Świeży – Nico Walker

Dziś o książce, którą wielu określa jako jedną z najbardziej kontrowersyjnych pozycji ostatnich lat. I tak, i nie. Na pewno Wasz pogląd zmieni się delikatnie jeśli założycie, że Nico Walker to odbywający karę więzienia eksżołnierz, który decyduje się przedstawić swoją historię. Historię jakich (wbrew pozorom) wiele, dlatego powinna być ona lekcją i przestrogą zarazem.

ZARYS FABUŁY

Świeży” to historia o wiecznie naćpanym młody chłopaku, który nie ma pomysłu na swoje (wątpliwej jakości, nawet dla niego samego) życie. Decyduje się zaciągnąć do wojska, gdzie odbywa solidne szkolenie z zakresu pierwszej pomocy, po czym zostaje wysłany na misję do Iraku. Trudne losy żołnierskiej niedoli (chwilami hardcore!) umilają mu jedynie rzadkie telefony do Emily i rzadkie wyprawy do miasta. W końcu misja dobiega końca, bohater wraca na stare śmieci i…ma dokładnie ten sam problem – nie ma pomysłu na siebie. Brak pieniędzy i nałogi doprowadzają go do ostateczności – zaczyna kraść i napadać na banki, a to nie wróży nic dobrego…

JĘZYK, TREŚĆ I PRZESŁANIE

Świeży” to historia delikatnie inne niż wszystkie. Inaczej napisana (język jest okrutnie wulgarny, zdania są krótkie i naładowane emocjami), z innymi bohaterami (czytając miałam wrażenie, że są z innej planety) i bardzo ponurym oraz przykrym obrazie rzeczywistości. Jaka jest owa rzeczywistość? Brutalna? Może trochę. Wymagająca? Nie bardziej niż wszystkie inne. Prawdziwa! O tak! I zapewne właśnie to boli najbardziej. Autor nie patyczkuje się z formowaną treścią – jest seksistowski, agresywny i zły. Zły na siebie i cały świat. A przy tym przeraźliwe samotny, pragnący bliskości, szczerego uczucia i akceptacji.

LIFE IS BRUTAL

Najlepsze (a może najgorsze) jest to, że Nico Walker „jedynie” spisał SWOJE doświadczenia i wspomnienia. Autor odsiaduje teraz swój wyrok w więzieniu – historia, którą napisał jest to bólu ociekająca emocjami, a piekło wojny i uzależnienia, o którym wspomina są niewyobrażalne! Chwilami miałam wrażenie, że bohater pęknie z nadmiaru złych emocji i zastanawiałam się jak jeden człowiek jest w stanie udźwignąć tyle złości.

PODSUMOWANIE

Książkę skończyłam szybko, jednak przemyślenie jej treści zajęło mi długie godziny! Lubicie wymagające lektury? Ta książka jest dla Was! Ona wręcz zmusza do przestawienia myślenia na zupełnie inne tory! To co dla nas jest szokujące, ohydne i ordynarne – tam jest codziennością.
Polecam! Zdaję sobie doskonale sprawę, że książka nie przypadnie do gustu wszystkim z uwagi na formę. Jednak warto poświecić jej czas, bo wnioski, które można z niej wyciągnąć są bardzo, bardzo głębokie. Czy książka jest szokująca? Nie dla mnie – uważam, że to coś na kształt „spowiedzi” w mniej klasycznej wersji.

Nietypowa jest też sama okładka! Jej faktura i delikatnie zarysowana czaszka rzucają się w oczy i w przedziwny sposób przyciągają!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Świeży” możesz kupić TUTAJ!]

Recenzja powstała we współpracy z

Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę – David Mccullough

Trudno jest napisać ciekawą i porywającą powieść historyczną – tak myślę (jakoś nigdy żadnej nie napisałam). Jednak gdy zabiera się za to David Mccullough, dwukrotny zdobywca Nagrody Pulitzera to musi się udać! I udało się!

AMERICAN DREAM

Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę” to książka poświęcona osadnikom i ich potomkom, którzy po wojnie zakończonej w 1787 roku zaczęli osiedlać się w stanie Ohio. Tereny bogate w naturalne złoża surowców przyciągały całe rodziny, które nierzadko decydowały się na podróż z całym dobytkiem, licząc na nowe, lepsze życie. American Dream we wczesnej formie, po prostu. Co musieli czuć członkowie społeczności, którzy decydowali spakować się wszystko co można i wyruszyć z daleką drogę? Jakie wartości i idee im przyświecały?

Autor skupia się na okolicach miasta Marietta, które w niesamowicie krótkim czasie rozwinęło się do niespotykanych (wtedy) rozmiarów. To właśnie rozbudowa tego miasta zaowocowała powstaniem stanu Ohio, do którego tłumnie ściągali kolejni przybysze. Ziemie dotychczas zajmowane przez Brytyjczyków stanowiły nie lada gratkę – bogactwa naturalne, sprzyjający klimat – czego chcieć więcej?

DOSKONAŁY RESEARCH

Mccullough w dokładny i ciekawy sposób relacjonuje wydarzenia z lat 1787-1863. W ciągu tych niespełna 100 lat powstały setki relacji i dokumentów, do których odwołuje się Autor; są to listy, dokumenty urzędowe i kazania, które stanowią skarbnicę wiedzy. Ogrom pracy, której dokonał wprawiła mnie w zdumienie i pełnię uznania!

PODSUMOWANIE

Przyznam, że po lekturze czuję się bogatsza o wiedzę z całkiem sporego kawałka amerykańskiej historii! Miałam pewien problem z przyswojeniem wielu dat, jednak ciekawostki, które wprowadza Autor, przełamały mój chwilowy opór. Opisane w książce postaci tworzyły historię i miały realny wpływ na wygląd dzisiejszych Stanów Zjednoczonych – idee, które uznawane były za rewolucyjne są dziś postawą funkcjonowania tego społeczeństwa.

Polecam przede wszystkim pasjonatom historii USA – ilość wiedzy, którą przekazuje Mccullough jest porażająca! Ciekawe ujęcie i lekkie pióro sprawiają, że „Pionierów” czyta się sprawnie i przyjemnie. Nie jest to na pewno książka do poduszki, wymaga skupienia, czasami notowania, jednak radość z poznania pierwszych osadników z Ohio jest ogromna!

Nie mogę nie wspomnieć o przepięknej oprawie książki. Wydawnictwo Poznańskie stworzyło niesamowitą okładkę – przepiękna grafika jest dodatkowo uatrakcyjniona przyjemną fakturą. To książka, do której chce się przytulać! Zasługuje na najlepsze miejsce na półce!

Moja ocena – 9/10!

[Książkę „Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę” możesz kupić TUTAJ!]

Mur Duchów – Sarah Moss

Kochani, czy mieliście kiedyś poczucie, że lektura, którą czytaliście była trudna/ciężka? Czy jakaś książka sprawiła, że z niepokoju nie mogliście spać? Uwierzcie mi, są historie – tak mocno duszne i przytłaczające – po ich lekturze człowiek ma jedynie ochotę na patrzenie w sufit.

ZARYS FABUŁY

Silvie, a właściwie Sulevia, to młoda dziewczyna, która spędza wakacje na obozie antropologicznych, a towarzyszą jej rodzice oraz grupa studentów. Brzmi dobrze? Jest dokładnie odwrotnie – źle, bardzo źle!
Ojciec Silvie, Bill, to kierowca autobusu i antropolog-amator, którego pasją jest historia Wysp Brytyjskich. Jednak Bill nie jest pozytywnie zakręconym wariatem – jego obsesja niejednokrotnie przeradza się w agresję, którą wyładowuje na żonie i córce, a jako jedyny żywiciel rodziny ma nad nią pełną kontrolę i w najbardziej ohydny sposób zaznacza swoją dominację. Przygoda, która miała być wakacyjną zabawą przeradza się w gehennę Silvie – jest zmuszona chodzić w niewygodnej, klującej tunice; odzierać króliki ze skóry; nie ma też możliwości korzystać z telefonu i Internetu oraz podstawowych artykułów higieny osobistej.

BOLESNA HISTORIA

Ta książka boli. Tak. „Mur duchów” Sarah Moss to przerażająca historia o bezradności, strachu, pragnieniu wolności. Sposób, w jaki została napisana jest szczególny – przemyślenia głównej bohaterki mieszają się z jej narracją, a wszystkie dialogi pozostają ukryte w tekście, są (jakby) niezauważalne. Tak jak niezauważalne jest bezgłośne wołanie o pomoc Silvie.

Jednocześnie bohaterka broni swojego ojca, tłumaczy jego zachowanie trudną pracą i poważnym podejściem po historycznej pasji. Na wszelkie próby pomocy reaguje agresją słowną. Dziewczyna nie jest w stanie wyobrazić sobie, że ktoś może być dla niej miły, że może dać jej wybór – lata życia w stresie, pod ostrym spojrzeniem Billa odcisnęły głębokie piętno na jej dojrzewającej psychice.

PODSUMOWANIE

Sarah Moss od dawna należy do moich ulubionych Autorek. Jednak ta proza jest inna. Obdarta z uczuć i miłości, pełna niepokoju i mroku, który potrafi przysłonić otoczenie nawet w najjaśniejszy dzień. Książka wywołuje bardzo przykre uczucia. Smutek towarzyszył mi od pierwszych stron, żeby zmaksymalizować się na ostatnich, a głębokie współczucie powodowało, że odetchnęłam z ulgą patrząc na ostatnią kropkę lektury.


Czy książka o tak małej liczbie stron może wywołać takie emocje? Jeśli jej autorką jest S. Moss – zdecydowanie tak! Tutaj każde słowo jest głęboko przemyślane i niesie ze sobą głębsze przesłanie! Polecam!

Moja ocena – 9,5/10!

[Książkę „Mur duchów” możesz kupić TUTAJ!]

Poparzone Dziecko – Stig Dagerman

Seria Skandynawska to jedna z najwspanialszych kolekcji, z jakimi miałam przyjemność. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się na wieść o premierze powieści „Poparzone dziecko” Stiga Dagermana, która w latach ’40 ubiegłego wieku mocno wpłynęła i podzieliła krytyków literatury.

ZARYS FABUŁY

Bengt to młody mężczyzna, który w dniu pogrzebu swojej ukochanej matki dowiaduje się o romansie ojca. Niedługo potem jego miłosna relacja z narzeczoną gwałtownie się ochładza, a bohater czuje się jeszcze bardziej samotny. Swoją niemoc i traumę postanawia wyładować na kochance ojca, jednak zamiast (jak pierwotnie planował) ją zniszczyć wplątuje się w romans, co dodatkowo komplikuje trudną już sytuację.

CIĘŻKA I GĘSTA ATMOSFERA

Już na samym początku zderzyłam się z ciężką do przebrnięcia atmosferą – grobową (dosłownie i w przenośni), niepozostawiającą miejsca chwilę wytchnienia. Nie raz zdarzało mi się odkładać książkę, zamykać oczy i zastanawiać się nad ilością przeżyć i myśli bohatera, którymi zbombardował mnie Autor. Czułam się jak przejechana przez walec i przyciśnięta do gorącego asfaltu. Były też chwile ulgi, opisy zaśnieżonych części miasta i mizernych witryn sklepików, jednak chwilę później brnęłam już w najgłębsze odmęty zagubionego (i chorego z tęsknoty) umysłu.

PSYCHOANALIZA?

Jak przystało na dzieło skandynawskie „Poparzone dziecko” jest lekturą trudną, której rdzeń stany lękowe i depresyjne bohatera. Stig Dagerman dokonuje wnikliwej analizy umysłu młodego człowieka, który pod wpływem zbyt dużej ilości emocji brnie w kierunku autodestrukcji. Aż trudno uwierzyć, że bohater może dokonywać tak tragicznych wyborów, pozbawionych logiki i sensu.

Bengt w bolesny sposób przekonuje się jak wygląda i na jakich zasadach funkcjonuje świat dorosłych, do którego brutalnie wpycha go los. Świat pozbawiony skrupułów, pełen żalu, kłamstw i kalkulacji. Surowy klimat, w jakim utrzymana jest proza pozwala na szybką analizę kondycji psychicznej bohatera, a listy, które pisze sam do siebie lub do najbliższych osób pozwalają zrozumieć (a przynajmniej próbować zrozumieć) zawiłe motywy jego działania.

PODSUMOWANIE

„Poparzone dziecko” to niespełna 300 stronicowa książka, którą warto przeczytać! Niech nie odpycha Was specyficzny styl Autora – po prostu trzeba się go nauczyć… Gwarantuję Wam ogromną dawkę skrajnych emocji. Nie łudźcie się, że będzie to łatwa lektura! Głęboko ukryty przekaz wymaga pełnego zaangażowania czytelnika, a klimat powieści poruszy nawet najtwardszych zawodników.

Moja ocena 9/10!

[Książkę „Poparzone dziecko” możesz kupić TUTAJ]

Nocne czuwanie – Sarah Moss

Macierzyństwo potrafi powalić na kolana nawet najtrwalsze zawodniczki. Podobno. Tak słyszałam… Jeszcze więcej słyszałam (a w zasadzie czytałam) na temat zmian, jakie zachodzą w świadomości matek, gdy ich pociechy pojawią się na świecie. Mocno zachęcona tytułem, okładką i krótkim opisem wydawcy z zapałem sięgnęłam po książkę „Nocne czuwanie„, po której spodziewałam się sennej historii z delikatnym cieniem zagadki. Dostałam znacznie więcej!

OPOWIEŚĆ O CODZIENNOŚCI

Wyspa Colsay to malutka wysepka położona w Szkocji (dokładniej, jest częścią Szetlandów), oddalona ponad 700 mil od Londynu. Całkiem daleko, jednak jeśli do odległości dodamy brak cywilizacji (nie ma tam zasięgu, sklepów, sąsiadów) miejsce wydaje się jeszcze bardziej nieprzyjazne.

Anna Bennet jest doktorem historii, pisze książkę, ale przede wszystkim jest matką dwóch chłopców i żoną doktora (prawie profesora) Gilesa Cassinghama. Historia Anny i jej najbliższych jest opowieścią o codzienności. A codzienność bywa trudna, szczególnie, jeśli wymaga połączenia wielu ról. Plan przeprowadzki na wyspę w celu spokojnego napisania książki nie wypalił – mały Moth absorbuje cały czas i uwagę swojej mamy, która nie może liczyć na pomoc starszego syna (bo jest jeszcze dzieckiem) oraz męża (bo całymi dniami liczy kolonię zagrożonych wyginięciem ptaków). Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pewnego dnia Anna i jej postanawiają zasadzić drzewka, a podczas kopania znajdują szczątki małego dziecka. Od tej pory ich życie zmienia się…

MATKA (NIE)IDEALNA

Sarah Moss przedstawia historię osamotnionej kobiety, która nie do końca odnajduje się w swojej roli. Zmęczenie, frustracja i bezradność niejednokrotnie powodują złość i agresję, którą bohaterka wyładowuje na najbliższych. Ambitne plany pisania książki zastąpione zostają bezsennymi nocami i niekończącym się śpiewaniem kołysanek. Anna w bardzo szczery sposób opowiada o swoim życiu, w którym cudowne chwile przeplatają się z trudnymi. Jej marzenia o błyskawicznej karierze naukowej zostały brutalnie (!) zweryfikowane przez macierzyństwo, które jednocześnie daje jej radość i poczucie beznadziei.

POWRÓT TO PRZESZŁOŚCI

Sadzenie drzewek owocowych nie może być trudne, a przynajmniej nie powinno. Chyba, że w wykopanym na krzaczek dołku oprócz ziemi znajduje się zawiniątko z dziecięcymi szczątkami. I, powiedzmy sobie szczerze, to jest problem! Do spokojnego, sennego wyspiarskiego życia Anny i Giles’a oraz ich dzieci wkrada się zagadka, wraz z którą tłumnie przybywają policjanci i eksperci medycyny sądowej. Nikt nie lubi mieć na swoim podwórku obcych, szczególnie takich, których interesują na przykład metody wychowawcze…

Annie bardzo doskwiera szukający sensacji policjant, dlatego na własną rękę stara się znaleźć sprawcę, który pochował dziecko na ich działce. Przeszukując Internet trafia na trop kobiety, która w XVIII wieku prowadziła badania na wyspie Colsay, których celem było rozwiązanie problemu wysokiej śmiertelności niemowląt – May Moberley pisze listy do bliskich i współpracowników, rzetelnie relacjonując wyniki swoich badań – ta kwestia była dla mnie niesamowicie ciekawa – opisy (często) okropnych warunków, w jakich żyli mieszkańcy małej szkockiej wysepki wzbudzały we mnie obrzydzenie. Uwierzcie mi, panował tam totalny hardcore sanitarny, skrajny analfabetyzm, a wychowanie było co najmniej chłodne.

PODSUMOWANIE

Nocne czuwanie” zachwyca! Ta pozornie trudna książka okazała się opowieścią o trudach i radościach macierzyństwa i zawiłą lekcją historii. A wątki historyczne są nie tylko jej tłem. Na „Nocne czuwanie” poświęciłam, jak nigdy, kilka długich wieczorów – książki nie da się połknąć szybko, wymaga przemyślenia. Nie myślcie, że pozostaniecie obojętni dla osoby głównej bohaterki – Annę się uwielbia lub się jej nie znosi. Ja ją pokochałam, głównie za szczerość, ale też naturalność; jej delikatna i krucha dusza kryje się pod grubą skorupą uporu i ambicji!

Polecam szczególnie molom szukającym psychologicznej opowieści z wątkiem historycznym w tle!

Moja ocena – 8/10!

Blizna – Auður Ava Ólafsdóttir

Ludzkie ciało skrywa wiele sekretów. Jest wręcz fascynujące – między innymi może się regenerować. Niesamowite, prawda? Pozostałością po regeneracji skory są blizny – bywają duże, małe, wielokształtne, proste. Każdy ma jakieś blizny – są „pamiątką”, pozostałością po minionym zdarzeniu, które (prawie) na pewno łączyło się z bólem.

NIESZCZĘŚLIWY ISLANDCZYK

Plany samobójcze powoli dojrzewają w umyśle Jonasa Ebenesera – pożyczył strzelbę, wysprzątał zaległą graciarnię…w ostatniej chwili wpada jednak na szalony pomysł! Nie zabije się sam. Zamierza tylko trochę „pomóc” losowi i kupuje sobie bilet w jedną stronę. One way ticket, wiecie o co chodzi. Zmierza do kraju ogarniętego wojną, chaosem i strachem. Bo gdzie indziej łatwiej o przypadkową śmierć od zabłąkanej kuli czy ukrytej pod warstwą gruzu miny? Plan wydaje się jasny, genialny w swojej prostocie, nic nie może pójść źle – w najgorszym wypadku pożyje dzień lub dwa dłużej!

ZACHWYCIŁA MNIE

Tak, tak – Auður Ava Ólafsdóttir (nie próbujcie tego wypowiadać z pomocą translatora) to mistrzyni! Mistrzyni formy, gustu i smaku literackiego. Jej krótka powieść („Blizna” liczy sobie niecałe 200 stron) pochłonęła mnie bez reszty. Na cały wieczór. Od początku spodobał mi się tok myślenia postaci – trochę zagmatwany, ale cały czas jasny obraz świata widzianego przez pięćdziesięcioletniego Jonasa – mężczyzny, po prostu, nieszczęśliwego i zmęczonego dotychczasowym życiem. Autorka świetnie przedstawia realia w połączeniu z mentalnością poszczególnych bohaterów, dlatego każdy z nich staje się w pewien sposób wyjątkowy.

ZABYTKOWA MOZAIKA I WIERTARKA

Daleki, ciepły kraj okazuje się jednym wielkim zapylonym gruzowiskiem. Nie ma tam absolutnie nic, może poza restauracją, zamkniętym sklepem z ubraniami i hotelem Silence, w którym mieszka Jonas. Właśnie tam poznaje Maj, Fifiego i małego Adama. I właśnie w tym miejscu uświadamia sobie, że jego blizny są niczym, w porównaniu do blizn (cielesnych i duchowych) tubylców. Wciąż żywe piekło wojny wywiera na bohaterze duże wrażenie, którego nie spodziewał się, kiedy wybierając hotel oglądał zdjęcia zabytkowej mozaiki. Przecież leciał tam tylko na kilka dni, spakował jedną koszulę, sweter od byłej żony i …wiertarkę (przecież nigdy nic nie wiadomo, a przezorny jest zawsze ubezpieczony).

PODSUMOWANIE

Co w „Bliźnie” zachwyciło mnie najbardziej? Forma – jest bardzo nieregularna, nie trzyma się jakichkolwiek zasad, a w połączeniu z płynną narracją (cała z perspektywy głównego bohatera) staje się bardzo intrygująca! Powieść jest wielowymiarowa, a treść nieoczywista, dlatego każdą stronę wciąga się w oka mgnieniu; co więcej, realizm z jakim się w niej spotkałam sprawia, że napięcie nie opuszczało mnie aż do ostatniego zdania (nieco spokojniejsza pierwsza część książki nie zwiastowała takiej zmiany). Napięcie, które mam na myśli, nie jest spowodowane szaleńczym tempem akcji lub niebezpieczeństwem, które czyha za rogiem, ale mocnymi, filozoficznymi rozważaniami głównego bohatera oraz opisami życia (które mimo wszystko toczy się w „normalny” sposób) w kraju spustoszonym przez wojnę.

Obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy lubią nieco skomplikowane przemyślenia wyrażone w sposób prosty i klarowny. Oraz miłośnikom literatury skandynawskiej!

Moja ocena – 10/10!

[Książkę „Blizna” możesz kupić TUTAJ]

Golden Hill – Francis Spufford

Kochani, dzień dobry!

Z dużym zaskoczeniem i ogromną radością obserwowałam Waszą aktywność na moim instagramowym koncie pierwszyrozdzial, które prowadzę od prawie dwóch miesięcy! I przyznaję – jest mi szalenie miło, że moje książkowe hobby podoba się tak wielu osobom! Serdecznie Wam dziękuję, zainspirowaliście mnie do stworzenia własnej witryny, na której będę dzielić się z Wami moimi przemyśleniami (obiecuję, że nie tylko o książkach!), których nigdy nie mogłam zmieścić w 2200 znaków : )

• • •

Dziś przedstawię Wam jedną z moich ulubionych książek – Golden Hill” Francisa Spufforda. Zacznę mocno subiektywnie – TA KSIĄŻKA JEST INNA. Dokładnie tak! Autor w NIECODZIENNY sposób stylizuje swoje papierowe dziecko na XVIII wieczną powieść; z niezwykłą łatwością bawi się językiem i stylem, kreuje nietuzinkowe charaktery, które wplątuje w zadziwiające (a chwilami groteskowe) sytuacje.

BRYTYJCZYK W NOWYM JORKU

Richard Smith po kilkutygodniowej, wyczerpującej podróży przybywa do Nowego Jorku. Młody londyńczyk jest właścicielem weksla, który ma zamiar spieniężyć – w tym celu udaje się do kantoru przy ulicy Golden Hill. Podczas kilkumiesięcznego oczekiwania na realizację weksla Smith staje się tematem prawie wszystkich miejskich plotek – rozkochuje w sobie piękne Amerykanki, wdaje się w niejedną awanturę, od czasu do czasu ryzykuje własnym życiem. Ale czy właśnie nie na tym polega jego urok? Spufford w bardzo zdawkowy sposób przedstawia swojego bohatera – do ostatniej strony otacza go atmosferą tajemnicy i niepewności, żeby na końcu wprawić czytelnika w osłupienie!

Nowy Jork – drugi bohater „Golden Hill„. Zaskakujące, prawda? Autor w mistrzowski sposób nadaje temu niespełna siedmiotysięcznemu miastu duszę. Podczas pochłaniania kolejnych stron wręcz czułam zapach tych małych, ciasnych uliczek – pełnych domowych piekarni, szwalni, rozmaitych targów. Wszędzie musi istnieć balans – w 1746 roku Nowy Jork jest był pełen ponurych, śmierdzących i podejrzanych zakamarków, do których lepiej się nie zapuszczać (oczywiście nie dotyczy to Richarda!). To była uczta! Udało mi się poznać mieszkańców, ich zwyczaje, problemy i ogromne ambicje. Nowy Jork – dzisiejsze Złote Jabłko – był kiedyś małym miastem portowym, które w kilkadziesiąt lat przeistoczyło się w tętniącą życiem metropolię.

PODSUMOWANIE

Golden Hillnie jest powieścią dla każdego. Odstraszać może językowe i groteskowe nawiązanie do dawno minionej epoki, które aż kipi na każdej stronie. Tę książkę się kocha lub nienawidzi. Do tego wniosku można dojść już po przeczytaniu pierwszego zdania. Brzmi nierealnie? Czytam sporo, nawet dużo – nigdy nie widziałam zdania tak bardzo wielokrotnie (wielokrotnie wielokrotnie!) złożonego. Nie dość, że jest to pierwsze zdanie powieści, to autor dał absolutnego czadu i rozpisał się na ponad pół (!) strony. Przyznaję, dopiero przy piątym podejściu wiedziałam mniej więcej o co chodzi. Styl jest mocno nachalny, w pierwszej chwili może odstraszać! Mnie się bardzo spodobał, jednak dla niektórych będzie on denerwujący.Chwilami było ciężko, ale udało się! Książkę połknęłam, rozkoszowałam się każdą stroną i z żalem odłożyłam ją na półkę.

Do XVIII wieku raczej się nie przeniosę! No może poza chwilami, w których będę wracać do „Golden Hill” : ) Po cichu liczę, że za jakiś czas pojawi się kolejna powieść Francisa Spufforda!!

Moja ocena: 9/10

[Książkę „Golden Hill” możesz kupić TUTAJ]