Księga urodzaju – Katarzyna Kostołowska

W życiu każdego blogerka książkowego następuje moment (ten moment!), w którym z radością może oznajmić całemu światu o swoim pierwszym patronacie. 16 czerwca miała premierę powieść Katarzyny Kostołowskiej Księga urodzaju„, która otwiera przyjemną (choć niepozbawioną nuty smutku) serię Rodzinny Ogród Działkowy Morele. Przyznaję – nie mogłam doczekać się dnia premiery tej wspaniałej książki!

ZARYS FABUŁY

2200 zł – dokładnie tyle kosztuje bilet do nowego rozdziału w życiu Luizy Lewickiej. Dokładnie tyle kosztowała dzierżawa oraz wszystkie opłaty początkowe za działkę 102 w ROD Morele. Luiza z uśmiechem na twarzy uiściła opłatę nie mając zielonego pojęcia ile czasu, nerwów, nieprzespanych nocy (oraz kolejnych nakładów finansowych) będzie kosztował ją nowy start. Ale dla matki zmarłego dziecka działka w Morelach była ostatnią deską ratunku; ratunku przed otchłanią rozpaczy i beznadziei. Już po kilku dniach kobieta orientuje się, że zadanie przywrócenia zapyziałej działki do stanu względnej użyteczności może okazać się ponad jej siły. Na szczęście z pomocą przychodzą sąsiedzi – zapaleni i doświadczeni działkowicze, którzy chętnie służą pomocą, radą oraz…kieliszkiem najlepszej śliwówki! Czy Luiza odnajdzie się w nowej roli i czy działka pełna kwiatów ukoi jej ból? Czy nowi działkowi sąsiedzi okażą się prawdziwymi przyjaciółmi? I wreszcie – jakie sekrety skrywa działka 102?

BOHATEROWIE

W „Księdze urodzaju” spotkałam bohaterów, którzy…są normalni, ale ta normalność i standardowość są właśnie perfekcyjne! Dopracowane i dopieszczone. Otulają codziennością i przypominają, ze każdy ma swoje marzenia, swoją codzienność i związane z nią trudy. Każda z postaci walczy z demonami przeszłości, które mocno i wyraźnie odciskają swoje piętno na teraźniejszości skutecznie psując nawet najlepszy nastrój.

LUIZA

Jest główną bohaterką powieści, postacią bardzo ciekawą, złożoną, o wielu twarzach – zdarzają się dni, kiedy jest świetnie ubrana, tryskająca energią i zarażająca śmiechem; ale są też takie, kiedy nie ma sił wstać z łóżka, jej myśli odpływają do ukochanego syna, który nieszczęśliwie utopił się w Bałtyku. Po śmierci jedynego dziecka jej serce rozpadło się na milion kawałków, które ciężko jest posklejać – działka w Morelach miała pomóc w tym trudnym, czasochłonnym i bolesnym procesie, dlatego bohaterka wkłada w ten pały kawałek ziemi tak dużo energii i środków. Szczególną uwagę zwróciłam na usposobienie Luizy – jest przesympatyczną, wciąż młodą kobietą, która odnosi się do wszystkich z szacunkiem i życzliwością, jednocześnie potrafi wyznaczyć jasne granice znajomości, których nie chce przekraczać…ale czy na pewno?

BASIA I JEJ MAMA

To zdecydowanie najbarwniejszy duet tej historii! Basia jest panną, która swoje młodzieńcze lata ma dawno za sobą. Całe życie poświęciła nauce, pracy oraz mamie, która nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Bohaterka jest samotna, sfrustrowana (nie realizuje swoich marzeń), zaniedbana, a przecież ma wszelkie predyspozycje, aby być pewną siebie, dobrze obraną panią magister. Życie z trudną i schorowaną rodzicielką przekreśliło wszelkie plany założenia rodziny i przeprowadzki do swojego mieszkania – starsza Pani jest przesadnie krytyczna i wymagająca wobec jedynej córki, żyje wspomnieniami z lat młodości (była przepiękną dziewczyną, która zachorowała na zaawansowane zwyrodnienie stawów), a chwilami jest brutalnie (=przesadnie) szczera.

JAN

Każda porządna obyczajówka musi mieć swojego amanta. No i jest – Jan, emerytowany policjant, który wciąż jest w świetnej formie fizycznej, szarmancki, uprzejmy, nade wszystko kochający kobiety. A to właśnie one były gwoździem do trumny jego małżeństwa, utraty córki i przemieszkiwaniem u brata. Jan jest niejednoznaczną postacią, którą jednocześnie się lubi i nie znosi. Jego dusza bawidamka nie pozwala mu na stały związek, którego w głębi duszy bardzo pragnie, a do którego nie jest przekonany, do tego dochodzą problemy z alkoholem, tęsknota za córką – w skrócie: jest nieszczęśliwy. Nie mogę mu jednak odmówić uroku osobistego i chęci niesienia pomocy innym. Będę szczera – Jan nie jest szczególnie pozytywnym bohaterem, którego od razu się lubi; trzeba zaakceptować tę postać i jej ekscesy i mieć nadzieję, że stanie się mniej irytująca.

OGRÓD

Jest tłem wydarzeń i bohaterem jednocześnie. Ogród na działce numer 102 żyje! Autorka nadała mu niezwykłą, szczególną osobowość – ma uczucia, humory, potrafi odwdzięczyć się na ofiarowaną mu miłość. Z początkowo zaniedbanej, ohydnej działki rodzi się cudowna, sielska ostoja, która rozkwita jak dorodny kwiat, odradza się nieśmiało, żeby w końcu zachwycać swoim pięknem. Ogród jest też swoistą przygodą i wyprawą w nieznane. Dla Liuzy ogrodnictwo to czarna magia, nie zna się na kwiatach, warzywach i drzewach, a jednocześnie ma wielką motywację do działania. Działka 102 jest jak jej właścicielka – budzi się do życia po okresie mroku, ma swoje tajemnice, którymi niechętnie się dzieli…

STYL

Księga urodzaju” napisana jest w niezwykle przystępny sposób – jasny i przejrzysty. Jednocześnie Autorka powoli odkrywa kolejne wątki, wzbudzając ciekawość, dodając niespodziewane wątki (szczególnie interesujący i tajemniczych okazał się wątek tajemniczych, wyrwanych z kontekstu fragmentów pamiętnika…), które kończą się z nieoczywisty sposób. Przystępny język jest pełen trafionych epitetów i porównań, jednak nie boi się stosować brutalnych, rzeczowych opisów (jak inaczej pisać o przeszywającym bólu albo zawodzie? Dosadnie, ze złością, nieukrywaną nienawiścią losu), które uruchamiają trybiki wyobraźni. Bardzo spodobał mi się pomysł na tytuły poszczególnych rozdziałów – miesiące, które dodatkowo zawierają kilka skondensowanych obserwacji o pracach ogrodowych tworząc swoisty kalendarz.

PODSUMOWANIE

Pierwszy tom serii ROD Morele urzeka! „Księga urodzaju” zawiera fragmenty zabawne i smutne. Z życia wzięte, zwyczajne – w tej zwyczajności tkwi siła tej powieści! Każdy może być Luizą, Basią, Janem, ponieważ bohaterowie reprezentują bardzo dobrze znane wzorce, są normalni, ludzcy, z wadami i zaletami.

Z całego serca polecam! Zaczynajcie się w tej niezwykłej powieści, która opowiada o trudach i radościach codzienności. Oraz o ogrodach, które opisane są przez Katarzynę Kostołowską z niezwykłą czułością i wrażliwością!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Księga urodzaju” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Córy ziemi – Alaitz Leceaga

Literatura hiszpańska. Kiedyś totalnie nieznana, teraz odkrywa przede mną kolejne perełki! Tym razem mój wybór padł na Alaitz Leceagę i jej „Córy ziemi”; każda strona utwierdzała mnie w przekonaniu, że wybór był słuszny!

ZARYS FABUŁY

Trzy rudowłosej siostry z rodu Veltrán-Belasco mieszkają w zaniedbanym majątku Las Urracas, który lata świetności ma już za sobą. Gloria, Teresa i Verónica od dziecka są przekonane o klątwie oraz zjawach, które mieszkają w ich pokojach i nocami wędrują po ciemnych korytarzach.

Dziwny zbieg zdarzeń sprawia, że siostry zostają „paniami na włościach” – ze wszystkich sił próbują przywrócić wspaniałość dworku i przyległej do niego winnicy. Jednak posiadłość Las Urracas skrywa swoje przerażające tajemnice, które już wkrótce ujrzą światło dzienne… A ludzie z miasteczka szczególnie krzywo patrzą na dziewczyny, które starają się udowodnić, że są równe mężczyznom.

TRZY SIOSTRY

Glorię, Teresę i Verónicę różni charakter, jednak łączy siostrzana miłość oraz…szalenie rude, kręcone włosy. Od razu polubiłam to dziwaczne trio, które mierzy się z kolejnymi przeciwnościami losu. Każda z młodych bohaterek walczy ze swoimi demonami: najmłodsza Verónica słyszy dziwne dźwięki, które sprawiają, że co noc bezwiednie lunatykuje w poszukiwaniu odpowiedzi, jednocześnie ma niezwykły dar rozmawiania z pszczołami oraz przewidywania przyszłość. Nic dziwnego, że uważana jest przez wszystkich za najbardziej obłąkaną. Teresa jest nieszczęsliwie zakochana w swojej przyjaciółce, z oczywistych względów ta miłość jest zakazana, w związku z czym dziewczyna zostaje wysłana na przymusowe leczenie. Pobyt w „szpitalu” odbiera jej radość życia (i piękne włosy), jednak nie łamie ducha walki. Najstarsza Gloria żyje w cieniu brata bliźniaka, z którym łączy ją chora zażyłość. Dopiero po odejściu Rafaela dziewczyna zyskuje pewność siebie.

STARE MURY, MROCZNE PIWNICE I CICHE WINNICE

Posiadłość Las Urracas to prawdziwy diament. Zaniedbany przez lata, pozbawiony delikatnej kobiecej dłoni staje się odpychający, a nawet przerażający. Nic dziwnego, że ewentualni sąsiedzi omijają to miejsce szerokim łukiem, a jego mieszkanki nazywają opętanymi. Za siostrami jak magnes ciągnie się tragiczna historia ich matki, która zmarła w wyniku wyniszczającego szaleństwa. Z czasem okazuje się, że zapyziały dworek nie potrzebuje wielkiej ingerencji, żeby odzyskać swój dawny blask – zamknięte przez lara pokoje odżywają i zapraszają w swoje gościnne progi, za oknami których widać wspaniałe winnice. Za klimat grozy odpowiadają mroczne piwnice, w których czeluściach kryją się największe koszmary…tak przynajmniej myślą siostry.

NARRACJA

Narracja prowadzona z perspektywy Glorii jest przesycona emocjami i uczuciami. Spostrzegawcza, wrażliwa i błyskotliwa młoda kobieta jest nad wyraz dojrzała, a jej nieugięty duch walki sprawia, że zapyziała rezydenta wraz z zasuszoną winnicą odżywają i wracają do ważnej świetności. Podziwiam Glorię oraz jej młodsze siostry, które z wdziękiem walczyły o swoje prawa! Szczególnie zachwycił mnie sposób, w jaki bohaterka opisuje przeżycia związane z czytaniem kolejnych książek – z prawdziwą pasją i zachwytem zaczytuje się w powieściach Mary Shelley, Jane Austen i innych.

PODSUMOWANIE

Córy ziemi” to znakomita powieść obyczajowa z wątkami romantycznymi i kryminalnymi. Alaitz Leceaga umiejętnie wplotła atmosferę grozy i niepewności w upalny klimat hiszpańskiej miejscowości, w której zamach dojrzałych winogron miesza się z wonią suchej trawy. Szczerze polecam tę wspaniałą, momentami wzruszającą opowieść o trzech cudownych kobietach! Obiecuję, że przeczytanie ją w mgnieniu oka, a jej treść zostanie z Wami na długo!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Córy ziemi” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Podróż za horyzont – Sabina Waszut

Sabina Waszut przenosi czytelnika do Galicji sprzed ponad 100 lat. Doświadczenie co najmniej ciekawe – ostatnio rzadko mam okazję czytać powieści obyczajowe z rozległym wątkiem podróżniczym, których bohaterowie są ostro poniewierani przez los. „Podróż za horyzont” to pierwsza część nowej sagi „Emigranci” o niebezpiecznej podróży i życiu w nowym, zupełnie nieznanym miejscu.

ZARYS FABUŁY

Wzmianka o Brazylii od razu zainteresowała ubogiego chłopa Włodka Gajdę. Sama myśl o podróży w nieznane, która zaowocowałaby otrzymaniem własnej ziemi, domu i polepszenia fatalnych warunków życia napawała optymizmem. Po wielu rozmowach, trudnych przeprawach urzędowych i sprzedaży całego dobytku czteroosobowa rodzina z Galicji wyrusza w podróż w nieznane. Już pierwsze dni okazują się uciążliwe, a wizja idyllicznego życia oddała się w zastraszającym tempie. W dodatku niektórzy członkowie rodziny ukrywają sekrety!

W POGODNI ZA MARZENIAMI

To była naprawdę świetna przygoda! Spodobały mi się perypetie rodziny Gajdów – biednych, ale uroczych prostych ludzi, których jedynym marzeniem było zaznanie odrobimy radości. Autorka znakomicie oddała realia życia w Galicji na początku XX wieku – doskonale wyjaśniła jak wyglądało życie na zapomnianej wsi; słowo „ubogi” nabiera zupełnie innego znaczenia! Najmocniejszą stroną opowieści są bohaterowie, którzy okazali się zupełnie nieprzygotowani do trudnej i drugiej podróży, jednak znaleźli siłę, żeby przetrwać pierwsze dni „w dziczy” (bo właśnie tym okazała się wychwalana Brazylia). Moją ulubioną postacią jest Maryśka – zadziorna mądralińska, która pragnie nauczyć się czytać i pisać, a przy okazji jest rozbrajająco szczera!

EMOCJE

Emocje towarzyszyły mi od pierwszych stron książki. Byłam zła na bardziej wykształconych bohaterów, którzy żerowali na analfabetyzmie i naiwności ubogich chłopów, wzruszało mnie przywiązanie do starej, lichej i zimnej chaty, w której mieszkały całe rodziny, podziwiałam determinację bohaterów, którzy tak bardzo pragnęli poprawić swój los i zadbać o przyszłość dzieci. Mogłabym wymieniać bez końca!

ŚWIETNY POMYSŁ OPARTY NA PRAWDZIWEJ HISTORII

Nie raz czytałam o losach polskich emigrantów, którzy tłumnie opuszczali swoje rodzinne strony, wsiadali na pokłady ogromnych okrętów i wyruszali do Ameryki Południowej. Sabina Waszut zręcznie łączy elementy fikcji literackiej z prawdziwymi wydarzeniami, a na dużą pochwałę zasługuje starannie przygotowany research. I może ta ukryta z tyłu głowy myśl, że na początku ubiegłego stulecia setki, a nawet tysiące polskich rodzin stawały przed podobnym dylematem sprawia i tak jak Gajdowie wyruszali w nieznane, powoduje ucisk w klatce piersiowej.

PODSUMOWANIE

Podróż za horyzont” to historia opisująca trudne początki podróży i ciężki start na nowej, obcej ziemi; dogłębnie wzrusza i sprawia, że stosunek do bohaterów od razu staje się emocjonalny! Książkę czyta się szybko i płynnie, a kolejne wątki rozwijają się w nieoczywisty sposób. Polecam! Świetnie zapowiadająca się saga rodzinna opisująca perypetie Polaków w Brazylii! Niecierpliwie czekam na kolejne części!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Podróż za horyzont” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Dama Kier – Monika Godlewska

Obiecałem sobie, że tego nie zrobię, ale stało się! Znowu nastawiłam się na świetną książkę, która ostatecznie okazała się średnia i mnie zawiodła. Londyn na początku XX wieku, intrygi, arystokratyczne konwenanse – klimat idealny dla mnie, więc co poszło nie tak?

ZARYS FABUŁY

Nora Hardinge po śmierci męża decyduje się na opuszczenie Indii; chce zacząć życie na nowo, a Londyn wydaje się wręcz idealnym miejscem! Kobieta jak najszybciej musi wniknąć do życia towarzyskiego londyńskich wyższych sfer i pozyskać tam wpływowych przyjaciół – właśnie na nich opiera swój plan, który jest jej jedyną nadzieją na luksusowe i bezpieczne życie, do którego przywykła. Zadanie okazuje się dość karkołomne, zważywszy na fakt, że Eleanor jest mistrzynią łamania wszelkich konwenansów; dodatkowo niedługo potem do Londynu przypływają jej teściowa i szwagier…

NORA …I LICZNE BŁĘDY

Do końca nie jestem pewna co powinnam napisać o tej książce. Na pewno czyta się ją szybko i w miarę przyjemnie, co jest w tym wypadku dużą zaletą. Nie wyobrażam sobie męczyć się nad prawie 500 stronami dłużej niż dwa wieczory (tyle zajęło mi przebrnięcie przez tę niewybredną fabułę). Książka budzi we mnie bardzo mieszane uczucia, najdziwniejsi okazali się jej bohaterowie! Przede wszystkim postawa Eleanor Hardinge jest nie do przyjęcia! Pomijam fakt, że ta dziewucha jest krnąbrna i niegrzeczna, przede wszystkim jej aroganckie zachowanie oraz i łamanie wszelkich możliwych zasad. W realiach 1902 roku przez Norą drzwi londyńskiej socjety byłby szczelnie zamknięte. Po prostu nie polubiłam głównej bohaterki, tak się zdarza. Muszę jej oddać jednak, że z niebywałym uporem i determinacją dążyła do swojego celu, zdarzało się jej tez być rezolutną. Mniej więcej w połowie książki zaczęłam się zastanawiać co dzieje się z dwuletnim Willamem, którego Nora trochę jakby „porzuciła”. W skrócie: nie dość, że chłopiec został odesłany (wraz z wkurzającą ciotką) do posiadłości oddalonej o słuszną ilość mil od Londynu, to jeszcze jego biologiczny ojciec uparcie nazywał go bękartem, to się nazywa pech!

Wiecie jak zafiksowana jestem na punkcie XIX i początku XX wieku – niestety w książce doszukałam się sporej ilości błędów. No i muszę o tym wspomnieć (uwaga spoiler!): zastanawiam się jak Nora znalazła się w super-elitarnym klubie, który Autorka opisuje jako nowoczesne kasyno (w Londynie nawet do teraz takie kluby są ekstremalnie klasyczne, do których kobiety nie mają wstępu).

DZIWNY WĄTEK ROMANTYCZNY

Sam wątek romansów przypominał te z twórczości J. Quinn – w przypadku „Damy Kier” trzeba było trochę na niego poczekać (niektóre fragmenty były nużące i przesadnie rozciągnięte), niestety okazał się jednym z wątków pobocznych. Niestety nie czułam w powietrzu wdychanym przez bohaterów zapachu pożądania, nie widziałam tych urywanych spojrzeń, a wyrachowanie Nory (w bohaterce ostatecznie zaszła zmiana, chociaż nie do końca jestem przekonana do jej efektu). W nielicznych scenach romantycznych miałam okazję „podziwiać” desperację i płaczliwe myśli bohaterki, która gotowa jest zrobić z siebie pośmiewisko, byleby tylko puścić stan swojego wdowieństwa, który najwyraźniej jej się już srogo znudził!

PODSUMOWANIE

Chyba tyle. Nie napisałam za dużo o konstrukcji fabuły – podczas lektury zupełnie umykały mi kwestie, na które zwykle zwracam uwagę. Książka być może spodoba się fanom serii „Bridgerton” (spokojnie, daleko jej do „Mojego księcia” i kolejnych!) , dla mnie okazała się taka o (jakkolwiek to brzmi). Aha, będę szczera Drogi Czytelniku! Nie nastawiaj się na romans, bo tu go nie znajdziesz! Będzie to raczej obyczajówka i średniej jakości wątkami romantycznymi. Zero emocji, czyste wyrachowanie, a chyba nie taki był zamysł?

Moja ocena – słabe 4/10!

[Książkę „Dama Kier” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Wybór Charlotty – Agnieszka Olejnik

Niedługa, przyjemna, błyskotliwa – czy można chcesz więcej od romantycznej opowieści nawiązującej do XIX-wiecznych angielskich klasyków? Moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Olejnik było dość niespodziewane, dlatego do „Wyboru Charlotty” podchodziłam powoli i z dystansem. Wystarczyło jednak tylko kilka stron, żebym całkowicie przepadła w urokliwych angielskich ogrodach i klimatycznych rezydencjach.

ZARYS FABUŁY

Osiemnastoletnia Charlotta marzy o szczęśliwym małżeństwie, gromadce dzieci oraz pięknym domu otoczonym kwiatowym ogrodem. Jej nadzieje i marzenia umierają wraz z przyjściem wiadomości, że jej ukochany bierze ślub z inną… Na domiar złego dziewczyna traci ojca i swoi przed dylematem: ma wybrać życie z macochą, czy małżeństwo z rozsądku? Ostatecznie decyduje się na to drugie, nie ma jednak zielonego pojęcia, że jej życie diametralnie się zmieni, a chęć niesienia pomocy przyjaciółce wepchnie ją samą w studnię cierpienia i troski.

OPOWIEŚĆ O TRUDNEJ MIŁOŚCI

Wybór Charlotty” to delikatna i romantyczna opowieść o miłości, która rozkwita powoli i nieśmiało, jak pierwsze wiosenne kwiaty. Autorka nawiązuje do tradycyjnych angielskich romansów i tworzy świat pełen piękna, miłości (i jej siostry nienawiści) oraz intryg, zdrad i skomplikowanych konwenansów – delikatnie stylizowany język od razu przypomina romanse z XIX wieku. Kreacja bohaterów jest jasna i przejrzysta; tytułową Charlottę można uznać za romantycznego podlotka, który stawia pierwsze kroki w kierunku świadomego uczucia, natomiast postać Cerdika wyróżnia się niedostępnością, zdystansowaniem, a jednocześnie głęboko ukrawanym pragnieniem akceptacji. Polubiłam bohaterkę – jej młodość, naiwności oraz wewnętrzną wolę walki.

PODSUMOWANIE

Agnieszka Olejnik napisała całkiem przystępną i miłą w obcowaniu powieść romantyczną. Co prawda bliżej jej do twórczości Julii Quinn (nawet lubię), niż Jane Austen. Czyta się ją szybko, przyjemnie i z zaangażowaniem! Obawiałam się romansu w wątkami erotycznymi (jeśli już jakieś są to bardzo sensualne), a dostałam subtelną i ciekawą opowieść o miłości, a z każdą stroną bardzo się zaprzyjaźniłam! Dodatkowy plus należy przyznać za bohaterki, które wbrew tradycji starają się walczyć o swoje prawa i nie poddają się roli przypisanej im przez społeczeństwo! Polecam wszystkim wielbicielom klasycznych angielskich romansów, to lektura idealna na jeden wieczór spędzony w wygodnym fotelu!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Wybór Charlotty” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Cordelia – Winston Graham

Czasem myślę, że mam duszę rodem z XIX wieku. Wiktoriańską, jeśli mam być dokładna. Tak, chyba właśnie tak jest – dlatego wytrwale i namiętnie zaczytuję się w XIX-wiecznych powieściach. To zdecydowanie mój klimat! Dlatego z niecierpliwością czekałam na premierę „Cordelii„, która pod koniec października ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca. Wręcz ubóstwiany przeze mnie Winston Graham nie tylko mnie nie zawiódł! Po raz kolejny jestem oczarowana! I chociaż pierwsze wydanie „Cordelii” ukazało się w 1949 roku spokojnie można ją uznać za powieść w całości odnoszącą się do poprzedniej epoki.

ZARYS FABUŁY

Frederick Ferguson, jak przystało na szanującą się głowę domu, zmusza swojego niedawno owdowiałego syna Brooka do kolejnego małżeństwa. Wybór padł na jedną z córek miejskiego zegarmistrza Blacke’a – jasnowłosą Cordelię.

Kiedy Cordelia przyjeżdża do posiadłości Fergusonów wpada w zachwyt. Nigdy nie ukrywała, że marzy o bogactwie, służbie i pięknych strojach, jednak wielki domu, jego bogata i gustowna aranżacja wprawiają ją w zakłopotanie i poczucie, że nie do końca pasuje do nowego świata, w którym się znalazła. Sytuacji nie poprawia stary pan Ferguson, którego celem jest zdominowanie wszystkich mieszkańców domu. Początkowe niedomówienia i przepychanki przeradzają się w małą wojenkę, podczas której Cordelia nie może liczyć na pomoc z jakiejkolwiek strony (w tym ze strony swojego męża) i coraz częściej odczuwa potrzebę wyrwania się spod swoistej kurateli teścia.

Małżeństwo Cordelii zostało niespodziewanie zdominowane przez obawę o przyszłość (dziewczyna, wbrew członkom rodziny, nie marzyła o szybkim posiadaniu potomstwa), podobnie nagle i niespodziewanie pojawił się Stephen Crossley, młody, przystojny i szalenie ciekawy mężczyzna…

WIKTORIAŃSKI KLIMAT

Ach, co to była za podróż! Podróż do prężnie rozwijającego się Manchesteru, gdzie manufaktury i fabryki pracowały na najwyższych obrotach, kwitł handel zagraniczny, a kultura i sztuka przeżywały swoje najlepsze lata! Czy można wymarzyć sobie lepszą scenerię?!

Klimat „Cordelii” okazał się lepszy, niż mogłam przypuszczać! Wyobraziłam sobie każdą suknię, każdy mebel i najdrobniejsze szczegóły! Graham w niesamowity sposób oddaje ducha epoki wiktoriańskiej! I to w jakim stylu! Nie wiem jak on to zrobił, naprawdę chciałabym poznać tajemnicę Autora, który odwzorował każdy detal epoki, która skończyłam się na długo przej Jego urodzinami! Mistrzostwo świata! A język – cudowny, płynny, zachęcający!

GOTYCKIE TAJEMNICE

Cordelia” to romans gotycki, który składa się z niezliczonej liczby doskonale pasujących do siebie elementów. Tajemnice czuć na każdej stornie – każdy bohater pilnie strzeże swoich sekretów, każdy pokój ma swoją historię. Frederick Ferguson był dla mnie upiorny – pozornie miły starszy pan, nieco zbyt otyły, ale ze spokojną i radosną twarzą bez mrugnięcia okiem manipuluje mieszkańcami rezydencji – w efekcie wszyscy go szanują, niektórzy nawet się go boją.

Tytułowa Cordelia stawia wszystko na jedną kartę. Długo nie potrafi się zdecydować czy ważniejsza jest dla niej życiowa stabilność, czy miłość, której tak bardzo pragnęła. Wejście do rodziny Fergusonów okazało się dla niej trudniejsze niż myślała; nieznoszący sprzeciwu teść, tęsknota za rodziną, duch pierwszej żony Brooka, który nie daje nikomu o sobie zapomnieć…

PODSUMOWANIE

Jestem zachwycona. Zachwycona! Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autora, ale ta książka wprost zwaliła mnie z nóg! Proszę, nie przestraszcie się jej grubością – czyta się szybciej niż szybko (!), wręcz połyka się ją w całości! Klimat, intryga i styl w jaki została napisana sprawiły, że przeniosłam się do Manchesteru sprzed ponad 200 lat – do miasta przemysłowego, ale nie tylko! To miasta pełnego urokliwych miejsc, niebezpiecznych zaułków, w którym kwitnie zakazane uczucie!

Bohaterowie byli ujmujący! Każdy na swój sposób! Z każdym się polubiłam, każdego starałam się zrozumieć! Grahamowi udało się wykreować postaci silnej, choć chwilami niepewnej młodej kobiety, która targana skrajnymi emocjami postanawia postawić na swoim.

Niepotrzebnie obawiałam się zbyt dużej dozy romansu i dusznej atmosfery z nim związanej! Mnożące się tajemnice i humor to coś, czego nie brakuje tej powieści! Idealna równowaga tych elementów sprawiła, że „Cordelia” stała się jedną z moich ulubionych powieści kostiumowych!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Cordelia” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Tajemnica Sary H. – Paulina Wróbel

Żyje się tylko…DWA RAZY!
Ubiegłoroczny debiut Pauliny Wróbel Tajemnica Sary H.” to moje odkrycie miesiąca (a może roku?). Żałuję, że ta książka wpadła mi w ręce tak późno! Ale lepiej tak, niż wcale, prawda?

ZARYS FABUŁY

Małgorzata Lindberg jest czterdziestoczteroletnią aktorką, która swoje pięć minut sławy ma już dawno za sobą. Przykry wypadek z jej odwieczną rywalką zmusił bohaterkę do usunięcia się w cień. Ale ile można tak czekać? Małgorzata stara się wrócić na szczyt – plan jest prosty – musi dostać główną rolę w najnowszym filmie popularnego reżysera. Jednak proste plany mają to do siebie, że ich realizacja wcale nie jest tak łatwa i przyjemna…

Wściekła, upokorzona i zrozpaczona Lindberg topi swoje smutki w alkoholu, po czym wsiada za kierownicę. W tym samym czasie młoda recepcjonistka Sara H. wsiada do swojego małego autka i zadowolona wraca do domu po wyjątkowo ciężkim dniu pracy. To nie może skończyć się dobrze…

SPORA DAWKA CZARNEGO HUMORU

Czarny humor? Yes, please

Perypetie bohaterów są zaskakujące, pełne mocnych i inteligentnych dialogów, szalonych zwrotów akcji, tajemniczych praktyk spirytystycznych. Zabawne były gwiazdorskie humory Małgorzaty, jej nagłe wybuchy złości i niewybredne komentarze. Pewnego rodzaju odskocznią okazały się miłosne rozterki Justyny (były równie zabawne co smutne), która nie radziła sobie z łączeniem „fachu” z próbami założenia wymarzonej rodziny.

BOHATEROWIE Z KINA RODEM

To zdecydowanie najmocniejsza strona książki! Postaci są wyraziste, pełne dramatyzmu, złości, podejrzliwości i wytrwałości. A nawet jeśli są szarymi myszkami – to właśnie takie mają być! W „Tajemnicy Sary H.” każda rola jest ważna, nawet ta najmniejsza. Nie będę oszukiwać – najważniejsi bohaterowie to kobiety. Kobiety silne i wyjątkowe! Kobiety, które nie były oszczędzane przez życie, nawet jeśli było to życie w popularności i błysku fleszy. Małgorzata Lindberg dostaje szansę jakich mało! Czy dobrze ją wykorzysta? Czy zaplanuje sobie swoje (nowe) życie na nowo? Perfekcyjnie i bez wpadek?

Mam spory problem z główną bohaterką! Uwielbiam ją i jej nie znoszę, jednocześnie! W pełni rozumiem jej żal do współpracowników, pragnienie trzymania nowej szansy i rozpoczęcia wszystkiego od zera. Jednak wyrachowanie, działania, które podejmuje w drodze do celu i samolubność sprawiają, że czuję do niej duży dystans. Może właśnie o to chodziło?

HALO, CZY TU STRASZY?

Autorka z niesamowitą łatwością łączy świat żywych ze światem duchów. Była szansa, że ten zabieg się nie powiedzie, a jednak! Wyszło dobrze, a nawet bardzo dobrze! Motyw duchów bardzo do mnie przemówił! Świetnie bawiłam się śledząc losy przenikającej przez ściany Idy, która ze złości potrafi przestawiać duże przedmioty. Duchy obecne w „Tajemnicy Sary H.” to duchy, które znam z komedii telewizyjnych – posiadające ludzkie emocje istoty, które tęsknią za życiem na tyle, że nie potrafią opuścić świata żywych.

PODSUMOWANIE

Pomysł na „Tajemnicę Sary H.” okazał się pierwszorzędny! Aż ciężko uwierzyć, że to debiut. Paulina Wróbel napisała obszerną komedię obyczajową, która ocieka humorem i intrygą! Niebanalna koncepcja i staranna jej realizacja sprawiły, że książkę czyta się przyjemnie i szybko, wielość wątków i bohaterów w niczym nie przeszkadza. Historia o zagubionych duszach urzeka i skłania do refleksji! Tak! W tym morzu humoru znalazło się też miejsce na kilka ważnych kwestii, w tym filozoficznych przemyśleń! Okazuje się, że pieniądze to nie wszystko, a sława nie jest w stanie zagłuszyć prawdziwych uczuć.

Spodziewajcie się bohaterów zabawnych, ale pewnych swoich możliwości i skłonnych poświęcić wiele, aby zrealizować upragniony cel! W końcu do największe gwiazdy kina!

Życzę (sobie i Wam) takich wspaniałych książek! Polecam!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Tajemnica Sary H.” możesz kupić TUTAJ!]

Gruzińskie wino – Anna Pilip

Wczorajszy wieczór pachniał mi kolendrą i szafranem, a w powietrzu unosił się delikatny zapach grzanego wina. Tak bardzo tęsknię za naszymi wakacjami, które odbywaliśmy naszą małą rodzinką rokrocznie! Zafascynowana pierwszymi stronami książki „Gruzińskie winoAnny Pilip stwierdziłam, że dam tej książce szansę, chociaż z tyłu głowy paliła mi się czerwona lampka i przypominała, że z ten gatunek powieści nie jest dla mnie…

ZARYS FABUŁY

Ana to 30-letnia rozwódka, matka dwóch małych dziewczynek i pracowania firmy farmaceutycznej. Niespodziewany wyjazd do Gruzji budzi u niej skrajne emocje, ostatecznie udaje jej się powierzyć opiekę nad dziećmi wiec mężowi i zapakować do samolotu. Wieczorny bankiet u ambasadora kończy się dość nieszczęśliwie – Ana ładuje w szpitalu z poważnym zatruciem organizmu. Opiekę nad chorą sprawuje dwóch lekarzy – różni ich wszystko (łącznie z faktem, że podczas wojny stali po przeciwnych stronach), a jedynym łączącym elementem są oczy – ciemnoczekoladowe, nieprzeniknione i wpatrujące się w Anę.

Czy Ana zdobędzie się na odwagę i zostanie w Gruzji na stałe? Co z jej córkami, które nie chcą już mieszkać u ojca i jego nowej partnerki? Czy doświadczeni wojną i zmagający się z demonami przyszłości lekarze mają szanse założyć nową, polsko-gruzińską rodzinę?

AROMATYCZNA PODRÓŻ DO GRUZJI I JEJ MIESZKAŃCÓW

Tbilisi to miasto pełne małych, ciasnych uliczek, po których unosi się niezliczona ilość różnych zapachów! I to wino, które leje się w powieści strumieniami…

Ale klimat tego miasta stanowią jego mieszkańcy – ludzie tak cudowni, tak szczerzy i tak przyjacielscy, że ciężko o lepszych… Niedawna wojna zmieniła nie tylko wygląd ulic, ale też ich serca – niektórzy do tej pory borykają się z tragicznymi wspomnieniami, są pełni uprzedzeń do swoich rodaków. CHCIAŁABYM NAPISAĆ WIĘCEJ, NIESTETY PORCJA GRUZJI BYŁA SKĄPA.

SŁABA STRONA

Zawirowania sercowe Any bawiły mnie, denerwowały i sprawiły, że szczerze współczułam tej kobiecie. Jej serce, rozdarte na wiele kawałków wciąż potrafiło obdarzać uczuciem tak wiele osób, ale czy doświadczenia z poprzedniego małżeństwa pozwolą jej zaufać kolejnemu mężczyźnie? W zasadzie na tym kończą się nieliczne superlatywy głównej bohaterki. Cały czas miałam nieodparte wrażenie, że czytam o dziewczynce z gimnazjum, której serce trzepocze jak mały koliber, ilekroć spojrzy na nią przystojny mężczyzna. A przecież Ana to doświadczona matka-rozwódka, która z tak dużym bagażem doświadczeń powinna być bardziej rezolutna. A jest – naiwna!

PODSUMOWANIE

Gruzińskie wino” to czytadło, którego klimat ratuje tylko miejsce akcji oraz drugoplanowi (!!) bohaterowie. Opisy Gruzji były kojące, przypominające sielski, wakacyjny klimat, z cudownie nakrytym stołem z mnóstwem przepysznie pachnących potraw. Tak bardzo szkoda, że tych gruzińskich opisów było tak niewiele!

Fabuła rozłożyła mnie na łopatki, niestety nie z zachwytu, a z beznadziejnej bezsilności. Skrajnie naiwna główna bohaterka denerwowała mnie i sprawiała, że co chwila zamykałam książkę z zażenowaniem na twarzy. Zupełnie niepotrzebny (a ciągnący się do samego końca) cień przemocy fizycznej i psychicznej (tutaj mocny ukłon w stronę ubogiej wersji Grey’a) kompletnie zabija kilka ciekawie zapowiadających się wątków…

Liczyłam na dużo Gruzji, sielankowej, wakacyjnej atmosfery i szalonych wypraw. Nie do końca wiem, dlatego spodziewałam się porywającej i czułej opowieści z wątkiem miłosnym w tle. Zamiast tego dostałam irytującą główną bohaterkę, która w przerwach od płaczu, picia, znowu płaczu, dzwoni do swoich córek i zastanawia się którego przystojniaka kocha bardziej.

Moja ocena – 3/10!

Czas zmian – Wiktoria Gische

Powieści obyczajowe – przyznaję z ręką na sercu – niekoniecznie są moją ulubioną kategorią. OK, zdarza się, że wyszperam jakieś cudeńko, z którym ciężko mi się rozstać, jednak takie egzemplarze są zdecydowanie dziełem przypadku…

Jak wiadomo – przypadki chodzą po ludziach i w myśl tej zasady pewnego słonecznego poranka dotarła do mnie przesyłka z najnowszą powieścią Wiktorii Gische „Czas zmian„, drugim tomem serii „Kamienica pod Irysami„.

ZARYS FABUŁY

Eleonora, Stefania i Rozalia to trzy młode kobiety, których marzenia i plany zostały brutalnie zniszczone przez wojnę. Lata rozłąki, troski związane z niepokojem o życie swoje i najbliższych zmieniły ich usposobienie i charaktery. Bohaterki z niewinnych młodych dziewczyn ewoluowały w pewne siebie, niezależne kobiety, które potrafią walczyć o przyszłość. Wojna, która zabrała wielu kobietom chłopaków, narzeczonych i mężów nie oszczędziła również naszych pań- Nora odesłała pierścionek zaręczynowy hrabiemu Michałowskiemu, narzeczony Stefci zginął na froncie, a mąż Rozalii na stałe zadomowił się w Wiedniu, gdzie zaczął układać sobie życie się z inną kobietą.

W 1918 roku, po odzyskaniu przez Polskę sytuacja powoli wraca do normy, jednak w sklepach wciąż brakuje towarów, a dawne niepokoje odżywają w obawie przed wschodnim sąsiadem. Również w sercach bohaterek rodzą się nowe uczucia, a z nimi przychodzą radość, troski i niepokoje. Losy Eleonory i hrabiego Juliana Michałowskiego znów się łączą, jednak ich relacji nie można uznać za pasmo wzruszeń, namiętności i spokoju – związek jest burzliwy – pełen różnorakich uczuć, związanych z trudną przeszłością i niewiadomą przyszłością. Stefania, która wciąż cierpi z powodu śmierci Mikołaja, daje sobie szansę i decyduje się na spotkania z Janem Matulą, jednak i ten związek naznaczony jest niedawnymi wydarzeniami i nową kampanią wojenną. Nieformalna separacja Rozalii przeradza się w sprawę rozwodową, którą nieszczęśliwi małżonkowie chcą szybko doprowadzić do końca, niestety pewna śmierć skutecznie im to uniemożliwia…

MORZE UCZUĆ W POWOJENNYM KRAKOWIE

W „Czasie zmian” spotkałam się z prawdziwą plejadą uczuć. I emocji. A tych ostatnich było bardzo wiele! Nic dziwnego, skoro główni bohaterowie to młode osoby, które w poszukiwaniu miłości i sensu życia decydują się na poważne zmiany. Na każdej stronie skrajne emocji aż kipią – zakochania, zawody i rozczarowania, zranione serca, ckliwe pożegnania i wyczekiwane powroty – ich zmienność sprawia, że akcja książki przyspiesza, żeby za chwilę zwolnić.

Autorka znalazła doskonały sposób na odtworzenie Krakowa sprzed 100 lat. Wnikliwe badania historyczne i społeczne doprowadziły Ją do dokładnego i sumiennego odwzorowania realiów, nastrojów, a nawet strojów oraz rodzajów żywności! Dosłownie, czułam zapach gorącej czekolady i smak słynnej pomarańczówki! A „oglądanie” witryn sklepików sprawiło, że na chwilę zapomniałam o ulewie za oknem!

ŚWIETNY KLIMAT

Klimatem ta książka stoi! Nie tylko ze względu na miejsce akcji, którym jest magiczny, powojenny Kraków. Niebanalne, a wręcz dziwne wątki podkręcają tempo powieści! Jednym z najbardziej nieoczywistych okazała się postać Tekli Schramm – początkowo denerwująca postać zmienia się w pełną sekretów, zafascynowaną mistycyzmem damę, która decyduje się porzucić dom, męża i córki, żeby podążyć za sektą, w którą się zaangażowała.

NIESTANDARDOWE PODEJŚCIE

Co wyróżnia główne bohaterki od innych kobiet? Niestandardowe, jak na tamte czasy, podejście do wszelkich spraw – tych codziennych, jak i tych bardziej intymnych. Nora, Stefcia i Rozalia decydują się omijać konwenanse szerokim łukiem, co budzi powszechne zdziwcie i oburzenie. Dziś spodnie zakładane przez kobiety są zupełnie normalne, ale 100 lat temu były poważnym odstępstwem od normy, zwracały uwagę i przyciągały niepochlebne spojrzenia.

PODSUMOWANIE

Zupełnie niespodziewanie okazało się, że „Czas zmian” to wspaniała pozycja obyczajowo-historyczna. Nie czytając pierwszego tomu „Kamienicy pod Irysami” bez problemu odnalazłam się w akcji – odniesienia do „Niespokojnych lat” są rzadkie, bez problemu domyślałam się wszystkich kontekstów.

Bardzo mocną stroną powieści są jej bohaterowie. Mocne charaktery kobiece są uzupełnione stanowczymi postawami mężczyzn. Tutaj nic nie dzieje się przypadkiem, każde spotkanie ma swój (czasem ukryty) sens, a każda plotka nosi w sobie ziarno prawdy (no, może prawie każda…). Zachwyciły mnie nie tylko postaci głównych bohaterów, ale również opisy krakowskiej arystokracji i mieszczaństwa! Po raz kolejny stwierdzam, że mogłabym na chwilę (!) przenieść się do tamtych czasów, spacerować tamtymi uliczkami, pachnącymi świeżym chlebem, kakao i powidłami…

Doskonały research historyczny Autorki w znakomity sposób odzwierciedlają opisy miasta bogate w detale i ciekawostki. Wspaniale było mi się wybrać na długie spacery śladami bohaterów – zaczarowane Podgórze, zabytkowy Kazimierz i oczywiście Stare Miasto wraz z Kleparzem. Uwierzcie, to wzruszające i niezwykłe przeżycie!

Moja ocena – 8/10!

[Książkę „Czas zmian” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Telefonistka – Gretchen Berg

Lata ’50 w USA to zdecydowanie jedna z moich ulubionych dekad w historii! Idealnie wpasowałabym się w ten retro klimat – piękne kapelusze, eleganckie spodnie z wysokim stanem, cudownie skrojone sukienki za kolano! Tak, to zdecydowanie moje ulubione lata… Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź debiutującej Gretchen Berg i jej „Telefonistkę„, wiedziałam, że to pozycja dla mnie!

ZARYS FABUŁY

Vivian Dalton jest znużoną codziennością kobietą w średnim wieku, która pracuje w centrali telefonicznej. Jako telefonistka łączy rozmowy mieszkańców małego, prowincjonalnego miasteczka w stanie Ohio. Łączy i podsłuchuje. To ostatnie sprawia jej ogromną radość i jeśli Vivian miałaby wskazać co jest najprzyjemniejszym elementem dnia, byłoby to właśnie podsłuchiwanie. Ma ono swoje plusy – bohaterka jest jedną z najlepiej poinformowanych osób w miasteczku Wooster, zna sekrety swoich sąsiadek, jest na bieżąco z wszystkimi plotkami – jest to powodem dumy, satysfakcji i daje poczucie kontroli. Sielanka kończy się w momencie, w którym Vivian dowiaduje się szokującej informacji dotyczącej jej samej…i słyszy to wszystko z ust Betty Miller!

Jak poradzi sobie w tak trudnej sytuacji? Czy stanie się pośmiewiskiem całego miasteczka?

TELEFONISTKA

Nie od razu obdarzyłam sympatią Vivian. Irytowało mnie jej wieczne naburmuszenie i złość na cały świat. A przede wszystkim nie lubiłam tej wścibskości. O tak – bohaterka kocha plotki, a zazdrość i chęć bycia ważną nobilitują ją do rozpowiadania największych tajemnic. Z czasem przekonałam się do tej ciekawej postaci – wszystkie przywary wynikają z ogromnych kompleksów, które towarzyszą jej na co dzień – podstawowe wykształcenie, dziwna relacja z mężem i córka, która powoli dorasta. Poza tym, życie w miasteczku Wooster jest po prostu potwornie nudne!

Liczne retrospekcje, którymi uraczyła mnie Autorka pozwalają zrozumieć złożony charakter bohaterki. Życie nie było dla niej łatwe i słodkie. Nauczyło ją jednak determinacji i samodzielności. W kryzysowej sytuacji robi to, co wychodzi jej najlepiej – działa na własną rękę, ma plan i realizuje do krok po kroku. A dotarcie do sedna fatalnej plotki nie jest łatwe…

PODSUMOWANIE

Telefonistka” to retro powieść, która od pierwszych stron ujmuje przede wszystkim klimatem. To ciekawie napisana historia o niejednym dnie, która wielokrotnie zmienia swój tor. Wooster to magiczne miasteczko – pełne intryg, plotek, różnych charakterów, które codziennie ścierają się ze sobą. Tarcia prowadzą do iskier, a iskry do pożarów…

Gretchen Berg napisała przyjemną książkę, może nieidealną, jednak ujmującą swoją historią. Historią, która ma duszę lat ’50! Dlatego szczerze polecam tę lekturę wszystkim retromaniakom! Dajcie się jej wciągnąć i zaskoczyć!

Moja ocena – 7,5/10!

[Książkę „Telefonistka” możesz kupić TUTAJ]