia wielu ról. Plan przeprowadzki na wyspę w celu spokojnego napisania książki nie wypalił – mały Moth absorbuje cały czas i uwagę swojej mamy, która nie może liczyć na pomoc starszego syna (bo jest jeszcze dzieckiem) oraz męża (bo całymi dniami liczy kolonię zagrożonych wyginięciem ptaków). Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pewnego dnia Anna i jej postanawiają zasadzić drzewka, a podczas kopania znajdują szczątki małego dziecka. Od tej pory ich życie zmienia się…

MATKA (NIE)IDEALNA

Sarah Moss przedstawia historię osamotnionej kobiety, która nie do końca odnajduje się w swojej roli. Zmęczenie, frustracja i bezradność niejednokrotnie powodują złość i agresję, którą bohaterka wyładowuje na najbliższych. Ambitne plany pisania książki zastąpione zostają bezsennymi nocami i niekończącym się śpiewaniem kołysanek. Anna w bardzo szczery sposób opowiada o swoim życiu, w którym cudowne chwile przeplatają się z trudnymi. Jej marzenia o błyskawicznej karierze naukowej zostały brutalnie (!) zweryfikowane przez macierzyństwo, które jednocześnie daje jej radość i poczucie beznadziei.

POWRÓT TO PRZESZŁOŚCI

Sadzenie drzewek owocowych nie może być trudne, a przynajmniej nie powinno. Chyba, że w wykopanym na krzaczek dołku oprócz ziemi znajduje się zawiniątko z dziecięcymi szczątkami. I, powiedzmy sobie szczerze, to jest problem! Do spokojnego, sennego wyspiarskiego życia Anny i Giles’a oraz ich dzieci wkrada się zagadka, wraz z którą tłumnie przybywają policjanci i eksperci medycyny sądowej. Nikt nie lubi mieć na swoim podwórku obcych, szczególnie takich, których interesują na przykład metody wychowawcze…

Annie bardzo doskwiera szukający sensacji policjant, dlatego na własną rękę stara się znaleźć sprawcę, który pochował dziecko na ich działce. Przeszukując Internet trafia na trop kobiety, która w XVIII wieku prowadziła badania na wyspie Colsay, których celem było rozwiązanie problemu wysokiej śmiertelności niemowląt – May Moberley pisze listy do bliskich i współpracowników, rzetelnie relacjonując wyniki swoich badań – ta kwestia była dla mnie niesamowicie ciekawa – opisy (często) okropnych warunków, w jakich żyli mieszkańcy małej szkockiej wysepki wzbudzały we mnie obrzydzenie. Uwierzcie mi, panował tam totalny hardcore sanitarny, skrajny analfabetyzm, a wychowanie było co najmniej chłodne.

PODSUMOWANIE

Nocne czuwanie” zachwyca! Ta pozornie trudna książka okazała się opowieścią o trudach i radościach macierzyństwa i zawiłą lekcją historii. A wątki historyczne są nie tylko jej tłem. Na „Nocne czuwanie” poświęciłam, jak nigdy, kilka długich wieczorów – książki nie da się połknąć szybko, wymaga przemyślenia. Nie myślcie, że pozostaniecie obojętni dla osoby głównej bohaterki – Annę się uwielbia lub się jej nie znosi. Ja ją pokochałam, głównie za szczerość, ale też naturalność; jej delikatna i krucha dusza kryje się pod grubą skorupą uporu i ambicji!

Polecam szczególnie molom szukającym psychologicznej opowieści z wątkiem historycznym w tle!

Moja ocena – 8/10!

Blizna – Auður Ava Ólafsdóttir

Ludzkie ciało skrywa wiele sekretów. Jest wręcz fascynujące – między innymi może się regenerować. Niesamowite, prawda? Pozostałością po regeneracji skory są blizny – bywają duże, małe, wielokształtne, proste. Każdy ma jakieś blizny – są „pamiątką”, pozostałością po minionym zdarzeniu, które (prawie) na pewno łączyło się z bólem.

NIESZCZĘŚLIWY ISLANDCZYK

Plany samobójcze powoli dojrzewają w umyśle Jonasa Ebenesera – pożyczył strzelbę, wysprzątał zaległą graciarnię…w ostatniej chwili wpada jednak na szalony pomysł! Nie zabije się sam. Zamierza tylko trochę „pomóc” losowi i kupuje sobie bilet w jedną stronę. One way ticket, wiecie o co chodzi. Zmierza do kraju ogarniętego wojną, chaosem i strachem. Bo gdzie indziej łatwiej o przypadkową śmierć od zabłąkanej kuli czy ukrytej pod warstwą gruzu miny? Plan wydaje się jasny, genialny w swojej prostocie, nic nie może pójść źle – w najgorszym wypadku pożyje dzień lub dwa dłużej!

ZACHWYCIŁA MNIE

Tak, tak – Auður Ava Ólafsdóttir (nie próbujcie tego wypowiadać z pomocą translatora) to mistrzyni! Mistrzyni formy, gustu i smaku literackiego. Jej krótka powieść („Blizna” liczy sobie niecałe 200 stron) pochłonęła mnie bez reszty. Na cały wieczór. Od początku spodobał mi się tok myślenia postaci – trochę zagmatwany, ale cały czas jasny obraz świata widzianego przez pięćdziesięcioletniego Jonasa – mężczyzny, po prostu, nieszczęśliwego i zmęczonego dotychczasowym życiem. Autorka świetnie przedstawia realia w połączeniu z mentalnością poszczególnych bohaterów, dlatego każdy z nich staje się w pewien sposób wyjątkowy.

ZABYTKOWA MOZAIKA I WIERTARKA

Daleki, ciepły kraj okazuje się jednym wielkim zapylonym gruzowiskiem. Nie ma tam absolutnie nic, może poza restauracją, zamkniętym sklepem z ubraniami i hotelem Silence, w którym mieszka Jonas. Właśnie tam poznaje Maj, Fifiego i małego Adama. I właśnie w tym miejscu uświadamia sobie, że jego blizny są niczym, w porównaniu do blizn (cielesnych i duchowych) tubylców. Wciąż żywe piekło wojny wywiera na bohaterze duże wrażenie, którego nie spodziewał się, kiedy wybierając hotel oglądał zdjęcia zabytkowej mozaiki. Przecież leciał tam tylko na kilka dni, spakował jedną koszulę, sweter od byłej żony i …wiertarkę (przecież nigdy nic nie wiadomo, a przezorny jest zawsze ubezpieczony).

PODSUMOWANIE

Co w „Bliźnie” zachwyciło mnie najbardziej? Forma – jest bardzo nieregularna, nie trzyma się jakichkolwiek zasad, a w połączeniu z płynną narracją (cała z perspektywy głównego bohatera) staje się bardzo intrygująca! Powieść jest wielowymiarowa, a treść nieoczywista, dlatego każdą stronę wciąga się w oka mgnieniu; co więcej, realizm z jakim się w niej spotkałam sprawia, że napięcie nie opuszczało mnie aż do ostatniego zdania (nieco spokojniejsza pierwsza część książki nie zwiastowała takiej zmiany). Napięcie, które mam na myśli, nie jest spowodowane szaleńczym tempem akcji lub niebezpieczeństwem, które czyha za rogiem, ale mocnymi, filozoficznymi rozważaniami głównego bohatera oraz opisami życia (które mimo wszystko toczy się w „normalny” sposób) w kraju spustoszonym przez wojnę.

Obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy lubią nieco skomplikowane przemyślenia wyrażone w sposób prosty i klarowny. Oraz miłośnikom literatury skandynawskiej!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Blizna” możesz kupić TUTAJ]